Katastrofy

W Złocieńcu żałoba zamiast podróży marzeń

Rozbity polski autokar
AFP
Nasze serca przeszył miecz boleści – mówił proboszcz parafii pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Złocieńcu podczas mszy za ofiary katastrofy
13-tysięczny Złocieniec (Zachodniopomorskie) żył wczoraj wypadkiem autokaru w Niemczech. Było w nim 43 mieszkańców okolicznych miejscowości – pracowników Nadleśnictwa Złocieniec i ich rodzin. Zakładowa wycieczka miała być dla nich podróżą marzeń. Osiem dni w Hiszpanii za naprawdę niewielkie pieniądze.13-letnia Karolina Przytuła z Łobza pojechała z babcią Marią Zborowską. Rodzice zafundowali jej wyjazd w nagrodę za bardzo dobre stopnie. Chora od czterech lat na cukrzycę dziewczynka pojechała z osobistą pompą insulinową.
[wyimek]Ze Złocieńca do Berlina pojadą dwa autobusy i cztery busy z rodzinami ofiar. W każdym będzie psycholog i tłumacz [/wyimek] Jej babcia też była bardzo zadowolona z wycieczki. Dwie trzecie kosztów refundował fundusz socjalny w nadleśnictwie, więc za ośmiodniowy wyjazd zapłaciła tylko 585 zł. Kilka razy dzwoniła do córki, by podzielić się wrażeniami z pobytu w Lloret del Mar oraz wycieczek do Barcelony, klasztoru Montserrat, dzielnicy żydowskiej w Gironie, Muzeum Salwadora Dali w Figueres i aquaparku Marineland z pokazami delfinów.
Wczoraj miały wrócić z wycieczki. Akurat były urodziny Karoliny. Rodzice i rodzeństwo – bliźniaki Lena i Igor czekali na nią w domu z tortem. O godz. 9.36 mama Karoliny Anna Przytuła zapytała w esemesie: “Jak tam podróżniczki?”. “Za około 3 godziny przejście graniczne i śniadanie” – odpisała Maria Zborowska. To był ostatni kontakt. Po południu zadzwoniła znajoma i powiedziała o wypadku. Od tej pory Anna i Grzegorz Przytułowie na zmianę odbierali telefony. – Mama przeżyła wypadek – dowiedzieli się od wujka z Hamburga, który obdzwonił wszystkie berlińskie szpitale. Co z Karoliną, nie wiadomo. – Boję się odbierać kolejne telefony – zdradza pani Anna. – Nie mam pojęcia, co się dzieje z córką. W MSZ nic nie wiedzą, w sztabie w Złocieńcu też nic nie wiedzą, a ja tak bardzo chciałbym przy niej posiedzieć – mówi Grzegorz Przytuła. Po ósmej wieczorem pakuje plecak, insulinę dla córki i jedzie jej szukać w szpitalach w Berlinie. Na próżno. Po godz. 21 dociera wiadomość: Karolina nie żyje. Jest jedną z 13 ofiar. W urzędzie gminy Złocieniec, gdzie działał sztab kryzysowy, cały dzień nie przestawały dzwonić telefony. – Nie, tej osoby nie ma na liście – tłumaczy sekretarka. Leszek Modrzakowski, sekretarz gminy, przyznaje, że trudno jest poinformować, kto zginął, a kto jest ranny i w jakim stopniu. Z Niemiec do Złocieńca dotarły trzy listy pasażerów, z niepełnymi i różniącymi się od siebie danymi. Przy niektórych nazwiskach brakowało informacji o szpitalach, niektórzy z poszkodowanych byli wymienieni tylko jako mężczyzna lub kobieta. – Na ostatniej liście, którą dostaliśmy, były inne niż początkowo wskazania ofiar śmiertelnych. Podczas spotkania z rodzinami burmistrz wyczytał jedno z nazwisk, ale krewni zaprzeczyli, właśnie rozmawiali z tą osobą przez telefon – opowiada Modrzakowski. Gminny sztab kryzysowy zbierał też zapisy od rodzin ofiar na wyjazd do szpitali w Berlinie. – Pojadą dwa autobusy i cztery busy, w każdym będzie psycholog, tłumacz i ratownik medyczny – informuje sekretarz gminy. Tymczasem w kościele obok urzędu odprawiono mszę za ofiary katastrofy. – Nasze serca przeszył miecz boleści – rozpoczął modlitwę ks. Wiesław Hnatejko, proboszcz parafii pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. – Nie może nam jednak zabraknąć nadziei, choć strata dotknęła w tak szczególny sposób naszą wspólnotę.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL