fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Rosjanie desperacko walczą z upałem

rp.pl, Justyna Prus prus Justyna Prus Justyna Prus
– Wypijam dziennie cztery litry wody i soku – taki sposób na upał poleca Galina, która sprzedaje lody i napoje chłodzące na placu Maneżowym pod Kremlem.
I chociaż jest zadowolona, bo sprzedaż mocno podskoczyła, praca na słońcu wyraźnie nie wychodzi jej na dobre – twarz ma spieczoną od słońca. – Nie mogę rozłożyć parasola, bo lada chwila ma się zacząć huragan – tłumaczy.
W biurze jednej z zachodnich agencji informacyjnych w Moskwie słychać za to modlitwy o huragan, który, jak zapowiadają meteorolodzy, jest tuż-tuż. Klimatyzacja nie działa, bo doszło na jej tle do międzynarodowych rozbieżności. Rosjanie boją się przeziębić i twardo znoszą warunki zbliżone do tych, które panują w baniach. Obcokrajowcy są bliscy obłędu. – Niech już się zacznie ten huragan. Proszę cię, Boże – mówi Amy.
Trwające od kilku tygodni niemiłosierne upały są w centrum rozmów na ulicy, w sklepie, w metrze. W telewizji upał jest bohaterem niemal równie ważnym jak Dmitrij Miedwiediew czy Władimir Putin.
W moskiewskiej kawiarni dyskutują zawzięcie trzy dziewczyny. Bynajmniej nie o problemach sercowych. – Budziłam się dzisiaj w nocy pięć razy, nie da się spać – skarży się jedna z nich. To prawda, w nocy upał też nie odpuszcza – temperatura nie schodzi poniżej dwudziestu kilku stopni. – W dzień oficjalnie jest 38, a wiecie, co to znaczy! W rzeczywistości jest przecież jeszcze kilka stopni więcej – odpowiada jej koleżanka.
Do urzędu zapewniającego ochronę praw konsumentów już trafiły pierwsze skargi na sprzedawców wiatraków i klimatyzatorów. Prawa rynku w rosyjskim wydaniu okazały się szczególnie brutalne – zbawiennego sprzętu chłodzącego albo nie ma, albo jest pięć – siedem razy droższy niż przed upałami. Aby się o tym przekonać, wystarczy odwiedzić pierwszy z brzegu duży sklep z artykułami AGD. – Ten jest nasz! – sprzedawca wskoczył między mnie i pracujący wentylator z wdziękiem kozicy. – Wentylatory się skończyły.
Kiedy przywiozą, nie wiem – oświadczył. Cena, jak się okazało, także jest wielką niewiadomą. – W czerwcu kosztowały 800 rubli (około 80 zł), ostatnia partia – 3,5 tysiąca, a ile będą teraz kosztować – Bóg raczy wiedzieć – westchnął. Na wszelki wypadek odprowadził mnie wzrokiem, by się upewnić, że nie porywam sklepowego wiatraka.
Przed żarem nie ma ucieczki. Nawet metro, które na początku upałów dawało szanse na ochłodzenie (gazety sporządzały rankingi temperatur na poszczególnych stacjach), stało się pułapką. Jest tam tak gorąco i duszno, że pracownicy zostali uzbrojeni w waciki z amoniakiem, by cucić mdlejących emerytów. Dwie osoby w lipcu zmarły pod ziemią na zawał.
Amoniakiem są także traktowani żołnierze warty honorowej przy Grobie Nieznanego Żołnierza pod kremlowskim murem. Pełniący służbę w pełnej gali wojskowi ociekają potem i z zazdrością spoglądają w kierunku fontann w parku Aleksandrowskim i na Maneżu. Zwykle za wskoczenie do fontanny można się narazić na poważną rozmowę z milicjantem. Teraz zbiornik z wodą jest ostatnią deską ratunku przed upałem i stróże porządki nie zwracają uwagi na taplających się w fontannach dzieci i dorosłych.
Rekordowe temperatury to niejedyny problem. Gdy już wydawało się, że gorzej być nie może, zapaliły się torfowiska pod Moskwą. Stolicę zasnuł dym, który miejscami ogranicza widoczność do kilkuset metrów, a na ulicach pojawili się przechodnie w maskach. – Nie da się oddychać – narzeka, posapując, starsza pani, która dla ochrony przed słońcem ukryła się pod parasolem.
[i]-Justyna Prus z Moskwy[/i]
 
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA