fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Lipcowe dożynki w SLD

Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Grzegorz Napieralski ma dość pouczeń. Wie, że wygrał wbrew partyjnym autorytetom. Dziś chce się pozbyć rywali – uważa publicysta
Po obfitych 14-procentowych żniwach w SLD przyszedł czas na dożynki. Ale to nie koniec. Po nich przyjdzie czas na wykopki. Grzegorz Napieralski świętuje, ale i nie zasypia gruszek w popiele. Z jednej strony wciąż objeżdża kraj, tym razem w roli niemalże triumfatora wyborów, ale też liczy szable. I wie, na co może sobie pozwolić. Na razie na niezbyt wiele, ale już zabrał się za porządki i nie spocznie, dopóki ich nie dokończy.
Doskonale wie, że wygrał bez pomocy swej partii i wbrew jej autorytetom. Dał temu wyraz w wieczór wyborczy. Kiedy wszyscy oczekiwali, że zaraz padną rytualne podziękowania dla Aleksandra Kwaśniewskiego, który już wybierał się na podium, by ogrzać się w blasku fleszy, lider SLD skończył i zaprosił gości do stołów. Upokorzony Kwaśniewski uciekł czym prędzej.
Nastroje w sztabie wyborczym kandydata lewicy były bojowe. – Gdzie jest Olejniczak?! Dajcie mi go tu! – domagał się rozochocony działacz. Inni mitygowali go, ale przyjaźnie, z uśmiechem, bo doskonale oddawał nastroje sali. Wszak Kalisz, Olejniczak, Błochowiak – to głowy zdrajców, które muszą spaść.
[srodtytul]Gra o wicepremiera[/srodtytul]
Nic dziwnego, że pierwsze decyzje kadrowe przeprowadził Napieralski przy pełnej aprobacie lub milczącej rezygnacji partii. Tyle tylko, że jego nominacje były niespójne z całą jego kampanią. Głównym jej przekazem – zostawmy teraz czy wiarygodnym – było pokazanie nowej twarzy polityki (nawet nie lewicy!), człowieka, który rozumie Polaków, bo żyje tak jak oni. Na czym więc polega nowe otwarcie Napieralskiego w konkretach?
Na tym, że wieloletniego sekretarza klubu Wacława Martyniuka zastąpiła 67-letnia posłanka Stanisława Prządka, wieloletnia naczelnik gminy Garwolin. Stanowisko to może i nieistotne, ale idźmy dalej. Nowym wiceszefem klubu został były kierownik wydziału Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Kaliszu Leszek Aleksandrzak. Wąsaty, może i sympatyczny jegomość, który do końca życia nie zapomni tego Napieralskiemu i będzie mu wiernie służył. 52-letni poseł nie jest może matuzalem, ale wciąż jest prawie dwie dekady starszy od Napieralskiego! Równo 20 lat starszy od lidera SLD jest za to Jerzy Wenderlich, który został właśnie wicemarszałkiem Sejmu. To człowiek, o którym można powiedzieć, że z pewnością nie przyniesie lewicy żadnego nowego głosu, ale i on wie, kto dał mu konfitury.
– Napieralski gra o wicepremiera w następnym rozdaniu – mówiło mi kilku ważnych działaczy lewicy. Ma szansę. Jeśli nie popełni rażących błędów, SLD dobije się pewnie 15 procent, co zostanie nagrodzone ze trzema stanowiskami ministrów i fotelem wicepremiera dla młodego lidera lewicy. A bycie słabszym partnerem Platformy zdaje się zaspokajać aspiracje Napieralskiego.
Zresztą ambicjonalna mimikra jest w tej partii właściwa nie tylko jemu. Marek Wikiński, jedno z odkryć tej kampanii, nie chciał być wicemarszałkiem Sejmu, bo sposobi się do wyborów na prezydenta… Radomia. Jeśli szczytem marzeń jednego z najważniejszych polityków lewicy jest prezydentura powiatowego miasta, to trudno wykrzesać w innych większy entuzjazm i wolę walki.
[srodtytul]Rewolucja pokoleniowa[/srodtytul]
W tej sytuacji jeszcze bardziej odosobniony i skazany na klęskę jest Bartosz Arłukowicz. Znany dotychczas z występów w reality show, dobrej pracy w komisji śledczej i rozdawania uśmiechów poseł ze Szczecina zmienia image, poważnieje. To on przedstawił Napieralskiemu być może najciekawszą w ostatnich latach – a z pewnością najodważniejszą – propozycję programową. – Zostawmy przeszłość, odetnijmy się od komunizmu i postkomunizmu, postawmy na młodych i zagrajmy o całą pulę – apeluje w wywiadzie dla „Rz”. Jego kalkulacja opiera się na założeniu, że jedynym sposobem na wyrwanie się ze szczęk dwóch prawic nie jest silenie się na różnice programowe, a ucieczka do przodu. Arłukowicz i Napieralski mogliby stanąć na czele rewolucji pokoleniowej nie tylko na lewicy, ale w całej polskiej polityce.
Teoretycznie takie rozumowanie mogłoby być kuszące dla Napieralskiego. Na początku kampanii zaprosił co prawda na jedną z konwencji Wojciecha Jaruzelskiego, ale szybko się okazało, że generał zerka w stronę silniejszej Platformy, a SLD na sentymencie do PRL nic nie wygra. Mało tego, Napieralski – skądinąd autentyczny antyklerykał – powściągnął swój język i nie szokował zapateryzmem. Zrozumiał, że nie tego oczekują od niego młodzi wyborcy. – Przyjęcie postulatów programowych suflowanych przez „Krytykę Polityczną” dałoby mu 3 procent – ocenia jeden z polityków lewicy.
Ale polityka to nie tylko kalkulacje, to również emocje. Napieralski ma dość pouczeń ze strony „Gazety Wyborczej” dbającej o to, by lewica miała rumianą twarz Kalisza i muskularny tors Olejniczaka. Chce pozbyć się rywali. – Tusk i Kaczyński też to zrobili – tłumaczą jego stronnicy i nie przyjmują do wiadomości, że tamci dokonali tego dopiero, gdy zdobyli władzę, a nie wtedy, gdy do niej szli.
Czy po oczyszczeniu partii z odchylenia platformerskiego przyjdzie czas na rozprawę z Arłukowiczem? Jazda w tandemie z nim mogłaby się dla Napieralskiego źle skończyć, bo zdolniejszy Arłukowicz mógłby zagrozić jego pozycji. Ale, i to lider SLD doskonale rozumie, bez niego nie uda się sięgnąć po całą władzę. Tylko czy Napieralski naprawdę chciałby być premierem?
[i]Autor jest felietonistą i publicystą, współpracownikiem „Rzeczpospolitej”[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA