fbTrack

Społeczeństwo

Milczenie biskupów było błędem

Krzyz przed Pałacem Prezydenckim
Fotorzepa, Danuta Matloch
W sprawie krzyża przed pałacem potrzeba wyraźnych głosów hierarchów. Nie politycznych, lecz pasterskich. Biskupi słusznie podkreślają, że w konflikcie o krzyż politykom zabrakło słuchu społecznego
Biskupi słusznie podkreślają, że w konflikcie o krzyż politykom zabrakło słuchu społecznego. Ale słuchu pasterskiego brakło także polskim hierarchom. Czym innym wytłumaczyć tak długie milczenie w sprawie krzyża przed Pałacem Prezydenckim?
[srodtytul]Prymas Wyszyński wystąpiłby od razu[/srodtytul] Nie można przecież uznać za zasadny argument o niewchodzeniu innych biskupów w kompetencje biskupa miejsca, czyli arcybiskupa warszawskiego, gdyż od początku konflikt o krzyż nie był sporem lokalnym, ale ogólnonarodowym.
Podobnie trudno było przyjąć tłumaczenie milczenia tym, że Kościół nie jest stroną w tym politycznym konflikcie. Bo chociaż jest to prawdą, to nie można uciec od problemu z prostego powodu: został w nim brutalnie wykorzystany najważniejszy symbol chrześcijaństwa. Obecny konflikt pokazuje, że w takich jak ten wypadkach decentralizacja w Kościele nie zawsze się sprawdza. Nie wątpię, że prymas Stefan Wyszyński, gdyby żył, wystąpiłby od razu i zdecydowanie przeciw manipulowaniu krzyżem i przystąpił do mediacji między zwaśnionymi stronami, dbając o to, by nie stanąć po żadnej z nich. Problem w tym, że ani prymas, ani żaden inny biskup nie ma już władzy – ani, niestety, autorytetu – na miarę kard. Wyszyńskiego, a w dodatku zwaśnione strony nie chcą mediacji. Nie usprawiedliwia to jednak w niczym długiego milczenia i swoistej inercji Kościoła. Prezydium Episkopatu wspólnie z arcybiskupem warszawskim wydało oświadczenie dopiero 12 sierpnia, dziewięć dni po nieudanej próbie przeniesienia krzyża i dwa dni po nocnej manifestacji-happeningu przeciwników, podczas której doszło do profanacji krzyża. Słuchu pasterskiego, ale i wiedzy z zakresu zarządzania kryzysowego, zabrakło hierarchii także, gdy chodzi o obrońców krzyża. W tej grupie są na pewno zarówno osoby rozemocjonowane, zmanipulowane, a przede wszystkim zagubione, ale też ludzie w pełni przekonani, że tylko tak można obronić krzyż. Dlaczego nie przyszli do nich duchowni, którzy tłumaczyliby, jak bronić sensu i symbolu krzyża w życiu publicznym? [srodtytul]Osłabienie autorytetu[/srodtytul] Niestety, skutkiem tych wszystkich zaniechań, milczenia będzie osłabienie autorytetu instytucji Kościoła. Ale Kościół traci w tym konflikcie także w innym sensie. Ludzie spod krzyża są już przedstawiani jako twarz Kościoła w Polsce i argument w zapoczątkowanej przez lewicę debacie o świeckości państwa, rewizji rozdziału państwa i Kościoła. Lewica liczy raczej na ugranie paru procent poparcia niż np. likwidację nauki religii w szkołach czy etatów kapelanów. Ale tych wypowiedzi nie lekceważyłabym, jak czynią to niektórzy przedstawiciele Kościoła. Tak jak obrońców krzyża jest więcej niż członków malejącej grupy na Krakowskim Przedmieściu, tak więcej jest młodych podobnych do uczestników nocnej manifestacji, dla których krzyż nie znaczy nic ponad symbol kulturowy, a od niedawna polityczny. Dlatego potrzeba ze strony hierarchów wyraźnych głosów. Nie politycznych, za PiS czy PO, ale pasterskich. Głoszonych z mocą i miłością.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL