fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Rebus Leśmiana

Portret Bolesława Leśmiana pędzla Michała Daszkiewicza Czajkowskiego, 1898
Forum
Neologizmy w jego wierszach niekiedy mogą być wyrazem semantycznej kapitulacji. Poecie czasami brakowało, po prostu, dobrych rymów
Bez mała czterysta wierszy, łącznie z nigdy nieprzedrukowanymi w żadnej książce poety, a także z utworami pisanymi po rosyjsku i przetłumaczonymi na polski, znajdziemy w pierwszym tomie „Dzieł wszystkich” Bolesława Leśmiana.

Kolejnymi tomami edycji Państwowego Instytutu Wydawniczego, przygotowanej przez Jacka Trznadla, będą w pierwszym kwartale 2011 roku „Szkice literackie”, a następnie; „Utwory dramatyczne”, „Listy”, „Baśnie” i „Kalendarium”.
Ale najważniejszy jest ten pierwszy tom, zawierający to co najlepsze w twórczości tego – jak go z emfazą nazywał Jerzy Kwiatkowski – „Dantego niebytu, nieistnienia i niedoistnienia; odkrywcy obszarów rozciągających się między bytem a nicością”. Potomka żydowskich mieszczan, którego ojciec – Izaak (Józef) Lesman w drugiej połowie XIX wieku pomieszkiwał na warszawskich Nalewkach, a ochrzcił się, gdy Bolesław miał już dziesięć lat.
[srodtytul]Splugawienie kultury szmoncesem[/srodtytul]
Ani przez chwilę nie pozwolono poecie zapomnieć o korzeniach. W przypisach do wydanego teraz tomu znajdziemy np. ciekawe informacje związane z wierszem „Cień” z „Sadu rozstajnego” (1912). W „tygodniku poświęconym unarodowieniu życia polskiego” zatytułowanym „Rozwój” w numerze z 16 sierpnia 1919 r. zaatakował Leśmiana Stanisław Pieńkowski. Między innymi, pisał tak: „»Polski« poeta B. Leśmian (z nazwiska Lessmann) wydaje zbiorek pt. »Rozstajny sad«. Tytuł, który zgrzyta w polskim uchu i duchu. Boć przecie tylko drogi mogą być dla Polaka rozstajne, sad zaś może być tylko »na rozstajach«, a nigdy »rozstajny«. W tym »Rozstajnym sadzie« spośród wielu kwiatów oczy Polaka zwraca np. taki skromny fiołek; w szumnie-rycerskiej balladzie poeta uniesiony zapałem tak pisze:
I siadł na rączy, na bułany koń.
Komenda polska brzmi: na koń!, więc dlaczegóż by nie można było powiedzieć: i siadł na rączy, na bułany koń? Tak rozumuje poeta-Żyd piszący po polsku i, co gorsza, nie napotyka w krytyce polskiej żadnego sprzeciwu, owszem – pochwały”.
Pięć dni później na zarzut ten odpowiedział w „Gazecie Polskiej” tekstem „O p. St. Pieńkowskim i o bułanym koniu” Antoni Lange, wskazując na staropolskie pochodzenie tej formy, używanej przez Kochanowskiego i Słowackiego. Obiektywizm Langego był jednak wątpliwy; ten tłumacz Baudelaire’a był kuzynem Leśmiana, to przez niego autor „Sadu rozstajnego” poznał Zenona Przesmyckiego (Miriama), z którym serdecznie się zaprzyjaźnił.
Inny wiersz – „Nocą umówioną” z „Napoju cienistego” (1936) – wywołał charakterystyczny dla atmosfery tamtych lat felieton Feliksa Zahory-Ibiańskiego w 15 numerze „Myśli Polskiej” z tego samego roku: „Umówiły się dziubaski od kultury i literatury mrok nad Polską roztaczać i kiełbiami zarybiać wodniste głowy humanitaryzujących inteligencików i erotyzujących. Ich ambicją, a może zadaniem, jest splugawienie polskiej kultury szmoncesem i pornografią [...] grubszy owad, poeta laureatus, sam Leśmian [...] o »nocy umówionej« m.in. pieje [...] Młodopolsko, obleśnie i perwersyjnie dwuznacznie: to to chłopczyk czy dziewczynka?” etc., etc.
[srodtytul]Formy wyrazowe istniejące[/srodtytul]
Ostatnie lata życia poety nie oszczędziły mu goryczy. Z racji pochodzenia stał się obiektem napaści części krytyków, którzy nie oszczędzili go i po śmierci. Gdy zmarł 5 listopada 1937 roku, rodzina starała się o pochówek państwowy w Alei Zasłużonych, należny poecie jako członkowi Polskiej Akademii Literatury, odznaczonemu orderem Polonia Restituta. Starania nie dały rezultatu. Leśmian spoczął na Powązkach w grobie rodzinnym, a Maria Dąbrowska w „Dziennikach” zanotowała: „Umarł Leśmian. Rząd nie może go pochować, bo Żyd – choć już urodzony jako chrześcijanin i katolik, i żona Polka i katoliczka (a propos, ten brzydal miał piękną żonę). Paskudne czasy”.
W 1938 roku żona Bolesława Leśmiana Zofia doprowadziła do edycji pośmiertnego tomu jego poezji „Dziejba leśna”. W „Prosto z mostu” zrecenzował zbiór Tadeusz Dworak. Pierwsze zdanie jego tekstu brzmiało: „Leśmian był Żydem”.
Dość to wszystko obrzydliwe, niemniej zastrzeżenia krytyków do Leśmianowej polszczyzny wykraczają poza antysemickie ramy. Nazwanie przez Dworaka poezji twórcy „Łąki” „produktem asymilacji drugorzędnych cech kultury polskiej” jest obrazą inteligencji, ale już nad wyliczanymi przez niego nie do końca udanymi neologizmami należałoby się zastanowić.
Jacek Trznadel w nocie do przypisów „Poezji zebranych” pisze: „Niektórzy krytycy w dwudziestoleciu międzywojennym zarzucali poecie dowolne wymysły i dziwactwo. Niektóre słowa u Leśmiana wymykają się klasyfikacji według trzech podstawowych grup: archaizmy, dialektyzmy, neologizmy. Pisząc o Leśmianie, wybitny językoznawca Zenon Klemensiewicz wyróżnił także neosemantyzmy, czyli formy wyrazowe istniejące, jednak użyte w jakimś nowym znaczeniu, ewentualnie w znaczeniu dziś już zatartym i rzadko używanym. Charakterystyczne neologizmy w tekstach Leśmiana można też określić jako „leśmianizmy”. (...) Dzisiaj nowi czytelnicy nie stykają się już prawie z zanikającymi gwarami, z zanikającym słownictwem i wymową Kresów Wschodnich, ze słowami, które były jeszcze w użyciu pod koniec XIX wieku. Mogą więc nieświadomie odbierać pewne słowa jako wymyślone „leśmianizmy”. (...) Ale nawet odrębne, niepowtarzalne pomysły poety doskonale przystosowują się do zasad słowotwórczych polszczyzny”.
Jacek Trznadel nie jest jednak zwyczajnym miłośnikiem poezji Leśmiana. Dość przypomnieć te jego słowa: „Intronizacja Leśmiana do najwyższego nieba naszej klasyki – tam, gdzie królują trzej wieszczowie, Kochanowski, Norwid i któż jeszcze z poetów? – już się dokonała. W roku 1958 napisałem, że Leśmian jest największym poetą polskim XX wieku, i podtrzymuję to także dzisiaj”.
Pięknie, choć zżymam się, na przykład, na rzekomą wyjątkowość Leśmianowych erotyków, za pomocą których Trznadel w swoim czasie zdyskredytował, nie gorsze przecież, miłosne wiersze Tetmajera. Tymczasem czytaliśmy u Trznadla: „Na tle Leśmiana hedonizm i zmysłowość Tetmajera wydają się abstrakcyjne i niesmaczne, bo też Leśmian likwiduje charakterystyczny dla poezji młodopolskiej dystans uczuciowy, kompensowany w tamtej poezji deklaracjami werbalnego wielosłowia”. Nowoczesność Leśmiana będzie jednak wątpliwa, gdy czytając jeden po drugim jego utwory, jak w wydanym teraz zbiorze, skonstatujemy ich bardzo wyraźną genealogię młodopolską.
I nawet zachwycając się nimi, zawsze znajdziemy jakieś „ale”. Nawet w tych wierszach spopularyzowanych – co literaturoznawcy nie za bardzo cenią – przez artystów sceny i estrady. Cudownie śpiewały Leśmiana Ewa Demarczyk i Magda Umer, Marek Grechuta, a najpiękniej Czesław Niemen: „Com uczynił”. Gdy jednak słyszę w tym ostatnim, jakże ekspresyjnie przez Niemena interpretowanym wierszu, następującą frazę: „Wieczór słońca zdmuchuje roznietę/ Nie te usta i oczy już nie te”, dostaję cholery, bo cóż to za „roznieta”?
Takich kwiatków znajdziemy, szczególnie w mniej znanych wierszach Leśmiana, więcej. Ewidentnie nadużywany był przez niego „bezczas”, za dużo jest w tych utworach „niedobłysków” i „niedowcieleń”. Trudno o spokój przy lekturze „Eliasza” z jego „bezmogiłą”, „rozbłyskańcem” czy takim dystychem: „Prażywicznych wybroczyn leśne ustoiny/ Wywiały czad istnienia w pobliża męt siny”.
Brzmi to może obrazoburczo, ale neologizmy Bolesława Leśmiana niekiedy były wyrazem semantycznej kapitulacji, a celowe zastępowanie wyrażeń kolokwialnych egzotycznymi doprowadzało do przekształcania wierszy w rebusy. Zdaje mi się też, że poecie czasami brakowało po prostu dobrych rymów.
Leśmian poszukiwał rymu do myśli, a talentu Słowackiego nie miał. No i rymował: „kołyszę” – „zaniedyszę”, „niedobrzysku – rozbłysku”, „drobnota” – „żywota”. No, Tuwim sobie jednak na takie knoty nie pozwalał, choć w neologizmach też się kochał.
[srodtytul]W lirycznym nienasyceniu[/srodtytul]
A jednak, jak pisał Czesław Miłosz: „Żaden inny poeta, który wyszedł z Młodej Polski, nie dorównuje Leśmianowi kalibrem i trzeba go umieścić w szeregu największych postaci współczesnej literatury europejskiej”. Umieściliśmy go i co dalej? „Pisało się nieraz – czytamy w nocie Jacka Trznadla – że poezja Leśmiana jest nieprzekładalna. Mimo to różni tłumacze podejmowali się tego trudu, wiedząc, że mają do czynienia z arcydziełami poezji światowej. Znane są tłumaczenia w językach: czeskim, rosyjskim, ukraińskim, niemieckim, francuskim, angielskim, hebrajskim. (...) Często są to tylko pojedyncze wiersze w antologiach. Ale są też całe zbiory przekładów z poezji Leśmiana”.
To dobrze, ale świat zbyt wiele o tym nie wie, wygląda więc na to, że Tymoteusz Karpowicz mocno w swoim czasie przesadził, oddając za Leśmiana, zusammen, takich poetów jak Baudelaire, Mallarme czy Rilke. Oczywiście, ja też uważam, że Szekspir nie umywa się do Fredry, a Mickiewicz więcej i piękniej powiedział niż, do kupy wzięci, Goethe, Schiller, Byron i Puszkin, ale – powiedzmy – nie będę się spierał.
W listopadzie 1953 r. Jan Lechoń w „Dzienniku” zapisał swoje wrażenia z lektury „Dziejby leśnej”: „W tej „Dziejbie” jest więcej dziwactw niż w innych tomach Leśmiana i jest w niej parę wierszy nie tylko najlepszych Leśmiana, ale godnych miejsca w pierwszym szeregu poezji polskiej. Może dlatego, że tak przez los pokrzywdzony, urodzony jako komiczny krasnoludek czy olbrzymi żuk, mimo pięknej erudycji w rzeczach literackich naiwny jak dziecko – Leśmian żył w ciągłym obcowaniu z tajemnicą, w ciągłym lirycznym nienasyceniu. I ten liryzm owiany zapachem ziół, kwiatów, dojmujący jak u żadnego chyba ze współczesnych mu – wprawiał komicznego, maleńkiego rejenta z Zamościa w nieustanne poruszenie muzyczne, kazał mu bezustannie śpiewać nigdy nie dość kochanemu sobie i różnym na wieczną niepamięć skazanym Muzom z Zaścianka”.
A niebawem w tym samym miejscu zanotuje: „Czytałem znów wiersze Leśmiana, które mnie tak oczarowały przed paru dniami. „Miłością wielmożna” wydało mi się potworne. I z wyjątkiem ostatnich dwu linijek – cały wiersz, jak mówił ksiądz Pirożyński – „taki sobie”. I mów tu później o krytyce i kryteriach”.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA