fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Co czeka ekipę Lecha Kaczyńskiego

Jacek Sasin był wojewodą mazowieckim za rządów PiS
Fotorzepa, Rob Robert Gardziński
Jacek Sasin chce do sejmiku, Bożena Borys-Szopa może zostanie posłanką, a Witold Waszczykowski wraca do MSZ
Ministrowie Lecha Kaczyńskiego, którzy podali się do dymisji, są zatrudnieni w Pałacu Prezydenckim jeszcze tylko przez kilka tygodni. Niektórzy już szukają nowej pracy. Jak trudne to zadanie, można się przekonać, słuchając wspomnień ich poprzedników.
Politycy, którzy stracili stanowiska, kiedy skończyła się druga kadencja Aleksandra Kwaśniewskiego, nie mają wątpliwości: życie po pałacu już nigdy nie będzie takie samo.
– To najwyższy urząd w państwie. Dlatego każda nowa praca związana jest z deprecjacją – mówi Marek Siwiec, europoseł SLD, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego za prezydentury Kwaśniewskiego.
Jego zdaniem są dwa warianty pożegnania się z pałacem. Jeden to "kontrolowane lądowanie", czyli próba znalezienia nowego etatu z wyprzedzeniem. – Sam tak zrobiłem, startując rok przed końcem kadencji do europarlamentu – mówi.
Inny wariant to czekanie do końca. Wtedy na znalezienie nowego zajęcia ma się trzy miesiące wypowiedzenia.
Ale zdaniem Siwca ministrowie Lecha Kaczyńskiego nie mają zbyt dużego pola manewru. Porównywalne pod względem prestiżu miejsca pracy to bowiem dyplomacja, parlament, ewentualnie administracja rządowa. – To lojalni żołnierze Lecha Kaczyńskiego, a rządzi PO. Jednak myślę, że może im jakoś pomóc PiS – mówi.
[srodtytul]Wybory ratunkowe [/srodtytul]
Rzeczywiście – niektórzy myślą o dalszej karierze politycznej we współpracy z PiS. A zbliża się sezon kampanijny: w tym roku wybory samorządowe, w przyszłym – parlamentarne.
Jacek Sasin – wiceszef Kancelarii Prezydenta, będzie startował w jesiennych wyborach do sejmiku mazowieckiego.
– Pociąga mnie praca w samorządzie, można tam robić konkretne rzeczy. Pochodzę z Ząbek, chciałbym więc pracować na rzecz rozwoju Mazowsza. Dlatego chciałbym startować do sejmiku – mówi "Rz" Sasin. I potwierdza diagnozę Siwca, podkreślając: – Jestem człowiekiem Lecha Kaczyńskiego. Pełnienie najważniejszych funkcji w moim życiu wiąże się ze współpracą właśnie z nim.
Sasin był wcześniej m.in. szefem stołecznego Urzędu Stanu Cywilnego, wojewodą mazowieckim za rządów PiS. Zrobiło się o nim głośno, gdy chciał wygasić mandat prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz (PO) za spóźnienie w złożeniu oświadczenia majątkowego jej męża. Jako urzędnik w Pałacu Prezydenckim nie rzucał się w oczy. Zajmował się sprawami administracyjnymi, m.in. audytem.
Na pierwszej linii ognia stanął po tragedii smoleńskiej. 10 kwietnia zginęli m.in. szef Kancelarii Władysław Stasiak i odpowiedzialny za kontakty z mediami minister Paweł Wypych. Sasin zajmował się w Kancelarii uroczystościami żałobnymi i pogrzebowymi, kilka razy dziennie spotykał się z dziennikarzami. Mówiło się wtedy, że może być nawet kandydatem PiS na prezydenta stolicy. Jednak po ostatniej dobrej kampanii wyborczej bardziej prawdopodobne wydają się nazwiska ze sztabu Jarosława Kaczyńskiego: Joanny Kluzik-Rostkowskiej, Pawła Poncyljusza czy Elżbiety Jakubiak.
– Te osoby były bardzo aktywne w kampanii, więc wydaje się, że mają większe szanse na przekonanie do siebie warszawian. Jednak niewykluczone, że i Sasin będzie jeszcze brany pod uwagę – mówi polityk Prawa i Sprawiedliwości.
[srodtytul]Trudny powrót[/srodtytul]
O prezydenturę Krakowa być może zawalczy inny minister Lecha Kaczyńskiego Andrzej Duda, prezydencki prawnik. Wpartyjnych gremiach nie zapadła jednak jeszcze ostateczna decyzja co do jego kandydowania. Wcześniej Duda był wiceministrem sprawiedliwości, jest blisko związany ze Zbigniewem Ziobrą i na pewno w krakowskiej kampanii mógłby liczyć na jego wsparcie. Duda nie chce jednak mówić o politycznych planach.
– Mogę powiedzieć tyle, że wracam na Uniwersytet Jagielloński. Bezpłatny urlop, jaki wziąłem na czas urzędowania, kończy się z końcem września – mówi. Duda do 2006 r. był pracownikiem naukowym w Katedrze Prawa Administracyjnego (jest doktorem).
Być może w innych wyborach – parlamentarnych – weźmie udział Bożena Borys-Szopa. Przez ostatni rok była podsekretarzem stanu w Kancelarii Prezydenta, wcześniej doradcą Kaczyńskiego ds. społecznych i kontaktów z partnerami społecznymi, prawa pracy i BHP.
– Trudno dziś powiedzieć, co dalej. Na razie chcę odpocząć. Może znów zacznę współpracować z "Solidarnością" – opowiada "Rz". Borys-Szopa od lat 90. związana ze Śląsko-Dąbrowską "Solidarnością". Potem była m.in. głównym inspektorem pracy. Jednak nie traciła kontaktu ze związkiem, i to m.in. dzięki jego poparciu może znaleźć się dla niej miejsce na liście PiS w przyszłorocznych wyborach do Sejmu.
– Była brana pod uwagę już w tym roku, w wyborach uzupełniających do Senatu. Jednak w związku z umową z PO, że będą startowali tylko przedstawiciele tych partii, które w katastrofie smoleńskiej straciły w danym regionie senatorów, PiS nie wystawił na Śląsku nikogo – podkreśla polityk tej partii. Inny zastrzega: – Do układania list do parlamentu jest jeszcze dużo czasu, nic nie jest jeszcze przesądzone.
Witold Waszczykowski, były wiceszef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, nie myśli o karierze politycznej. Jemu związki z PiS mogą zresztą teraz tylko zaszkodzić. Chce bowiem wrócić do pracy w Ministerstwie Spraw Zagranicznych.
– 1 września kończy mi się urlop bezpłatny, stawię się do pracy w resorcie – mówi "Rz" Waszczykowski. – Nie liczę oczywiście na jakieś wysokie stanowiska, ale myślę, że moje doświadczenie w pracy w dyplomacji przyda się w resorcie.
Waszczykowski raczej nie ma co liczyć na serdeczne przyjęcie w MSZ. Nie najlepiej rozstał się z ekipą rządzącą obecnie ministerstwem. Jako wiceszef MSZ był negocjatorem z USA w sprawie tarczy antyrakietowej. W połowie 2008 roku udzielił wywiadu "Newsweekowi", w którym krytykował rząd i ministra resortu Radosława Sikorskiego za politykę wobec USA. Zarzucał m.in., że rząd nie chce, by sukces w sprawie tarczy antyrakietowej przypadł prezydentowi i dlatego utrudnia negocjacje. Został wtedy odwołany z funkcji wiceministra, poszedł na urlop. Zajęcie dał mu Lech Kaczyński.
Co go czeka w resorcie? Rzecznik MSZ Piotr Paszkowski nie potrafił nam odpowiedzieć na to pytanie. – Skoro jest członkiem służby zagranicznej, to na pewno będzie potraktowany zgodnie z prawem – mówi.
Nie wiadomo jeszcze, co będą robić dwaj inni ministrowie, którzy pracowali z prezydentem Kaczyńskim od początku kadencji – Maciej Łopiński, szef Kancelarii Prezydenta, i Małgorzata Bochenek.
Z Łopińskim nie udało nam się porozmawiać. – On chce po prostu wrócić do Gdańska, do rodziny. Ma problemy zdrowotne, jest zmęczony pracą w stolicy. Jeszcze przed wyborami zapowiadał, że odejdzie z Kancelarii, nawet jeśli wygra Jarosław Kaczyński – mówi nam jeden z jego współpracowników. I podkreśla, że Łopińskiemu zostały tylko dwa lata do emerytury.
Szef Kancelarii w czasach PRL był działaczem "S". Po 1989 roku pełnił m.in. funkcje: redaktora naczelnego "Tygodnika Gdańskiego" i wiceprezesa zarządu spółki Prasa Bałtycka.
Minister Małgorzata Bochenek, która w pałacu odpowiadała za analizowanie informacji, i medialnych, i tych niejawnych, też nie chce mówić o planach. Tłumaczy się brakiem czasu. Bochenek dla Lecha Kaczyńskiego pracowała od 2004 roku – najpierw w stołecznym Ratuszu, potem w kampanii prezydenckiej. Prasa pisała o niej jako o szarej eminencji Kancelarii, miała mieć duży wpływ na prezydenta.
– Nic nie wiadomo o jej planach, nie zdradziła, co chce robić – mówi nam jej współpracownik z pałacu.
Nasi rozmówcy z PiS też na razie nic nie wiedzą, co Bochenek zamierza.
[srodtytul]Magia pałacu [/srodtytul]
Dariusz Szymczycha, który w Kancelarii Kwaśniewskiego odpowiadał m.in. za przygotowania do referendum akcesyjnego Polski do Unii Europejskiej, podkreśla, że łatwiej się odnaleźć w nowej rzeczywistości, jeśli nie jest się osobą uzależnioną od polityki.
– Ja szukałem dla siebie miejsca w życiu bez pomocy partii politycznych. Nigdy nie byłem członkiem żadnej. Zresztą, gdy kończyłem pracę w Kancelarii, zaczynały się rządy PiS, nie bardzo widziałem dla siebie miejsce – mówi.
Szymczycha od 2006 roku zajmuje się więc doradztwem m.in. w kwestiach komunikacji społecznej i UE. O pracy z prezydentem mówi z ogromnym sentymentem. – To były sytuacje niepowtarzalne. Trafiłem na bardzo dobrego szefa w bardzo ciekawym okresie – odpowiadałem m.in. za przygotowania do referendum akcesyjnego. Dawało mi to poczucie uczestniczenia w czymś wyjątkowym, historycznym – mówi Szymczycha.
O magii pałacu mówi też Sasin. – To miejsce wciąga. Człowiek ma szansę spotykać największe osoby z tego świata: prezydentów, koronowane głowy – opowiada. I wspomina, że jedno z ostatnich spotkań, w jakich uczestniczył, to była wizyta Księcia Walii Karola i księżnej Kornwalii Camilli Parker-Bowles.
- Nie będzie mi jednak tego brakowało. Traktowałem te przyjęcia jako obowiązek. Wolę wyżywać się w konkretnej pracy – mówi Sasin.
Szymczycha jest bardziej nostalgiczny: – Mam takie poczucie, że do tamtej wody już nie wejdę, a ta nowa nie musi już być wcale tak przyjemna.
[i]kle[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA