fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Pół miasta na niebiesko

ROL
Lech – Salzburg 2:0. Wielki sukces na otwarcie nowego stadionu przy 42 tysiącach widzów. Lech liderem w swojej grupie
W rozgrywkach europejskich Lech nie tylko pierwszy raz w tym sezonie wygrał w Poznaniu, ale strzelił tu pierwsze bramki. Nie mógł sobie wymarzyć lepszej okazji.
Po koncertowym otwarciu nowego stadionu przez Stinga przyszła kolej na piłkarzy. Poznań od kilku dni żył tym meczem, ludzie stali po dziesięć godzin w kolejkach po bilety, pół miasta ubrało się w niebieskie koszulki i gdyby lechici nie odpłacili się skuteczną grą, premiera byłaby nieudana.
[srodtytul]Kartony w górę[/srodtytul]
Tuż przed meczem kibice podnieśli w górę przygotowane niebieskie i białe kartony, a wzdłuż trybuny rozwinięto wielki transparent: „Miejsce wyryte w naszych sercach”. Wszyscy czekali na ciąg dalszy, a ciągu dalszego tak od razu nie było.
Lech grał słabo, a wszelkie opowieści o kryzysie Salzburga można było włożyć między bajki. Jeśli drużyna mająca problemy w swojej lidze ma wyraźną przewagę nad Lechem, to nie wróżyło najlepiej.
Sprawdziły się słowa trenera Jacka Zielińskiego przestrzegającego przed silną linią pomocy gości. Simon Cziommer, Christoph Leitgeb i David Mendes grali zdecydowanie lepiej od Semira Stilicia, Dimitrije Injaca i Siergieja Krivca. A jeśli oni grają słabiej, to cały Lech też.
Kiedy Słowak Duszan Svento w jednej akcji minął Marcina Kikuta i Grzegorza Wojtkowiaka, to naprawdę było się czego bać. Pierwszy celny i groźny strzał na bramkę lechici oddali dopiero w 45. minucie. Po uderzeniu Kikuta bramkarz Gerhard Tremmel z trudem wybił piłkę na róg.
Tuż po przerwie kibice wreszcie otrzymali to, po co przyszli. Po rzucie rożnym wykonywanym przez Stilicia Manuel Arboleda uderzył głową piłkę tak precyzyjnie i mocno, że wpadła w samo okienko. Stadion eksplodował, a Salzburg przestał grać.
Ta bramka nagle odmieniła sytuację. Austriacy tylko raz byli bliscy wyrównania, kiedy po szybkiej akcji i prostopadłym podaniu Svento znalazł się za plecami Kikuta, strzelił, ale piłkę nogami odbił Jasmin Buric.
[srodtytul]Skutecznie i szczęśliwie[/srodtytul]
Trener gości Holender Huub Stevens (prowadzona przez niego Hertha Berlin została kiedyś wyeliminowana przez Groclin) nie miał na co czekać i kwadrans przed końcem wpuścił na boisko dwóch napastników, których poznaniacy spodziewali się w wyjściowej jedenastce: Romana Wallnera i niemal dwumetrowego Urugwajczyka Joaquina Boghossiana.
Może osiągnąłby swój cel, bo obrońcy mieli z ich zatrzymaniem spory problem, ale po jednym z austriackich ataków Lech przeprowadził kontrę – Semir Stilic z lewej strony podał do środka, gdzie Sławomir Peszko wyprzedził obrońców i wyprostowaną nogą kopnął piłkę do siatki. Do końca meczu pozostawało blisko dziesięć minut i Austriacy już wiedzieli, że ich szanse na odrobienie strat zmalały do zera. Tuż przed końcem Siergiej Krivec trafił zza pola karnego w słupek.
Lech grał tak, jak powinna doświadczona drużyna mająca kłopoty. Skutecznie i szczęśliwie. O nowym stadionie też już się mówi, że jest szczęśliwy. A ponieważ Manchester City zremisował u siebie z Juventusem, po dwóch kolejkach Lech został liderem grupy A.
Tego się nikt nie spodziewał, a każde zwycięstwo dodaje wiary, że koniec będzie równie szczęśliwy.
[ramka][srodtytul]Grupa A[/srodtytul]
[b]Lech Poznań – FC Salzburg 2:0 (0:0)[/b]
Bramki: M. Arboleda (47), S. Peszko (80). Żółte kartki: D. Injac, S. Stilić,
S. Peszko, A. Wichniarek (Lech);
S. Cziommer (Salzburg). Sędziował Kristinn Jakobsson (Islandia). Widzów: 42 000.
Lech: Burić – Wojtkowiak (53, Kiełb), Bosacki, Arboleda, Henriquez – Kikut, Kriwiec, Stilić, Injac (86, Drygas), Peszko – Rudnevs (82, Wichniarek).
FC Salzburg: Tremmel – Schwegler, Afolabi, Sekagya, Schiemer – Zarate (58, Jantscher), Cziommer (77, Wallner), Mendes da Silva, Leitgeb (77, Boghossian), Svento – Alan.
Manchester City – Juventus Turyn 1:1 (1:1)
[b]Tabela[/b]
1. Lech 2 4 5-3
2. Manchester 2 4 3-1
3. Juventus 2 2 4-4
4. FC Salzburg 2 0 0-4
[b]Następne mecze – 21 października:[/b]
• Manchester – Lech • Salzburg – Juventus [/ramka]
[ramka][srodtytul]Jacek Zieliński, trener Lecha[/srodtytul]
Pierwszy mecz na nowym stadionie, przy wypełnionych trybunach – ta atmosfera chyba udzieliła się zawodnikom, bo do przerwy grali inaczej, niż powinni. Zaczęliśmy zbyt nerwowo, nie byliśmy agresywni, staliśmy zbyt daleko od siebie, za szybko pozbywaliśmy się piłki. Dlatego Salzburg osiągnął przewagę. W przerwie porozmawialiśmy sobie, co zrobić, żeby było lepiej, i druga połowa wyglądała inaczej. Wiedzieliśmy, że Salzburg ma kłopoty ze zdobywaniem bramek, miałem świadomość, że trener Stevens coś wymyśli, ale Brazylijczyka Alana na środku ataku się nie spodziewaliśmy. To była dla nas postać niemal anonimowa. Najważniejsze, że wygraliśmy. To nie łyżwiarstwo figurowe, liczą się bramki, a nie wrażenie artystyczne. [/ramka]
[ramka][srodtytul]Huub Stevens, trener FC Salzburg[/srodtytul]
Zaczęliśmy spokojnie i przez 35 minut panowaliśmy nad sytuacją. To my dyktowaliśmy warunki, ale nie potrafiliśmy tej przewagi wykorzystać. W drugiej połowie popełniliśmy zbyt dużo błędów, zwłaszcza w obronie, i widzieliśmy, jak po każdym z nich rosła wiara Lecha. W końcu musieliśmy za to zapłacić. Po stracie pierwszej bramki zaryzykowałem, żeby odrobić gola, ale się nie udało. Trudno mówić o jakichś piłkarskich mankamentach w naszej grze. Przykre jest to, że moi piłkarze mają nosy zadarte do góry, myślą chyba, że łatwo pokonają przeciwnika, a z takim nastawieniem meczów się nie wygrywa. Walka w tej grupie będzie bardzo ciężka, bo jeszcze nic nie jest rozstrzygnięte. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA