Media

Domagalski: tragiczna niedziela na drogach

Marek Domagalski
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
13 — to liczba ofiar wypadku polskiego autokaru pod Berlinem. Pięć osób zginęło zaś późnym wieczorem w czołówce dwóch volkswagenów pod Morawicą na Kieleczczyźnie
Bogusław Chrabota w „Polsat News” powiedział, że wolałby nie czytać takich informacji jak tragedia pod Berlinem. Ja też wolałbym pisać przegląd prasy innego dnia, ale nie mogłem przecież zaspać czy zapomnieć.
A więc przeglądajmy: O ile w sobotę i w niedzielne przedpołudnie, wydarzenie dnia, czyli kongres PO, zdominował wywiad Jarosława Kaczyńskiego dla „Rz” („Nie będzie współpracy z prezydentem Komorowskim”), tak od południa, mówiono w mediach (elektronicznych i portalach) wyłącznie o podberlińskiej katastrofie. To samo jest w poniedziałkowej prasie. „Nasze serca przeszył miecz boleści” – to fragment kazania proboszcza w Złocieńcu z mszy za ofiary katastrofy. „Rzeczpospolita” cytuje też sekretarza gminy („Żałoba zamiast podróży marzeń”): „Trudno było informować, kto zginął, a kto jest ranny i w jakim stopniu. Z Niemiec do Złocieńca dotarły trzy listy pasażerów, z niepełnymi i różniącymi się od siebie danymi. Przy niektórych nazwiskach brakowało informacji o szpitalach, niektórzy z poszkodowanych byli wymienieni tylko jako mężczyzna lub kobieta”. „Fakt”, obok fotoreportażu na trzy strony („Śmierć na autostradzie”) prezentuje symulację zderzenia (zajechania mercedesa 37-letniej Niemki i wypadnięcie autokaru z toru). „SuperExpress” (głównego tytułu świadomie nie podam, jest zbyt brutalny) cytuje „bocznego” kierowcę rozbitego autokaru: „(…) Zdążyłem wynieść trzy osoby, bo zaraz na miejscu katastrofy pojawiły się niemieckie służby. Porozstawiali namioty, zajęli się nami bardzo dobrze. Niestety ofiarom nic życia nie wróci”. „Gazeta Wyborcza” podaje, że na miejsce tragedii Niemcy ściągnęli 300 ratowników, policjantów i strażaków oraz sześć helikopterów medycznych, które rozwoziły rannych do pobliskich szpitali. Wszystko to zresztą widzieliśmy w stacjach telewizyjnych, i, znając Niemców, o pomoc poszkodowanym mogliśmy być spokojni. Politycy (a występowało kilku ministrów i premier) dostarczali raczej spóźnionych, i chyba zbędnych informacji (to takie czasy, że tzw. polityka wielu rzeczy dowiaduje się z mediów). Tego wątku nie ma w zasadzie poniedziałkowej prasie, ale jest obecny w internecie. Oto dwa wpisy: blog Janusza Wojciechowskiego (europosła): „Na miejsce wypadku jedzie premier Tusk. To dobrze, ze premier przejmuje się katastrofą, choć nie jestem pewien, czy jego obecność będzie pomocą, czy raczej przeszkodą dla służb ratowniczych i medycznych. Nie wiadomo, czy się zajmować ofiarami wypadku, czy premierem i jego świtą. Nie przypisuję złych intencji, ale też nie widzę wielkiego sensu takiego pokazowego wyjazdu”. I jeden z „Wirtualnej Polski”: „Bardzo współczuję rodzinom ofiar wypadku, ale po co zaraz jedzie na miejsce Tusk?! Jakie to ma znaczenie dla sprawy? Robi sobie reklamę kosztem katastrof”. W niedzielę było jednak więcej tragedii na drogach. Od ok. 11 wieczorem Gazeta.pl informuje, że pięć osób zginęło w wyniku czołowego zderzenia dwóch volkswagenów na drodze wojewódzkiej Kielce - Pińczów w Dębskiej Woli, gm. Morawica. Do tragedii doszło przed godz. 20. Spalił się golf, którym jechały cztery osoby, wszystkie nie żyją. Zginął też kierowca bory, która zderzyła się z golfem. Ta tragedia nie „przebiła” się ani do mediów, ani do polityki. Sam zresztą nie wiem, co jest lepsze.
Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL