Sztuka

Horror fascynuje

Jakub Julian Ziółkowski, Wielka bitwa pod stołem, 2006, kol. Zabludowicz, fot. dzięki uprzejmości Galerii Hauser & Wirth, Zurich
Zachęta
Po wystawie "Hokaina" w Zachęcie koniecznie trzeba zapamiętać nazwisko artysty Jakuba Juliana Ziółkowskiego - pisze Monika Małkowska
Z daleka "Wielka bitwa pod stołem" przypomina dekoracyjny gobelin. Efektownie, migotliwie rozłożone punkciki czerwieni, bieli, czerni. Z bliska obraz okazuje się morderczo drobiazgową kompozycją z militarnym wątkiem. Taka współczesna "Bitwa pod Orszą" czy "Zwycięstwo Aleksandra Macedońskiego" Altdorfera.
[wyimek][link=http://www.rp.pl/galeria/9149,1,542549.html]Zobacz galerię zdjęć[/link][/wyimek] Oto tysiące mikroskopijnych szwoleżerów zmagają się z wrażymi wojskami; Napoleon (w zasikanych bryczesach) wydaje rozkazy z wysokości krzesła; służby sanitarne ciągną trumienki; za żołnierzami podążają szeregi robali; wplątany w bitewny zgiełk malarz rejestruje cały ten rozgardiasz oraz siebie.
[wyimek][link=http://blog.rp.pl/zkulturanaty/2010/09/03/z-kultura-na-ty/]Poleć swoje wydarzenie kulturalne[/link][/wyimek] To najstarsze z eksponowanych w Zachęcie płócien Jakuba Juliana Ziółkowskiego. Od tej pracy zaczyna się "Hokaina" – podróż w odmienne stany świadomości. Jej autor, absolwent krakowskiej ASP, rocznik 1980, zadebiutował sześć lat temu. Szybko zdobył międzynarodowe uznanie i kontakty (głównie za sprawą Fundacji Galerii Foksal), obecnie u szczytu powodzenia. Dowodem – sprzedaż na pniu wszystkich obrazów wystawionych w Zachęcie. Prawie 40 płócien i gwaszy ma już prywatnych właścicieli; większość z zagranicy. Nabywców wabi zmiana formy i perspektywy. Po realistycznych przedstawieniach – zwrot ku fantastycznym wizjom. Po sztuce krytycznej i twórczości żerującej na banale bytu – czerpiących z gorącej rzeczywistości – skręt ku "irrealiom". Ziółkowski to jeden z pionierów nowego (?) nurtu. Czerpie z tradycji surrealizmu. A także z Witkacowskiej "czystej formy". Jednak nie jest to bezpośrednie wynikanie. Przerwa była za długa, za bardzo zmienił się świat, żeby ot tak, podwiązać się pod zerwane sznurki. Surrealizm Ziółkowskiego pozbawiony jest poetyckiej metafory. W jego pracach królują okrucieństwo, obsesje, paranoje. Jeśli humor, to czarny; jeśli seks, to sado-maso; jeżeli erotyka, to nekrofilska. Życie równa się rozkład. I nic już nie jest "ładnie". Pracuje ze wściekłą zaciętością. Odsiaduje przy płótnach po osiem – dziesięć godzin dziennie. Perfekcjonista. Ignoruje przynależność do grupy bądź środowiska; nie kusi go luz ani zabawa. W głębi duszy prześladowany przez fobie. Jego kompozycje – to opowieści tylko dla niego czytelne (choć fragmentami także dostępne innym), skażone strachem przed pustką. Sądzę, że ów horror vacui połączony z makabrą i osobistymi wyznaniami fascynują odbiorców. A choć próby przeniknięcia sensu prac Ziółkowskiego kończą się klęską, każde podejście dostarcza ekscytujących odkryć. Popatrzmy na tryptyk powstały po azjatyckich wojażach artysty. Kłębowisko ochłapów nadziane na zdeformowane kośćce, przemieszane z tkanką miękką, krwioobiegiem, bebechami. W obły kształt wbite oczy, maski, zęby, genitalia, pety, glisty. Wszystko zdaje się ruszać, buzować, drgać. Makabra, ale na swój sposób pociągająca estetycznie. Wyzywająca, obsesyjna. Oto narodziła się nowa gwiazda. I nowy trend. Trzeba koniecznie zażyć "Hokainy" – choćby po to, by odróżnić Ziółkowskiego od naśladowców, których tylko patrzeć… [i]Wystawa czynna do 28 listopada[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL