fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Bracia Quay: wywiad o twórczości inspirowanej prozą Schulza

Mistrzowie światowej animacji, bliźniacy Timothy (z lewej) i Stephen Quay (rocznik 1947), na tle portretu Wojciecha Hasa
Rzeczpospolita, Wanda Ziembicka wanz Wanda Ziembicka
Jan Bończa-Szabłowski
Bracia Quay o twórczości inspirowanej prozą Brunona Schulza
[b][link=http://www.rp.pl/artykul/9131,521502_Bracia_Quay_polubili_Polske.html]Bracia Quay polubili Polskę - Oglądaj tv.rp.pl[/link] [/b]
[b]W każdym filmie podpisani jesteście: Bracia Quay. Bez podania imion. Czy przygotowując kolejny film zawsze jesteście jednomyślni w swych decyzjach i nigdy nie ma między wami konfliktów? [/b]
[wyimek][link=http://www.rp.pl/artykul/9148,521526_Urok_omszalej_rupieciarni.html]Recenzja książki - „13 miesiąc. Kino Braci Quai”[/link][/wyimek]
[b]Bracia Quay:[/b] Prywatnie każdy z nas ma oczywiście swoje imię, ale zarówno w filmach, jak i w wywiadach, na festiwalach nie mamy osobnych biografii. Jesteśmy jednym bytem i filmy, które robimy, są właśnie dziełem tego bytu.
[b]Od czego zwykle zaczynacie pracę nad filmem? [/b]
Najczęściej od muzyki. Ona nie tylko buduje nastrój filmu, ale wręcz wyznacza nasz sposób myślenia o nim. Jest dla nas czymś, co określaliśmy jako "sekretny scenariusz" naszych opowieści. I film w dużym stopniu podporządkowujemy tej muzyce.
[b]Czy podobnie było z waszym najnowszym dziełem, czyli "Inventatorium śladów" realizowanym w Łańcucie… [/b]
Tak, "Sekretnym scenariuszem" i jednocześnie jednym z ważniejszych bohaterów tego filmu była muzyka Krzysztofa Pendereckiego. "Inventatorium śladów" to takie połączenie dokumentu z animacją. Wit Wojtowicz, dyrektor zamku w Łańcucie, zaprosił nas na festiwal filmu animowanego i zapytał, czy bylibyśmy zainteresowani zrobieniem dokumentu o niezwykłych dziejach łańcuckiego zamku. Chętnie się zgodziliśmy, stawiając w zasadzie tylko jeden warunek. Chcieliśmy wejść do niego niejako kuchennymi drzwiami i mieć nieograniczony dostęp do wszystkich pomieszczeń. Bardzo inspirująca okazała się też historia Jana Potockiego.
[b]Reżyserzy mają swoich ulubionych aktorów, wy macie pewną lalkę, która dzięki wam stała się prawdziwą gwiazdą. Pojawiła się choćby w "Stille Nacht", "Grzebieniu", "Stroicielu trzęsień ziemi". Dlaczego wydała wam się szczególna i jak ją odkryliście? [/b]
Zauważyliśmy ją na jednym z targów staroci. Poczuliśmy niemal od razu wokół niej aurę tajemnicy. Kiedy spojrzeliśmy na jej wielkie oczy i obtłuczone uszy, wydawała nam się istotą odciętą od zewnętrznego świata. Bardzo nas zaintrygowała.
[b]Uważacie, że lalki mają duszę? [/b]
Nikt, kto ogląda nasze filmy, nie powinien mieć wątpliwości, że tak.
[b]Jednym z najgłośniejszych waszych filmów jest "Ulica Krokodyli" według Brunona Schulza. Jak trafiliście na twórczość tego niezwykłego artysty?[/b]
Wielokrotnie się zdarza, że o niektórych zjawiskach dowiadujemy się przypadkowo. Tak było i tym razem. Dostaliśmy powieści Schulza i kiedy zaczęliśmy je czytać, poczuliśmy, że wchodzimy do świata, o którym wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Zrozumieliśmy, że proza Schulza jest w stanie popchnąć nas w inny wymiar myślenia, w świat nowych metafor i nowej metafizyki. Czytając jego "Traktat o manekinach", uświadomiliśmy sobie, że dzięki tej prozie możemy pomóc marionetkom przejść w nowy etap bytowania.
[b]Mówiąc o inspiracjach, często wymieniacie nazwisko Wale- riana Borowczyka. Dlaczego? [/b]
Borowczyk kojarzy się na świecie z artystycznym kinem erotycznym, ale warto przypomnieć, że zaczynał jako twórca animacji. I niezwykle płynnie udało mu się przejść od zamkniętego świata filmu animowanego do kina aktorskiego. Jego film "Goto, wyspa miłości" sprawił, że odważylibyśmy się pójść w podobnym kierunku.
[b]Czy można mówić, co często podkreślają krytycy, o waszym szczególnym zainteresowaniu kulturą europejską?[/b]
To jednak pewne uproszczenie. Pisze się, że odkryliśmy Europę dzięki Franzowi Kafce, potem – dzięki Brunonowi Schulzowi i innym twór- com, pisarzom, malarzom, muzykom. To prawda, że Europa, zwłaszcza środkowa, kryje w sobie wiele tajemnic. Ale absolutnie nie możemy powiedzieć, że jako Amerykanie pogardzamy kulturę amerykańską czy ignorujemy kulturę Japonii. Mieliśmy nawet taką wizję, że na rogu jednej z uliczek Paryża mijają się Felipe Fernandez i Bruno Schulz.
[b]Macie w dorobku zaledwie kilka filmów, które łączą animację z aktorstwem. Wkrótce będzie kolejny, i to znowu według Schulza… [/b]
Tak, od kilku lat przymierzamy się do własnej wersji "Sanatorium pod Klepsydrą".
[b]Czy odniesiecie się w niej do głośnej ekranizacji Wojciecha Hasa? [/b]
Oglądaliśmy ją i jesteśmy pod wielkim wrażeniem. Uważamy, że to dzieło niezwykłe i silnie działające na wyobraźnię. Ale według nas obraz Hasa nie wymaga uzupełnienia. W naszej wersji dużo uwagi poświęcimy kwestii manipulowania czasem. Chcemy, by był to film pełnometrażowy, w którym 25 procent przeznaczamy dla marionetek, a 75 dla aktorów. Mamy scenariusz, brakuje jeszcze trochę pieniędzy na jego realizację.
[b]Czy aktorzy będą traktowani jak marionetki? [/b]
Powiedzielibyśmy inaczej. Do aktorów mamy tak wielki szacunek jak do naszych marionetek.
[i]rozmawiał Jan Bończa-Szabłowski[/i]

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA