fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Broni prawdy czy szkodzi?

AFP
Mimo fali krytyki założyciel portalu chce ujawnić kolejnych 15 tys. stron dokumentów o wojnie w Afganistanie
Julian Assange zapowiedział publikację drugiej partii z ponad 90 tys. tajnych dokumentów, jakie zarządzany przez niego portal Wikileaks otrzymał od anonimowego pracownika armii USA. Opublikowanie 25 lipca pierwszej części wywołało prawdziwą burzę. Dokumenty zawierały bowiem nie tylko wojskowe tajemnice, ale także nazwiska Afgańczyków pomagających amerykańskiej armii.
– Publikacja kolejnych dokumentów będzie szczytem nieodpowiedzialności i narazi życie wielu ludzi – ostrzegł rzecznik Pentagonu Geoff Morell. [srodtytul]Krytyka z wielu stron[/srodtytul]
Wikileaks, który miał ułatwiać nagłaśnianie nadużyć rządów i wielkiego biznesu, krytykują też jego dotychczasowi obrońcy, w tym znane organizacje praw człowieka, które podzielają obawy Pentagonu. Są wśród nich Amnesty International, Open Society Institute, Afgańska Niezależna Komisja Praw Człowieka czy słynni Reporterzy bez Granic. – Wikileaks nie jest tradycyjnym medium, ale powinna obowiązywać jakaś etyka. Naszym zdaniem każdy, kto publikuje takie dokumenty, musi je przeczytać, zrozumieć i uświadomić sobie konsekwencje ich ujawnienia. Wikileaks tego nie zrobił – wyjaśnia „Rz” Gilles Lordet z paryskiego biura organizacji. Assange pozostaje niewzruszony. Jego zdaniem wolność słowa jest celem nadrzędnym. [srodtytul]Idealista czy fanatyk[/srodtytul] Urodzony w Australii Julian Assange był w latach 90. jednym z najsłynniejszych w tym kraju hakerów. Kiedy go schwytano, przyznał się do popełnienia 24 przestępstw. Sąd potraktował przyznanie się do winy jako okoliczność łagodzącą i wymierzył mu tylko grzywnę. Assange nie kryje, że jego celem jest wciąż walka z wszechwładnymi rządami i korporacjami. Stara się działać legalnymi metodami, ale na wszelki wypadek otacza się aurą tajemniczości. Nie wiadomo, ile ma lat, (prawdopodobnie około 40), rzadko daje sobie zrobić zdjęcie. Jest w nieustannym ruchu, przez co mało kto wie, gdzie aktualnie przebywa. Najczęściej wybiera kraje, które gwarantują mu większe bezpieczeństwo. Czasem odzywa się z Belgii, gdzie obowiązuje prawo zakazujące podsłuchiwania telefonów. Pojawia się w Szwecji, gdzie znajduje się jeden z serwerów Wikileaks. W marcu wynajął dom na Islandii, która wprowadziła prawo zapewniające ochronę dziennikarzom ujawniającym tajemnice. To stamtąd wpuścił do sieci nagranie z amerykańskiego helikoptera, na którym widać, jak bez wyraźnego zagrożenia załoga strzela do cywilów w Bagdadzie, zabijając siedem osób, w tym dwóch reporterów Reutersa. Jednym z pierwszych sukcesów Wikileaks było ujawnienie korupcji w Kenii, co doprowadziło do zwycięstwa kandydata opozycji w wyborach prezydenckich w 2007 r. Portal ujawnił też wytyczne dla pracowników amerykańskiego obozu w Guantanamo na Kubie, pozwalające na szczucie więźniów psami i ukrywanie niektórych osadzonych przed kontrolami Czerwonego Krzyża. Australijczyk zarzuca mediom, że nie spełniają swojej roli i poddają się cenzurze. – Wikileaks od powstania w 2007 roku ujawnił więcej tajemnic niż wszystkie światowe media razem wzięte – mówił. Coraz więcej ekspertów zastanawia się, czy Assange jest szlachetnym bojownikiem o wolność słowa, czy zwykłym anarchistą. – Nasza organizacja broniła Wikileaks, bo zdecydowana większość jego działań leży w interesie publicznym. Ale obawiamy się, że nieodpowiedzialne publikowanie informacji doprowadzi do ograniczenia wolności słowa. Może bowiem dać pretekst tym, którzy domagają się większej cenzury w Internecie – mówi Gilles Lordet. – Kiedy rządy przestaną torturować i zabijać ludzi, a korporacje naginać prawo, nadejdzie czas na pytania, czy walczący o wolność słowa aktywiści też powinni podlegać kontroli – tłumaczył niedawno Assange.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA