fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nauka

Zatykanie dna. Sposób ósmy

Instalacje mające zminimalizować skutki wycieku
AFP
Wczoraj koncern BP rozpoczął kolejną próbę zatamowania wycieku ropy. Szanse powodzenia są spore
Testowanie nowej technologii, która ma ograniczyć rozmiary ekologicznej katastrofy w Zatoce Meksykańskiej, rozpoczęło się we wtorek rano czasu środkowoamerykańskiego. Może potrwać od sześciu godzin do dwóch dni – zapowiada Thad Allen, dowódca Straży Przybrzeżnej USA. Po ich upływie powinno być wiadomo, czy akcja przyniesie oczekiwane skutki.
Ratunek ma przynieść zainstalowanie nad miejscem wycieku nowej kopuły uszczelniającej. Ważąca prawie 70 ton i mierząca 5,5 metra wysokości stalowa konstrukcja o nazwie Top Hat 10 pod okiem podwodnych robotów przez cały dzień była spuszczana na głębokość ok. 1,6 km. W odróżnieniu od poprzedniej jest hermetyczna i powinna całkowicie uniemożliwić wyciek ropy i jednocześnie umożliwić odprowadzenie jej na tankowce.
[srodtytul]Morski eksperyment[/srodtytul]
„Oczekujemy, aczkolwiek nie możemy tego zagwarantować, że w czasie wykonywania testu ropa przestanie przedostawać się do wód oceanu” – napisały w oficjalnym oświadczeniu władze koncernu. Podkreśliły jednocześnie, że nikt wcześniej nie instalował podobnej kopuły na takiej głębokości.
To już ósma próba zatrzymania wycieku. Do katastrofy doszło w wyniku wybuchu i pożaru na platformie wiertniczej Deepwater Horizon w Zatoce Meksykańskiej. Stało się to 20 kwietnia. Bezpośrednim skutkiem zdarzenia była śmierć 11 osób. Doszło również do największej dotąd w historii Stanów Zjednoczonych katastrofy ekologicznej.
Według szacunków do tej pory do wód oceanu mogło wyciec nawet ponad 800 mln litrów ropy. Koncern już wydał na ratowanie sytuacji ponad 3 mld dolarów. Ostateczny rachunek może być nawet dziesięciokrotnie wyższy.
[srodtytul]Tankowce w gotowości[/srodtytul]
Wczoraj obsługujący akcję ratunkową inżynierowie zaczęli przykręcać znajdujące się na kopule zawory. Muszą robić to powoli, gdyż nagłe zatrzymanie strumienia ropy groziłoby eksplozją. Teraz będą uważnie śledzili wskaźniki ciśnienia. Mają nadzieję, że pokażą wysoki jego poziom. Będzie to bowiem oznaczało, że uwalniający się surowiec został w maszynerii głowicy odwiertu. Niskie ciśnienie może być sygnałem, że doszło do wycieku w innym miejscu szybu.
Ale nawet jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, do pokonania jest jeszcze jeden problem. – Nie wiadomo, jak wysoki poziom ciśnienia może wytrzymać szyb i czy w rezultacie nie dojdzie do jego zniszczenia – mówi Eric Smith, ekspert w dziedzinie energetyki i środowiska, a zarazem dyrektor amerykańskiego Tulane Energy Institute.
A jeśli także i to się uda, to i tak niekontrolowany wypływ ropy wciąż będzie trwał. Na szczęście kapsuła umożliwi jej schwytanie i odprowadzenie na czekające na powierzchni tankowce. Tylko jeden z nich, „Helix Producer”, jest w stanie zabrać dziennie na pokład 4,5 mln litrów tego surowca.
Wciąż będzie to jednak rozwiązanie tymczasowe. Ostateczne może nastąpić dopiero w połowie sierpnia, gdy zakończone zostanie drążenie dwóch odwiertów pomocniczych. Dzięki nim możliwe będzie wpompowanie mułu i cementu do źródła wycieku. W ten sposób będzie można zaczopować go na stałe.
[srodtytul]Apel pierwszej damy[/srodtytul]
– Nawet jeśli powiedzie się wtorkowa próba zatrzymania wypływającej ropy, to niewielka pociecha, biorąc pod uwagę zniszczenia, jakie już dotknęły zatoki i jej mieszkańców – uważa Darwin Bond Graham, socjolog z Nowego Orleanu.
Czarna maź dotarła na plaże Teksasu, Luizjany, Mississippi, Alabamy i Florydy, a więc wszystkich amerykańskich stanów położonych po tej stronie wybrzeża. W rezultacie trudne chwile przeżywa tutejsze rybołówstwo i turystyka. Zdając sobie sprawę z zagrożenia, pierwsza dama Michelle Obama podczas wizyty na Florydzie namawiała jednak turystów, by nie rezygnowali z odwiedzin tego regionu.
[ramka]Bottom Kill to nazwa techniki, z pomocą której koncern BP chce naprawić katastrofę, jaką wywołała eksplozja na platformie Deepwater Horizon. – Musimy zaczekać, aby zobaczyć, jakie przyniesie skutki – na temat wdrożenia jej w życie mówi Kent Wells, wiceprezydent energetycznego giganta. Do tej pory całe zdarzenie kosztowało jego firmę ponad 3 mld dolarów. [/ramka]
[i]masz pytanie, wyślij e-mail do autorki[mail=i.redlinska@rp.pl][/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA