fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Włoskie szlagiery, wampiry i sum

W lubuskiej Lubrzy od 13 lat organizowana jest Noc Nenufarów. Impreza promowana będzie w tym roku nawet poza granicami kraju – w berlińskim radiu
Fotorzepa
Małe miejscowości prześcigają się w wymyślaniu festiwali, które mogłyby dać im rozgłos i zarobek na turystach
Anna Matusik z Kędzierzyna-Koźla jest wielbicielką festiwali historycznych. W ciągu roku odwiedza ich nawet dziesięć. Czasem sama przywdziewa historyczny strój. – Lubię się oderwać od współczesności – tłumaczy „Rz”.
Poza dużymi imprezami, jak inscenizacja bitwy pod Grunwaldem, odbywa się wiele innych, w mniej znanych miejscowościach. – Sezon zaczyna się już w maju i trwa jeszcze we wrześniu, ale wakacje to wysyp imprez – mówi Matusik. W sierpniu zaplanowała udział w trzech. – Spędzenie weekendu w ten sposób jest o wiele przyjemniejsze niż siedzenie w mieście – podkreśla.
Festiwalowych wędrowców jest znacznie więcej. Z myślą o nich samorządy prześcigają się w organizowaniu wakacyjnych imprez.
[srodtytul]Polskie San Remo[/srodtytul]
Drupi, Toto Cotugno, Al Bano i Romina Power. Zapomniani? Nie w Wyrzysku. Co roku do liczącego 6 tys. mieszkańców miasteczka w Wielkopolsce zjeżdżają setki fanów i wykonawców włoskiej piosenki. Wszystko za sprawą festiwalu La Scarpa Italiana.– Dlaczego piosenka włoska? Bo my, Polacy, mamy do Włochów dużo sentymentu. Wśród nich mieszkał nasz papież, a Wyrzysk ma partnerską gminę na północy Toskanii – tłumaczy Czesław Pająk, dyrektor ośrodka kultury. – Te piosenki są melodyjne, wpadają w ucho. W sam raz na wakacje.
W konkursowej części festiwalu występują amatorzy marzący o karierze. W drugiej gwiazdy, jak choćby Thomas Grotto. Można spróbować włoskiej kuchni i wina. – Wyrzysk powoli staje się polskim San Remo – ocenia w rozmowie z „Rz” Paulo Cozza, włoski showman, częsty gość festiwalu.
Czy ma szansę, by stać się tak znany jak włoskie miasto? – Marzymy o tym. Ale i tak osiągnęliśmy wiele. Przecież Wyrzysk trudno nawet znaleźć na mapie. A dzięki festiwalowi jesteśmy w mediach, przyjeżdżają do nas ludzie – podkreśla Pająk.
Swój festiwal ma też sąsiednia Trzcianka. Tyle że tam królują krew, strach i krzyk. W miasteczku od siedmiu lat organizowana jest Wampiriada, czyli festiwal horrorów z seansami na plaży. – Chcemy pokazać, że horror to nie tylko film amerykański. Mieliśmy już produkcje japońskie, hiszpańskie. W tym roku pokazaliśmy „Kołysankę” Juliusza Machulskiego – wylicza Przemysław Duda z Trzcianeckiego Domu Kultury.
Na projekcje ściągają i miejscowi, i wczasowicze. Uczestnicy mogą też na chwilę zamienić się w wampira i wziąć udział w konkursie na najlepiej ucharakteryzowaną postać. Ale trzcianecki festiwal to nie tylko zabawa.
– Prowadzimy akcję oddawania krwi. W tym roku zebraliśmy 30 litrów – przyznaje Duda.
[srodtytul]Świnia – nasza duma [/srodtytul]
W Siedlcu kochają... świnie. Od kilku lat w niewielkim miasteczku na granicy Wielkopolski i ziemi lubuskiej odbywa się święto tego zwierzęcia. Podobno to jedna z pięciu takich imprez na świecie.
„Na pomysł, aby w Siedlcu obchodzić Święto Świni, wpadł wójt Adam Cukier, który powiedział: wypadło na świnie, gdyż nasi rolnicy i przetwórcy z nich żyją” – tak organizatorzy wyjaśniają genezę święta. „Gmina jest potęgą w hodowli świń, statystycznie na jednego mieszkańca hoduje się 14 wieprzy rocznie” – zaznaczają.
Pierwsza impreza została upamiętniona pomnikiem świni. Ma dwa metry, waży 150 kilogramów i stanęła przed siedzibą urzędu gminy.
Schemat imprezy co roku jest podobny – dużo stoisk, konkurs w jedzeniu kiełbasy na czas i gwiazdy estrady. Śpiewali już Maryla Rodowicz, Ingrid, a także discopolowy zespół Boys. W tym roku będą Formacja Nieżywych Schabuff, Arka Noego i Katerina z Belgii.
Ale najbardziej rozsławiła festiwal Natalia Kukulska. Kiedy ogłosiła, że w Siedlcu wystąpi, rzuciły się na nią plotkarskie portale i kolorowe pisma. Szum był tak wielki, że oświadczenia w tej sprawie wydali zarówno Kukulska, jak i jej menedżerowie. „Wydarzenie ma wieloletnią tradycję i kilkunastotysięczną publiczność. Nazwa Święto Świni ma prawo budzić różne emocje, ale ocenianie na tej podstawie jakości imprezy uważamy za brak szacunku zarówno dla organizatorów, jak i licznej publiczności” – napisano.
Na zwierzęta i gastronomię postawili też organizatorzy festiwali w Bokinach nad Narwią i beskidzkim Skoczowie. Pierwsi zachęcają, by zmierzyć się z sumem, drudzy promują kuchnię zbójnicką.
[srodtytul]Chcielibyśmy coś promować[/srodtytul]
Dzień Suma w Bokinach rozpoczyna się w najbliższą niedzielę. Będzie to już piąta edycja imprezy. – Przyjeżdżają do nas letnicy z okolicznych kwater, mieszkańcy pobliskich miejscowości, ale i goście z Białegostoku – wylicza organizatorka Anna Sakowicz. Biorą udział w konkursach (np. zarzucanie wędki) i przede wszystkim w nocnym polowaniu na suma. Z degustacją ryb może być jednak problem. – Tylko raz udało się złowić suma – wzdycha Sakowicz.
Takiego problemu nie będą mieli turyści, którzy wybiorą się na Festiwal Kuchni Zbójnickiej. Na patelni o dwumetrowej średnicy będzie się gotował gulasz zbójnicki, mieszany drewnianymi wiosłami przy akompaniamencie góralskich kapel. A w 300-litrowym garze – kwaśnica.
W programie znalazły się pokazy gotowania w wykonaniu kulinarnych sław z zagranicy. Polskę będzie reprezentował m.in. znany z telewizyjnych programów kulinarnych Karol Okrasa.
Skąd pomysł na festiwal? – Chcieliśmy coś promować. W Ustroniu organizują już piątą edycję festiwalu promującego baraninę. My postawiliśmy na jagnięcinę – opowiada Wiesław Wróblewski z Beskidzkiego Klubu Kulinarnego.
O festiwalu można usłyszeć w lokalnych mediach. TV Katowice emituje spoty, organizatorzy nawiązali też kontakt z... telewizją węgierską. – Byli w zeszłym roku, teraz też dostali zaproszenie – chwali się Wróblewski.
Poza granicami Polski promowana jest także Noc Nenufarów, która od 13 lat odbywa się na jeziorze w lubuskiej Lubrzy. Aktorzy odgrywają historię Lubrzany i Sławoja, którym na drodze do szczęścia staje wiedźma. Scenę stanowią tratwy pokryte wielkimi kwiatami nenufarów. W tym roku o imprezie będzie informować jedna z berlińskich rozgłośni radiowych.
Wójt Eugeniusz Chamarczuk przyznaje, że już widać efekty promocji gminy poprzez festiwal, na który przyjeżdża każdego roku nawet 10 tys. osób.
– Powstało u nas kilka małych firm, np. Bar Nenufar, jest więcej niedużych kwatery a nawet wypożyczalnia kajaków. Dzięki promocji więcej osób dowiedziało się o Lubrzy i chce nas odwiedzać – cieszy się. – Chciałbym, żeby powstał hotel, który mógłby przyjąć nawet setkę turystów, a także większe punkty gastronomiczne.
[srodtytul]Mobilny turysta, większe możliwości[/srodtytul]
– Takie imprezy w wielu miejscach są organizowane od lat. Do tej pory niewielu jednak o nich słyszało. Teraz dzięki Internetowi mogą zaistnieć – twierdzi Krzysztof Łopaciński z Instytutu Turystyki. Informacje o nich zbiera między innymi Polska Organizacja Turystyczna, wydawane są też już pokaźne informatory. A to zachęca kolejne gminy i organizacje. – Takie imprezy przyciągają turystów odpoczywających w okolicy – podkreśla Łopaciński.
W ślad za turystami idą pieniądze. Ale, jak zastrzega Łopaciński, by zarobić na festiwalach, trzeba wiedzieć jak. – Mała gastronomia musi wyjść na zewnątrz, taka impreza to także okazja do sprzedaży regionalnych produktów. Miejscowi mają jednak konkurencję – kramy, które jeżdżą z imprezy na imprezę. Na szczęście żaden z nich nie oferuje suma.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA