fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Białoruś: Milinkiewicz nie kandyduje

ROL
Andrzej Pisalnik
Piotr Kościński
Czołowy opozycyjny polityk nie będzie kandydował na prezydenta
O rezygnacji ze startu w wyborach Aleksander Milinkiewicz poinformował na konferencji prasowej w Mińsku. Jako główny powód podał niechęć władz do wprowadzenia zmian do ordynacji wyborczej. Bez nowelizacji prawa wyborczego, zdaniem Milinkiewicza, wybory są niepoważne. – Nie chcę uczestniczyć w spektaklu, który ma jednego reżysera i scenarzystę – oznajmił. Dodał, że jego start w takim wydarzeniu sprowadzałaby się do roli statysty.
Mówiąc o innych przyczynach swojej rezygnacji, Milinkiewicz wymienił spory wewnątrz opozycji, której nie udało się wyłonić wspólnego kandydata, który miałby rzucić wyzwanie starającemu się o reelekcję już na czwartą kadencję Aleksandrowi Łukaszence. Według Milinkiewicza, który w 2006 roku był właśnie wspólnym kandydatem opozycji, wynik najbliższych wyborów jest z góry przesądzony. Zwycięży Łukaszenko.
– Będzie to jednak władza bez legitymizacji – zaznaczył i przyznał, że sytuacja jest jednak szczególna. – Łukaszenko jest słaby jak nigdy – oświadczył Milinkiewicz, przypominając, że białoruski przywódca jest ostro skonfliktowany z Rosją, a białoruska gospodarka znajduje się na krawędzi katastrofy.
Rezygnacja Milinkiewicza ze startu w wyborach nie jest zaskoczeniem. Jeszcze przed jej ogłoszeniem portal Biełarusskij Partizan informował, że Milinkiewicz nie zdołał pozyskać wsparcia finansowego na prowadzenie kampanii. O tym, jak na Białorusi trudno o pieniądze na opozycyjną działalność polityczną, świadczy fakt, że lider ruchu Europejska Białoruś Andrej Sannikau zamierza sprzedać mieszkanie w Mińsku bypozyskać środki na swoją kampanię wyborczą.
Na portalu Polityka. pl ukazał się artykuł sugerujący, że powodem rezygnacji Milinkiewicza jest brak wsparcia – w tym finansowego – ze strony Polski. Autor tekstu dowodzi, że MSZ w Warszawie w ogóle przestał wspomagać białoruską opozycję. – Na tle innych krajów, zwłaszcza Europy Zachodniej i USA, nasza pomoc dla białoruskich organizacji pozarządowych i opozycji nie tylko nie zmalała, ale wręcz wzrosła – mówi jednak „Rz” Robert Tyszkiewicz (PO), wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. – Mamy natomiast do czynienia ze zmniejszeniem pomocy amerykańskiej, wynikłym po części z mniejszego zainteresowania Europą Środkową i Wschodnią po wyborze Baracka Obamy. A na ograniczenie pomocy z Europy wpłynął zapewne fakt braku porozumienia opozycji w sprawie wyłonienia jednego kandydata na prezydenta.
Według eurodeputowanego Pawła Kowala (PiS) zarówno wśród rosyjskich, jak i zachodnioeuropejskich polityków panuje dziś konsensus, że wybory na Białorusi powinien wygrać polityk nazywany demokratycznym, ale zarazem będący prorosyjskim – Ma to być swoista „antykolorowa rewolucja”. Polska chciałaby czego innego, więc zachowuje się pasywnie – mówił „Rz”. Jego zdaniem przegrywamy, bo kiedyś postawiliśmy na Milinkiewicza.
Nasuwa się jednak pytanie: czy Polska wcześniej wspierała finansowo jakichś białoruskich kandydatów? Były lider opozycyjnego Białoruskiego Frontu Narodowego Wincuk Wiaczorka studzi emocje. – To wszystko są spekulacje. Nasze ustawodawstwo zabrania kandydatom korzystania z pieniędzy z zagranicy. Gdyby komuś dowiedziono, że takie środki otrzymuje, byłoby to dla niego zgubne – podkreśla.
W grudniowych wyborach prezydenckich na Białorusi chce uczestniczyć 11 opozycyjnych kandydatów. Prawdziwą liczbę rywali Aleksandra Łukaszenki poznamy jednak, gdy przedstawią w Centralnej Komisji Wyborczej co najmniej 100 tys. podpisów popierających ich kandydatury. Listy z podpisami muszą zostać przekazane do 29 października, a rejestracja kandydatów nastąpi w listopadzie. Same wybory odbędą się 19 grudnia.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA