Ekonomia

Upadek szkolnictwa zawodowaego

Trudno o dobrego pracownika Co trzecia firma w świecie i co druga w Polsce ma problem z obsadą stanowisk.
Rzeczpospolita
Polscy przedsiębiorcy narzekają na upadek szkolnictwa zawodowego i brak fachowych rąk do pracy. W Niemczech firmy same zabrały się za kształcenie przyszłych kadr
Krach szkolnictwa zawodowego od lat już dotyka zakładów. – Tracimy całe miesiące na przygotowanie do pracy absolwentów, którzy w szkole liznęli zaledwie praktyk. Ratujemy się zatrudnianiem 50-letnich mechaników z niezbędnym doświadczeniem, ale to półśrodki – narzeka Ryszard Kardasz, prezes warszawskiego Przemysłowego Centrum Optyki produkującego noktowizory i kamery termowizyjne dla wojska.
Przedsiębiorcy są zgodni: rząd musi zreformować szkolnictwo techniczne. – Warto korzystać z doświadczeń naszych zachodnich sąsiadów. Niemieckie firmy same tworzą programy kształcenia kadr, przemysł nie skąpi na to pieniędzy – mówi Katarzyna Kordoń prezes K&K Selekt, firmy z Rzeszowa zajmującej się rekrutacją zagranicznych specjalistów. – Przekonaliśmy się, że speców od precyzyjnej obróbki metalu przy produkcji narzędzi chirurgicznych najlepiej przygotować samemu – podkreśla Norbert Feldhaus, członek zarządu i dyrektor personalny w firmie Aesculap AG/B. Braun w Tuttlingen w Badenii. Aesculap to innowacyjna potęga: jest dziś największym na świecie producentem wyposażenia lekarskiego z obrotami na poziomie 4 mld euro rocznie. Wytwarza je sieć zakładów od Azji po Amerykę i południową Afrykę.
W niewielkim Tittlingen Aesculap zatrudnia 3 tys. pracowników, w tym speców ślusarskich najwyższej klasy. Ich następców firma kształci na miejscu w finansowanej z własnej kieszeni akademii zawodowej. Szkoła Aesculapa do unikalnego zawodu technika chirurgicznego przygotowuje młodzież w dwu – pięcioletnich cyklach całkowicie za darmo. Jednocześnie każdemu uczniowi funduje miesięczne stypendium w wysokości 890 euro. – Absolwentom (na wszystkich rocznikach uczą się obecnie 264 osoby) z naszymi certyfikatami gwarantujemy pracę – mówi Arno Brugger, dyrektor akademii. Dodaje, że słuchacze i absolwenci szkoły w każdej chwili mogą odejść, niemieckie prawo zabrania prywatnemu fundatorowi uczelni nakładać na adeptów zawodu jakiekolwiek zobowiązania. W Tuttlingen wyszkolono polskich pracowników, gdy na początku lat 90. Aesculap przejął fabrykę narzędzi medycznych Chifa w Nowym Tomyślu pod Poznaniem. W tym roku koncern zbuduje kolejną fabrykę w Radzyniu Podlaskim. Precyzyjne elementy do wtryskiwaczy Boscha do silników wysokoprężnych i inne części dla największych koncernów motoryzacyjnych na świecie robi prywatna firma Häring w Bubsheim. Właściciel i prezes spółki Anton Häring sam wybudował i finansuje działanie zawodowej akademii. W zajęciach uczestniczy kilkudziesięciu słuchaczy, szkoła funduje też zajęcia weekendowe dla potencjalnych pracowników ze smykałką do techniki. Przedsiębiorca z Bubsheim zachwala zalety systemu dualnego: uczniowie jeden dzień w tygodniu poświęcają zagadnieniom teoretycznym, cztery pozostałe na coraz bardzie zaawansowane praktyki w firmie. – Jeśli co trzeci z naszych uczniów zdecyduje się na pozostanie i stałą pracę w Häring Werk, to inwestycję oceniam jako udaną – mówi prezes Häring. – Dajemy sobie dwa lata na przygotowanie radykalnej zmiany w szkolnictwie zawodowym. Przyglądamy się też wzorom niemieckim. Umówiliśmy się z przedsiębiorcami, że reformę robimy wspólnie i uwzględniamy oczekiwania przemysłu – zapewnia Anna Wesołowska, pełnomocnik ministra edukacji ds. szkolnictwa zawodowego. [i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autora: [mail=z.lentowicz@rp.pl]z.lentowicz@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL