fbTrack

Sport

Tomasz Adamek pokonał Michaela Granta

fot: Greg Payan
Associated Press
Walka Tomasza Adamka z Amerykaninem Michaelem Grantem w Newark była trudniejsza niż przypuszczano, ale wygrał ją pewnie
[i]Korespondencja z Newark [/i]
Zwycięstwo było jednogłośne i w oczach sędziów wysokie. Robert Grasso wypunktował 117:111, Eugene Grant 118:110, a John Poturaj 118:111 - wszyscy dla Adamka. Grant stwierdzi z przekąsem, że nasz pięściarz walczył u siebie w domu, stąd taka punktacja. [wyimek][b][link=http://www.rp.pl/artykul/525585_Adamek__To_byl_trudny_test.html]Adamek dla "Rz": To był trudny test[/link][/b][/wyimek]
Prudential Center w Newark faktycznie była cała w biało-czerwonych barwach. Kilkanaście tysięcy Polaków na widowni stworzyło wspaniałą atmosferę, ale w walce emocji nie brakowało. Kilka godzin przed pojedynkiem 38-letni Grand siedział na tarasie 15-piętrowego hotelu Best Western, kilkaset metrów od hali i czytał Biblię. Robi to codziennie od lat, a do swoich przeciwników w ringu mówi: "Niech cię Bóg ma w swojej opiece". Po gongu już taki bogobojny nie jest. Fizycznie nie zmienił się od czasów, gdy wygrywał z Andrzejem Gołotą, a kilka miesięcy później wisiał nieprzytomny na linach po ciosach Lennoxa Lewisa. 201 cm wzrostu, 118 kg wagi i tors gladiatora wciąż robią wrażenie. Dla Granta ten pojedynek był życiową, być może ostatnią szansą, by wrócić do elity wagi ciężkiej. Dla Adamka kolejnym krokiem do celu, jakim jest walka o mistrzostwo świata. Na konferencji prasowej Amerykanin wyglądał na zwycięzcę, a Polak z rozbitymi łukami brwiowymi na pokonanego, ale na szczęście za wygląd nikt nie daje wygranej. Grant mówił dziennikarzom, że za każdym razem gdy chciał pociągnąć za spust, to ta mała mysz (tak określił Adamka) gdzieś się wymykała. - Chciałem zadać cios na korpus, nieco obniżałem pozycję, a jego już nie było - opowiadał z uśmiechem, już pogodzony z porażką. Ma świadomość, że przegrał i nie ma o to do nikogo pretensji. Czuje się jednak zwycięzcą w tym sensie, że wrócił w dobrym stylu i pokazał, że to wcale nie musi być jego ostatnie słowo. Pierwsze trzy rundy wygrał Tomasz Adamek, były mistrz świata wagi półciężkiej i junior ciężkiej. Czwartą, bardzo wyrównaną wszyscy sędziowie też dali Polakowi, w piątej i szóstej tylko jeden z nich widział wygraną Granta. Dwie kolejne cała trójka dała zgodnie Adamkowi, dziewiątą dwóch punktowało dla Granta, dziesiątą i jedenastą wszyscy dla naszego pięściarza, tak jak ostatnią dla Amerykanina. W tej ostatniej Grant rzucił się do ataku, licząc na nokaut. Było trochę strachu, że trafi przypadkowym ciosem, ale ruszał się zbyt wolno, by tego dokonać. Siedzący obok mnie Randy Neumann, ten sam, który był w ringu podczas walki Gołoty z Grantem, na koniec tylko się uśmiechnął i pokazał na Polaka, który w jego oczach był zwycięzcą. To samo powiedział Steve Smoger, inny ze znanych sędziów. Trener Granta, Eddie Mohammed Mustafa, były dwukrotny mistrz świata (prowadził Chada Dawsona z zwycięskiej walce z Adamkiem) uważa, że jego zawodnik zaprezentował się przyzwoicie, a nasz pięściarz ich niczym nie zaskoczył. Adamek twierdzi, że Grant rozbił mu łuki brwiowe łokciami, ale Amerykanin zaprzecza. Sędzia ringowy tej walki Lindsay Page twierdzi stanowczo, że to wynik zderzenia głowami. Dla niego również Polak wygrał zdecydowanie. Michael Grant zapytany, jak porównałby Gołotę sprzed lat i Adamka, powiedział „Rz", że Gołota bił znacznie mocniej. - Ale Adamek to twardziel, ma charakter, a to bardzo ważne. Na pytanie, czego mu brakuje, by wygrywać z najlepszymi, odpowiedział: Siły, waga ciężka potrzebuje siły. Trudno się z nim nie zgodzić, ale warto pamiętać, że to był dopiero czwarty pojedynek Adamka w tej kategorii. W każdym kolejnym powinien być lepszy. Pytanie tylko czy to wystarczy na Kliczków. Na razie chyba nie powinien się spieszyć.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL