fbTrack

Wiadomości

Właściciel Polonii Warszawa, Józef Wojciechowski o Polonii

Józef Wojciechowski jest największym polskim deweloperem, w Polonię Warszawa zainwestował wiosną 2006 r. W ostatnim rankingu najbogatszych Polaków – według „Forbesa” – był na dziesiątym miejscu, tuż za Bogusławem Cupiałem, właścicielem Wisły Kraków
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Józef Wojciechowski, właściciel lidera ekstraklasy Polonii Warszawa i firmy J.W. Construction, o sile futbolu, transferach, kibicach i walce o mistrzostwo
[b]Rz: Jest pan właścicielem poważnej firmy deweloperskiej, ale od kiedy kupił pan klub sportowy, bardziej jest pan znany z tego powodu. Taki był cel tej transakcji? Czy może Polonia to też biznes?[/b]
[b]Józef Wojciechowski:[/b] Za kilka lat piłka nożna być może będzie w Polsce opłacalna. Na razie zdecydowanie nie jest. To raczej hobby. Porównałbym je do miłości do kobiety, którą raz się kocha, a innym razem ma się jej dość. Właśnie taki jest mój stosunek do Polonii. [b]Nie powie pan, że ma dość Polonii...[/b]
Czasami tak. Chciałbym, żeby była piękna i wygrywała wszystkie mecze, więc kiedy tak się nie dzieje, bywam wzburzony. Zdarzały się takie momenty, w których już myślałem o rozwodzie. Tak było w poprzednim sezonie, kiedy wyraźnie nam się nie ułożyło, poszczególne elementy ze sobą nie działały, jak należy, meczów dobrych było mniej niż słabych i zastanawiałem się poważnie, czy takie małżeństwo ma jeszcze sens. Myślałem o zrezygnowaniu z tego hobby, jednak przekonano mnie, żebym został. A jak już zostałem, to nie chciałbym być w lidze ostatni, tylko pierwszy. [b]Skąd się ta miłość wzięła? Pamięta pan jakiś mecz z dzieciństwa czy młodości, po którym pomyślał pan: to mnie kręci?[/b] Chciałbym kiedyś mieć wpływ na to, co widzę na boisku i co rozgrywa się za kulisami. Najpierw zainteresowałem się piłką w wersji amerykańskiej. Spędziłem kilkanaście lat w Stanach Zjednoczonych, oglądałem wiele meczów i myślę, że futbol amerykański jako widowisko jest znacznie ciekawszy od europejskiego. Tam od pierwszej do ostatniej minuty coś się dzieje, wszystko ma swój rytm, każda akcja jest oklaskiwana. U nas może się okazać, że po półtorej godziny biegania nikomu nie uda się zdobyć bramki. Od 17 lat mieszkam jednak w Polsce i przekonałem się również do naszego futbolu. Na własnej skórze doświadczyłem, że lokalne mecze też potrafią dostarczyć emocji. [b]W Polsce i w Europie piłka nożna to dobry sposób na reklamę. Brał pan to pod uwagę, inwestując w Polonię?[/b] W momencie kiedy przejąłem klub, J.W. Construction miało już silną markę, zwłaszcza w Warszawie. Na interesy w mojej branży nie narzekałem i nie narzekam. Ale jak już się ożeniłem z Polonią, to jesteśmy razem na dobre i złe. To nie jest pierwsza lepsza spółka, do której się wchodzi z powodów ekonomicznych i z takich samych powodów się ją opuszcza. Będę tu, dopóki coś nie pęknie. A logo J.W. Construction na koszulkach piłkarzy sprzedam tylko wówczas, jeśli pojawi się jakaś godna tego miejsca firma. [b]Dziennikarze zajmujący na stadionie miejsca w pobliżu pańskiego, widząc, że wychodzi pan przed ostatnim gwizdkiem, zaczynają pisać teksty o zmianie trenera. Nasze przeczucia kilka razy się sprawdziły.[/b] Ostatnio rzadziej interweniuję, ale rzeczywiście kilkakrotnie podzieliłem się uwagami na temat stylu gry. Inwestuję ogromne pieniądze, swój czas, zdrowie, ale też serce. Dlatego uważam, że mam prawo do własnego zdania. Teraz obserwuję Jose Mari Bakero. Na razie wszystko zmierza w dobrym kierunku. Warto podkreślić, że trener Bakero dostał sporo więcej, niż wstępnie ustalaliśmy. Chodzi np. o transfery Ebiego Smolarka czy Artura Sobiecha. No, gwoli ścisłości, o Sobiechu Bakero wspominał wcześniej, wszyscy wiedzieliśmy, że warto go mieć na Konwiktorskiej, ale długo wydawało się, że ten piłkarz jest nie do kupienia. [b]Ze względu na cenę, jaką podał Ruch Chorzów?[/b] Nie tylko. Sobiechem interesowały się Wisła, Lech i chyba też jakieś inne kluby. Taka typowa gra. Nie bardzo mi się to podobało, bo lubię czyste sytuacje. Negocjacje się przedłużały, postanowiłem interweniować i następnego dnia piłkarz był już w Warszawie. [b]Czyli jeśli ktoś z pańskich podwładnych nie daje sobie w jakiejś sprawie rady, to pan bierze telefon i rozwiązuje problem od ręki.[/b] Na co dzień zarządzam największą w Polsce firmą deweloperską, więc ciążą na mnie pewne obowiązki. Nic samo się nie dzieje. Jednak ludzie, z którymi pracuję, stają się ostatecznie świetnym zespołem – przykładem zarząd J.W. Construction. Kadra zarządzająca w Polonii nie jest duża, ale kompetentna. Nie rozbudowujemy sztucznie administracji. Gros pieniędzy przeznaczamy na piłkarzy, a więc tych, którzy tworzą widowisko. Większość transferów, tych najważniejszych, negocjowałem osobiście. [b]Skąd pan wie, jakiego trenera czy piłkarza sprowadzić na Konwiktorską? Z kim pan się konsultuje w takich sprawach?[/b] Nowicjuszem nie jestem. Za własne pieniądze człowiek się uczy dwa razy szybciej. Zatrudniam odpowiednich ludzi. Nigdy nie opieram swojego działania na opinii jednej osoby, słucham doradców. Ostateczną decyzję podejmuję samodzielnie. Pierwszymi doradcami byli Holender Tony Bruins Slot oraz Michał Listkiewicz, obecnie jest Paweł Janas. Ze wszystkimi rozmawiam i każdemu ufam. Jeśli potrzebuję rady w sprawach organizacyjnych, to pytam prawników firmy, jeżeli w sprawie transferów – to trenera czy Janasa, jeśli chodzi o księgowość – to jeszcze kogoś innego. To są fachowcy w swoich dziedzinach. [b]A kto decyduje o transferach?[/b] Zaczyna się od trenera, bo to on wie, kogo potrzebuje w zespole. Trener typuje kandydatów, a ja negocjacje finalne prowadzę osobiście. Uważam, że skuteczność mamy niezłą. Jeden nieudany transfer na pięć, może na cztery. Mówię o ostatnich dwóch latach, od kiedy kupiłem Groclin Grodzisk i jestem prezesem. Oczywiście, zdarzyło się kilka decyzji nietrafionych, ale w sumie nie można narzekać. [b]W przyszłym roku Polonia obchodzić będzie stulecie swego istnienia. To najstarszy z istniejących w stolicy klubów, z piękną przeszłością, naznaczoną nazwiskami zasłużonych dla Warszawy rodzin Gebethnerów, Lothów, prezesurą generała Kazimierza Sosnkowskiego. Jak będą wyglądały uroczystości jubileuszowe?[/b] Będą trwały cały rok i staną się okazją nie tylko do przypomnienia o zasługach klubu i jego trudnej sytuacji w PRL, o czym wspominają nawet kibice w swojej piosence, ale też do zainteresowania klubem warszawiaków, którzy nie są kibicami. Nawiasem mówiąc, na jednym z ostatnich meczów spotkałem się z prawnukiem założyciela Polonii, profesorem Stanisławem Gebethnerem. Otrzymaliśmy deklaracje od wielu znamienitych osób, które chcą się włączyć w uświetnienie obchodów. Zresztą Polonia zawsze była postrzegana jako klub mający kibiców ze śmietanki kulturalnej i intelektualnej stolicy. Artystów, aktorów, dziennikarzy. Mamy na Konwiktorskiej bardzo dobrą sytuację, bo kibiców jest wprawdzie mniej niż na stadionie Legii, ale za to można na nich liczyć. Tu jest miło i kulturalnie. Ja podziwiam pana prezesa Mariusza Waltera za spokój, jaki wykazywał w konflikcie z własnymi kibicami. Kibice Polonii są oparciem dla naszego klubu, ale też dla mnie osobiście. [b]Kilka lat temu jeden znany trener powiedział, że Polonia nie ma kibiców, bo ostatni wymarli zaraz po wojnie.[/b] Pan Jerzy Piekarzewski, honorowy prezes Polonii, by się obraził. Polonia ma kibiców, ale jest w Warszawie kategoria takich osób, które, mimo że lubią piłkę, nie chodzą na stadiony w obawie o swoje bezpieczeństwo. Taka jest siła stereotypu. Na Konwiktorskiej moglibyśmy rozgrywać mecze praktycznie bez ochrony. Zależy nam na zbudowaniu takiej kultury futbolowej, żeby wyjście na mecz, najlepiej z rodziną, było jednym ze sposobów spędzenia wolnego czasu. Będziemy więc tworzyć nie tylko sektory rodzinne, z biletami po niskich cenach, ale też cały system zachęt. Musimy wykorzystać wyjątkową szansę przeciągnięcia na swoją stronę tych młodych ludzi, którzy jeszcze nie są zdecydowani, na który stadion pójść i koszulkę którego klubu kupić dziecku. I nie chodzi mi o to, żeby odbierać kibiców Legii, tylko żeby mieć więcej swoich. Jest na to jeden sposób – magnesem przyciągającym kibiców musi być gra drużyny. Jeżeli gwarantuje ona wysoki poziom, emocje i mecze pucharowe z zagranicznymi przeciwnikami, może być pewna, że ludzie przyjdą. Na tym w latach 60. swoją pozycję zbudowała Legia. Wydaje mi się, że moment jest właściwy. Polonia na razie wygrywa i mam nadzieję, że tak będzie nadal. Od nowego sezonu biletów sprzedaje się więcej niż w poprzednim. Znam wiele osób, które nigdy nie przychodziły na mecze, a kiedy już to poczuły, są na każdym. Lepszy jest taki widz, który wcześniej nikomu nie kibicował. Dlatego będziemy wysyłać bilety do szkół, domów dziecka, studentów. Na przykład tysiąc biletów na każdy mecz. Chcemy zapoczątkować modę na Polonię. [b]Jest jeszcze jeden warunek – stadion. Skoro miasto zbudowało stadion Legii, to mogłoby i Polonii, jeżeli zostało jeszcze trochę pieniędzy w kasie.[/b] Jak pan wie, walczymy o to od dawna, usłyszeliśmy sporo obietnic. Mam nadzieję, że coś się jednak w tej materii zmieni. Rozmawiałem z wiceprezydentem Warszawy Jackiem Wojciechowiczem i wojewodą Jackiem Kozłowskim, który grunty pod stadionem przekazał kilka lat temu miastu. Zresztą te grunty należały wcześniej do Polonii, która była klubem kolejowym. Kiedy kolej wpadła w kłopoty, przekazała tereny miastu. A dziś miasto nie jest chętne do zwrotu terenu. Jest kilku inwestorów, zainteresowanych budową stadionu nawet za własne pieniądze, ale przecież nie darmo. Musi być trochę sympatii ze strony władz, ich zgoda, aby stadion i tereny wokół służyły Polonii. Parkingi, część komercyjna, która ma wygenerować tyle pieniędzy, żeby stadion zbudować i utrzymać. Tak się dzieje w całej Europie. Nie chcemy pieniędzy ani miejskich, ani podatników. [b]To dlaczego nic się nie dzieje?[/b] Mam wrażenie, że brakuje dobrej woli miasta. Kilka lat temu zbudowano dach nad trybuną. Od tamtej pory po wykonawcach zostało jeszcze 20 kontenerów budowlanych. Nikt się tym nie interesuje. Wygląda to jak plac budowy, a wszystko na szlaku turystycznym, kilometr od staromiejskiego Rynku! [b]Co jest pańskim celem?[/b] Mistrzostwo Polski i Liga Mistrzów. Ani kroku w tył. Jeśli zdobędziemy mistrzostwo, to nie sprzedam Sobiecha, Adriana Mierzejewskiego i Smolarka, tylko dokupię jeszcze lepszych zawodników. [b]Franciszek Smuda powiedział, że Polonia będzie pierwszym klubem od 15 lat, który awansuje do Ligi Mistrzów.[/b] Tak powiedział? Wie, co mówi.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL