fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sylwetki

Celebryci tracą w kryzysie

?Zbudowana zaledwie 20 lat temu w ekskluzywnej okolicy Holmby Hills rezydencja Candy Spelling ma 5250 metrów kwadratowych powierzchni (nie licząc strychu). Cena 150 mln dol. zapewnia jej status najdroższej posiadłości w USA
EAST NEWS
Christina Aguilera, Nicolas Cage, Eddie Murphy – to tylko kilka gwiazd, które straciły na załamaniu rynku nieruchomości. Kupujący są tak wybredni, że nawet słynną rezydencję Ojca Chrzestnego przeceniono niedawno o 70 milionów dolarów
Najwięksi amerykańscy aktorzy, piosenkarze, prezenterzy telewizyjni – podobnie jak prawnicy czy biznesmeni – w brutalny sposób przekonali się, że również na najbardziej luksusowych nieruchomościach można czasem dużo stracić. Nawet w skąpanej słońcem Kalifornii – jak informował ostatnio „Los Angeles Times” – od 2007 r. średnia cena domów spadła o ponad 40 proc.
Niektórzy zdecydowali się ze stratą sprzedać swoje rezydencje. Inni, nie mogąc znaleźć kupca skłonnego wypisać czek na kilkadziesiąt milionów dolarów, postawili na bogatych najemców.
Są też i tacy, którzy postanowili cierpliwie poczekać na odwrócenie trendu. Na razie rynek wciąż należy jednak do kupujących.
[srodtytul]Oferta nie do odrzucenia[/srodtytul]
Hall wejściowy długi na 15 metrów, dziewięć sypialni, 15 łazienek, dwupoziomowa biblioteka, basen, z którym ładnie komponują się kaskadowe wodospady, sala klubowa ze stołem bilardowym, piwniczka z winem, siłownia oraz dwie sale kinowe.
Repertuar dowolny, ale z pewnością właściciel tej luksusowej rezydencji – położonej w pięknej okolicy w Beverly Hills – będzie chciał pokazać gościom chociaż fragment słynnego „Ojca chrzestnego” kręconego właśnie w tym miejscu. Po seansie może zaś zorganizować przyjęcie na tarasie, który jest w stanie pomieścić do 400 gości.
Po stronie plusów tej unikalnej nieruchomości trzeba też zapisać przepiękną zieleń, która otacza posiadłość, i rozciągający się stąd wspaniały widok. Nic dziwnego, że właśnie tę rezydencję na miesiąc miodowy wybrali m.in. Jacqueline i John Kennedy. Mieszkał tu także z kochanką znany potentat medialny William Randolph Hearst.
Rezydencja zbudowana we włoskim stylu w latach 20. ubiegłego wieku ma ponad 4600 metrów kwadratowych powierzchni i jeszcze trzy lata temu wyceniana była na 165 mln dol. (ok. 495 mln zł). Wówczas miała opinię jednej z najdroższych w Ameryce.
Teraz, gdy jej właściciel – prawnik i inwestor Leonard Ross – ogłosił bankructwo, trafiła na rynek za jedyne 95 mln dol. (ok. 285 mln zł).
– Bardzo niewiele osób jest gotowych wydać taką kwotę. Większość moich klientów dysponuje budżetem poniżej 20 mln dol. – opowiada „Rz” Mohammed Hamza, agent nieruchomości z Century21 Coast to Coast Realtors.
Mimo to Hamzie udało się w tym roku znaleźć kupca, który za posiadłość w Bel Air zapłacił 50 mln dol. (150 mln zł). I w tym wypadku cena transakcyjna bardzo odbiegała od wywoławczej: początkowo sprzedawca chciał za nieruchomość 85 mln dol.
Agenci nieruchomości liczą na zagranicznych klientów. – Formalności związane z zakupem przez cudzoziemców nie są wcale takie trudne – przekonuje Hamza. Być może przed kupnem luksusowych willi w Sopocie warto więc sprawdzić oferty rezydencji w Kalifornii czy na Florydzie. Zainteresowanym oczywiście radzimy się targować – przy obecnym rynku nieruchomości nigdy nie wiadomo bowiem, którą propozycję agent lub właściciel potraktuje już jak ofertę nie do odrzucenia.
[srodtytul]Artyści tracą miliony[/srodtytul]
Chociaż 30-letnia Christina Aguilera jest znana z wielu talentów, to niestety zarządzanie majątkiem do nich nie należy. Dwa lata temu gwiazda popu kupiła za 11,5 mln dol. (34,5 mln zł) nowy dom w Beverly Hills, a za dotychczasową rezydencję zażyczyła sobie 7,995 mln dol. (23,98 mln zł).
Od tego czasu ta porzucona przez gwiazdę rezydencja składająca się z czterech sypialni, siedmiu łazienek, kina, siłowni i spa na dwanaście osób ciągle traci na wartości.
Wykonawczyni takich przebojów jak „Genie In A Bottle” czy „Candyman” kilka tygodni temu musiała więc spuścić z tonu i obniżyć cenę do 5,995 mln dol. (17,98 mln zł). Mimo to – jak na razie – kupiec się nie znalazł.
Na rynku nieruchomości mocno sparzył się również Nicolas Cage. Zmuszony przez bank i urząd skarbowy do szybkiej sprzedaży części ze swych 15 luksusowych rezydencji stracił ponad milion dolarów na każdej z dwóch nieruchomości w Nowym Orleanie.
Jego dom w Bel Air został zaś w kwietniu zlicytowany za 18 mln dol., czyli za kwotę o niemal 20 mln mniejszą, niż chciał za niego dostać słynny hollywoodzki aktor.
Po spotkaniach z agentami nieruchomości zupełnie nie do śmiechu jest również jednemu z najbardziej znanych aktorów komediowych.
Eddie Murphy początkowo próbował sprzedać okazały dom w Englewood w New Jersey za 30 mln dol. Gdy okazało się, że kryty basen, kręgielnia i profesjonalne studio nagrań nie przyciągają kupców, aktor obniżył cenę o połowę.
Mimo to nie znalazł się nikt, kto byłby gotów wypisać czek na taką kwotę. Dom jest więc teraz do kupienia już za 12,75 mln dol.
[srodtytul]Twardziele nie płaczą[/srodtytul]
Rynek nieruchomości okazał się trudny nawet dla takich twardzieli jak Mel Gibson. Po trzech latach starań znany aktor i reżyser sprzedał jednak w końcu posiadłość w Connecticut. Czek na niecałe 24 mln dol. to jednak niemal o połowę mniej, niż początkowo żądał.
Gwiazdor filmowy, ostatnio znany głównie z prywatnych skandali obyczajowych, nie rozpaczał jednak z powodu ceny. W 1994 r. zapłacił bowiem za tę nieruchomość zaledwie 9,3 mln dol.
Powodów do płaczu nie miał też Rush Limbaugh, prawicowy komentator radiowy. Gdy w końcu dotrzymał słowa, że z powodu wysokich podatków od nieruchomości wyprowadzi się z Nowego Jorku, on też musiał szybko spuścić z tonu. Jednak choć za dziesięciopokojowy apartament przy nowojorskiej Piątej Alei – z kominkiem i widokiem na Central Park – zamiast 13,95 mln dol. zainkasował ok. 11,5 mln dol., to i tak nie stracił.
Limbaugh do inwestycji mieszkaniowej podszedł bowiem jak typowy konserwatysta i apartament kupił podczas poprzedniego załamania na rynku nieruchomości. W 1994 r. taka przyjemność kosztowała go marne 5 mln dol.
Na podobny sukces miał nadzieję 39-letni Portorykańczyk Ricky Martin. Za 16,25 mln dol. piosenkarz kupił w 2007 r. posiadłość w Golden Beach na Florydzie i po sześciu miesiącach rezydencję z widokiem na ocean wystawił z powrotem na sprzedaż.
Chciał na niej zarobić 38 proc., żądając od potencjalnego kupca 22,5 mln dol. Okazało się jednak, że wprawdzie seksowny Ricky wciąż świetnie potrafi wycisnąć ostatnie poty z roztańczonych nastolatek, ale wśród inwestorów na rynku nieruchomości nie może liczyć na status gwiazdy. 2007 rok był kiepskim okresem na inwestycje, bo rynek nieruchomości zdobywał akurat kolejne szczyty.
Martin obniżył więc ostatnio cenę do 18,9 mln dol. Jeśli znajdzie kupca, zarobi ok. 16 proc. Agenci nieruchomości nie pozostawiają jednak wielkich złudzeń. Z ich analiz wynika, że zasłuchany w refren piosenki „Livin, la vida loca” („Żyjąc szalonym życiem”) piosenkarz może co najwyżej liczyć na odzyskanie zainwestowanych pieniędzy.
[srodtytul]Zamieszkać u gwiazdy[/srodtytul]
Twardo po ziemi stąpa za to aktorka Meg Ryan. Wprawdzie nie ma tak wielkich nadziei na zysk jak Ricky, ale nie ma też zamiaru tracić na luksusowej willi w Bel Air.
Gdy więc za wystawioną na sprzedaż w 2008 r. rezydencję z pięknym widokiem na Pacyfik, basenem i sześcioma sypialniami nikt nie chciał zapłacić 19,5 mln dol., aktorka postanowiła obniżyć cenę o jedyne 5 mln dol. A kiedy zobaczyła, że taka przecena może okazać się wciąż niewystarczająca, postanowiła rezydencję wynająć. Stawka: 40 tys. dol. miesięcznie.
Heavymetalowe nastroje na rynku nieruchomości sprawiły także, że drogą Ryan zdecydowali się pójść Ozzy Osbourne z małżonką. Oni też najpierw próbowali sprzedać dom w Malibu.
Gdy jednak w znalezieniu nabywcy nie pomogła nawet obniżka ceny z 14 do 10,95 mln dol., państwo Osbourne podpisali umowę najmu. Początkowo zadowolili się stawką 25 tys. dol. za miesiąc. Gdy kontrakt się skończył, od kolejnego najemcy zażądali już 40 tys.
[srodtytul]Czas na zakupy?[/srodtytul]
Trzecią drogę wybrała właścicielka największej i najbardziej okazałej posiadłości w Los Angeles – Candy Spelling. Jej zbudowana zaledwie 20 lat temu w ekskluzywnej okolicy Holmby Hills rezydencja ma 5250 metrów kwadratowych powierzchni (nie licząc strychu) i jest ponoć większa od siedziby amerykańskiego prezydenta.
Fontanna przed wejściem, parking na sto samochodów, schody niemal żywcem przeniesione z bajki dla dzieci bogaczy, siedem sypialni, 27 łazienek, sala kinowa (w której projektory dyskretnie ukrywają się za obrazami), bar, biblioteka, gabinet, sala klubowa ze stołem bilardowym, piwniczka z winami, a do tego kręgielnia, siłownia, basen, salon piękności, korty tenisowe i kwatera dla służby.
Cena? 150 mln dol. (450 mln zł). I chociaż to obecnie absolutnie najdroższa oferta w katalogach amerykańskich agencji nieruchomości, to w tym wypadku taniej nie będzie. Wdowa po legendarnym amerykańskim producencie filmowym Aaronie Spellingu ogłosiła bowiem, że ponieważ nie musi spłacać kredytu hipotecznego, to woli dłużej poczekać na kupca, niż opuszczać cenę.
Taka strategia może mieć sens. Zdaniem agentów nieruchomości rynek mieszkaniowy musi się wkrótce odbić.
– Przez kilka lat obserwowaliśmy ciągłe spadki. Gdy już wydawało się, że jesteśmy na dnie, to spadaliśmy jeszcze niżej. Wydaje mi się jednak, że doszliśmy do etapu, kiedy sprzedawcy mówią dość – tłumaczy Jeffrey Cloninger, agent nieruchomości z Florydy. Podkreśla też, że większość wystawionych po okazyjnych cenach nieruchomości znalazła już kupców.
– Oferty tych, którzy musieli sprzedać jak najszybciej, bo zostali dotknięci przez kryzys finansowy, śmierć lub rozwód, już zniknęły z rynku – dodaje Cloninger cytowany przez portal AOL.
Z taką opinią zgadza się też Mohammed Hamza. – To najlepszy czas na zakupy – przekonuje.
[i]Jacek Przybylski z Waszyngtonu[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA