fbTrack

Film

Święty po polsku

Piotr Adamczyk i Adam Woronowicz na planie
materiały prasowe
Warszawska premiera komedii Macieja Wojtyszki „Święty interes” jutro w kinie Luna. Od piątku trafi na ekrany.
[b]Czy ten film to dla pana święty czy świetny interes?[/b]
[b]Maciej Wojtyszko:[/b] Chciałbym, żeby jedno i drugie. Liczę przy tym, że dzięki niemu Polacy będą mieli szansę popatrzenia inaczej na to, co uważają za religijność, a co jest przejawem pogaństwa. [b]By przyciągnąć do kina najbardziej zainteresowanych, obsadził pan w głównych rolach aktorów kojarzonych ze „świętymi” rolami?[/b]
Scenariusz od początku był pisany z myślą o Piotrze Adamczyku i Adamie Woronowiczu. Jesteśmy zaprzyjaźnieni, ale nie tylko dlatego, wraz z konceptem filmu zrodził się pomysł na obsadę... [b]... i komediowe zderzenie postaci o twarzach: „Karola, który stał się papieżem” oraz ks. Popiełuszki? [/b] Obaj znakomicie potrafili odejść od tamtych postaci. Stworzyli przezabawny duet. Żałuję, że nie mogłem ich fotografować poza scenami. Mają wielkie poczucie humoru. [b]Ktoś mógłby panu zarzucić pójście na obsadową łatwiznę. [/b] Nie było naszym zamiarem efekciarstwo, raczej próba uświadomienia widzom, że aktor kojarzony z rolą, nawet przełomową, nie musi być z nią związany do końca życia. Ostatecznie Janusz Gajos, po Janku Kosie, zagrał jeszcze parę innych postaci. Ale już Stanisław Mikulski przykuty został do Klossa. [b]Piotr Adamczyk skutecznie ucieka z „szuflady” m.in. do kontynuacji komedii „Och, Karol”, 25 lat temu reklamowanej jako erotyczna. [/b] Udaje się też Adamowi Woronowiczowi, który zagrał fantastyczną rolę w „Rewersie”... [b]... a przed premierą jest „Chrzest”, gdzie rewelacyjnie wcielił się w postać mafioso. [/b] Tak być powinno w przypadku aktorskich osobowości. Jak wyglądała praca z nimi, najlepiej ilustruje anegdota, którą opowiedziała kiedyś Teresa Budzisz-Krzyżanowska. Gdy na próbie zwróciła się do Holoubka: „Gustaw, reżyseruj coś”, usłyszała: „Nie wypada”. Wybitnych aktorów nie trzeba prowadzić, tylko inspirować. [b]A co zainspirowało scenarzystów do opowieści o braciach, którzy wróciwszy po latach do rodzinnej wsi, odbierają w spadku auto – przyczynę gwałtownych reakcji mieszkańców. [/b] Chodzi o warszawę M-20, która należała do Karola Wojtyły. Zainspirowała nas mała notka w gazecie, że samochód się odnalazł. Śledziliśmy jego losy. Ale po informacji o wystawieniu auta na aukcję, na której nikt go zresztą nie kupił, ślad po nim zaginął. [b]Może po premierze ktoś się w tej sprawie odezwie i okaże się, że życie napisało równie zaskakujący scenariusz jak wasz? [/b] Już dopisało. I to zupełnie nieoczekiwany kontekst. Od czasu, kiedy film był po raz pierwszy pokazywany na festiwalu w Gdyni, miało miejsce bardzo wiele sytuacji i zdarzeń, które czynią „Święty interes” jeszcze bardziej aktualnym i dyskusyjnym.
Źródło: Życie Warszawy

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL