fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Lata dwudzieste, lata trzydzieste

materiały prasowe
Twórczość Tadeusz Wittlina – satyryka, publicysty, autora tekstów kabaretowych, scenariuszy filmowych i polskich słów do zagranicznych melodii – zdecydowanie zasługuje na popularyzację
Taki wniosek nasunął mi się po przerywanej śmiechem lekturze jego wspomnień pt. [link=http://empik.rp.pl/ostatnia-cyganeria-wittlin-tadeusz,prod57562594,ksiazka-p]„Ostatnia cyganeria”[/link].
[wyimek][link=http://empik.rp.pl/ostatnia-cyganeria-wittlin-tadeusz,prod57562594,ksiazka-p]Zobacz na Empik.rp.pl[/link][/wyimek]
Przed wojną był jednym z redaktorów satyrycznego tygodnika „Cyrulik Warszawski”, ukazującego się co środę, ale zamykanego (cykl produkcyjny) trzy dni wcześniej, co skłoniło jednego z kluczowych autorów pisma – Światopełka Karpińskiego – do napisania fraszki: „Że goli w niedzielę, a wychodzi w środę, przeto jego kawały długą mają brodę”. Funkcjonowanie tej redakcji, a także innych („Kino”, „Przegląd Sportowy”, Express Poranny”, „Dobry Wieczór”) należących do koncernu Prasa Polska, po którym pozostały resztki zabudowy przy ulicy Marszałkowskiej 3/5/7, stanowi istotny element najwybitniejszego chyba dzieła Wittlina, po raz pierwszy opublikowanego w Londynie przed 36 laty, a teraz przypomnianego przez oficynę LTW.
Pewnego razu autor wraz z Jerzym Paczkowskim (tym od „Refleksji patrioty”: „Są dwa powody, dla których Polska mi zbrzydła:/ za dużo święconej wody, za mało zwykłego mydła”) otrzymał ofertę redagowania na łamach pisma plotek z wyższych sfer.
Obawiał się czy podołają zadaniu, lecz jego wspólnik go pocieszył: „Nie przejmuj się, damy radę. Takie rubryki od dawna już istnieją w prasie zagranicznej. (...) Wystarczy wziąć tamtejsze gazety i tam, gdzie wymieniają w takiej rubryce jakiegoś ich artystę, polityka czy sportowca, wstawić odpowiednie polskie nazwisko. Zresztą na wszelki wypadek zaopatrzy się notatkę uwagą: »Podobno« albo »Mówią, że« - w razie gdyby ktoś miał pretensje. Ale to się nigdy nie zdarza, bo opisywany jest dumny, że jest o nim głośno, krążą o nim anegdoty, czyli że jest sławny, gdyż tylko o sławnych opowiada się niestworzone historie”. Odnoszę nieodparte wrażenie, że ta metoda obowiązuje w naszych tabloidach do dziś.
Autor opisuje międzywojenną Warszawę poprzez knajpy, estrady oraz charakterystyczne postaci tamtej, przywoływanej z wyraźnym sentymentem, epoki. Niekiedy konterfekty opisywanych zaskakują. Któż by się na przykład spodziewał, że Stanisław Ryszard Dobrowolski 24 sierpnia 1939 roku, przeczytawszy w gazecie o parafowaniu paktu Ribbentrop-Mołotow, skwitował to powiedzeniem „Kurwa kurwie – łba nie urwie”. (Zwłaszcza mając w pamięci słowa poety Kwadrygi z czerwca 1976 roku, wypowiedziane podczas wiecu na śp. Stadionie Dziesięciolecia: „wstydzę się za tych z Radomia, wstydzę się za tych z Ursusa (...) a teraz niech każdy uda się na swoje stanowisko pracy”, po czym – jak powiadają – sam podążył za kontuar baru Gwiazdeczka przy ulicy Piwnej na Starówce).
Gawędy Wittlina napisane są tak sugestywnie, że czytając je, odnosi się wrażenie obcowania m.in. z Tadeuszem Brezą, Kazimierzami Wierzyńskim i Rudzkim, Konstantym Ildefonsem Gałczyńskim, Władysławem Sebyłą, Zbigniewem Uniłowskim, Andrzejem Włastem, Marianem Hemarem, Adolfem Dymszą czy Stefanem Wiecheckim, którego autor usiłował nakłonić do zerwania z nałogiem tytoniowym: „– Palenie jest potwornie niezdrowe – odzywam się. - Podobno – przyznaje Wiechecki – ale co na to poradzić? – Zastąpić papierosy miętowymi cukierkami – odpowiadam. – A skąd wziąć cukierki miętowe? – Stefan patrzy na mnie rozbawiony. – Z szuflady – stwierdzam zwycięsko i wyjmuję z biurka garść miętowych karmelków. Bierzemy po jednym i powracamy do przerwanej pracy. Po chwili Wiech szybko przegryza miętówkę, przełyka drobne kawałki i powiada: – A teraz, Tadziu, po takim cukierku dobrze zapalić papieroska”.
Wittlin, via sowieckie łagry i korpus generał Andersa, trafił w 1946 roku do Waszyngtonu. Doczekał wolnej ojczyzny, ale stan zdrowia nie zezwolił mu na odwiedzenie starych kątów. Zresztą niewiele z nich przetrwało. Dom, w którym spędził dzieciństwo, o trzech frontach – na ulice Piusa XI, Lwowską oraz Koszykową, poważnie ranny podczas wojny, został zgładzony z wyroku twórców Marszałkowskiej Dzielnicy Mieszkaniowej. Kolejne lokum – w kamienicy u zbiegu Żurawiej i Kruczej zburzono, gdy architekci z Biura Odbudowy Stolicy postanowili wybudować w jego miejscu urzędy państwowe. Ostała się tylko willa przy Wawelskiej, gdzie wynajmował pokój, zdobywając tam pierwsze doświadczenia literackie i... erotyczne.
Na emigracji pisał zarówno po angielsku (m.in. o Katyniu i Berii), jak i w ojczystym języku („Hanka Ordonówna – pieśniarka Warszawy”, „Nad szarej Wisły brzegiem” o Stefanie Wiecheckim, „Szabla i koń” o Wieniawie-Długoszowskim). Po 13 grudnia 1981 roku występował zawsze ze znaczkiem „Solidarności” w klapie, upominając się o wolność słowa w Polsce i szczególnie zwracając uwagę na los pisarzy. Razem z żoną regularnie wysyłał paczki represjonowanym kolegom po piórze, między innymi Adamowi Mauersbergerowi i Januszowi Szpotańskiemu.
Należał do angielskiego i amerykańskiego Penklubu. Jednak gdy jesienią 1998 roku Jolanta Kessler-Chojecka zatelefonowała do rodzimej agendy tej organizacji z wiadomością o śmierci Tadeusza Wittlina, usłyszała od urzędującego wówczas prezesa pytanie: „A kto to był?”.
[i] [link=http://empik.rp.pl/szukaj/produkt?author=Wittlin+Tadeusz&start=1&catalogType=all&searchCategory=all]Tadeusz Wittlin[/link] [link=http://empik.rp.pl/ostatnia-cyganeria-wittlin-tadeusz,prod57562594,ksiazka-p]„Ostatnia cyganeria”[/link]. LTW, Dziekanów Leśny 2010 [/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA