fbTrack

Społeczeństwo

Wojna z dopalaczami

ROL
Akcje, apele, filmy, zmiany w prawie na razie nie skutkują. Przybywa sklepów z groźnymi substancjami
– Politycy dużo mówią, a sklepów z dopalaczami przybywa. Postanowiliśmy wziąć sprawy w swoje ręce i pokazać, że się na to nie godzimy – podkreśla Adam Pawlicki, burmistrz Jarocina.
W tym wielkopolskim miasteczku odbył się happening wymierzony w sprzedawców, dystrybutorów i producentów tzw. materiałów kolekcjonerskich. Zorganizowali go samorządowcy i dziennikarze "Gazety Jarocińskiej". Przeciwnicy dopalaczy zebrali się na rynku i przeszli przed sklepy, które nimi handlują. Na chodnikach wymalowali graffiti ostrzegające przed niebezpieczeństwem. Wcześniej radni Jarocina wystosowali do Sejmu wniosek o jak najszybsze rozwiązanie problemu, gazeta zaś zwróciła się z prośbą do osób, które wynajmują lokale pod sklepy, by wypowiedziały umowy dzierżawy. – Mieli nasze poparcie, ale większość wynajmujących odpowiedziała "nie". Dla nich to dobry biznes – wspomina burmistrz Pawlicki.
W 26-tys. Jarocinie działają cztery sklepy z dopalaczami. W Polsce jest ich przeszło 500. A miasta walczą z nimi, jak mogą. W Warszawie prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz poleciła burmistrzom dzielnic, by nie wynajmowali lokali ani miejsc na targowiskach osobom, które handlują tego typu specyfikami. Po podobne metody sięgnęły władze Nowego Targu. W Łodzi władze ruszyły z kampanią pod hasłem "Tylko słabi gracze biorą dopalacze". Jej elementem jest reklamówka, w której wziął udział najsłynniejszy polski koszykarz Marcin Gortat. Można ją obejrzeć m.in. na specjalnie utworzonej stronie [link=http://www.antydopalacze.lodz.pl "target=_blank"]www.antydopalacze.lodz.pl[/link] i na portalu MySpace. – Wkrótce zostanie wyemitowana w lokalnych stacjach i telewizji ogólnopolskiej – zapowiada Magdalena Sosnowska z Urzędu Miasta w Łodzi. Ale także tam wojna z dopalaczami przybiera bardziej drastyczne formy. Prezydent miasta z przedstawicielami instytucji kontrolnych (m.in. urzędu skarbowego i nadzoru budowlanego) ustalili, że sklepy z "artykułami kolekcjonerskimi" będą regularnie sprawdzane. – W Internecie zamieściliśmy blankiet, na którym każdy może sformułować wniosek o kontrolę – wyjaśnia Sosnowska. Podobne akcje odbywają się też w innych częściach kraju. Ale sklepów z dopalaczami przybywa w zastraszającym tempie. Rok temu było ich w Polsce niespełna 50, teraz już ponad dziesięć razy tyle. Dlaczego dopalacze są groźne? – To mieszanina różnego rodzaju substancji chemicznych, używanych na przykład w produkcji kosmetyków czy chemii gospodarczej – mówi Adam Nyk, specjalista terapii uzależnień w poradni Monar. – Reakcje po ich zażyciu są znacznie mniej przewidywalne niż po przyjęciu narkotyków. Dlatego są bardziej od nich niebezpieczne. Problem w tym, że substancje używane do produkcji dopalaczy nie znajdują się na liście specyfików zakazanych. – Nie łamiemy prawa. W przypadku naszej firmy kontrole nie wykazały absolutnie nic – podkreśla w rozmowie z "Rz" pracownik firmy rozprowadzającej dopalacze. – Państwo, zamiast nas nękać, powinno pamiętać, że dajemy pracę i płacimy podatki. Ale prawo się zmienia. 25 sierpnia wchodzi bowiem w życie nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. – Zawiera listę kilku nowych substancji, których rozprowadzanie będzie zabronione. Łącznie jest ich już blisko 30. W razie potrzeby lista będzie poszerzana – zaznacza Maciej Orzechowski, poseł PO z Komisji Zdrowia. Resort zdrowia pracuje też nad tzw. dużą nowelizacją tej ustawy. – Pozwoli na natychmiastowe wycofanie z rynku substancji, która wzbudzi podejrzenia. Dziś do czasu ukończenia badań pozostaje ona w obrocie – tłumaczy Piotr Olechno, rzecznik ministerstwa. Jednak po każdej zmianie prawa w sklepach z dopalaczami pojawiają się nowe produkty, których składników nie ma na listach.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL