fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

MŚ 2010 - RPA

Złota Hiszpania ratuje futbol

Andres Iniesta gola na wagę mistrzostwa świata zdobył w 116 minucie
Reuters
Hiszpania – Holandia 1:0. Mistrzowie Europy są mistrzami świata po dogrywce. Godny finału był tylko gol Andresa Iniesty
[i]Korespondecja z Johannesburga[/i]
90 lat czekania skończyło się, gdy Iker Casillas wspiął się do loży honorowej, podniósł Puchar Świata i wystrzeliły fajerwerki.
Era pięknego futbolu Barcelony nie zostanie bez najcenniejszej nagrody, inaczej niż tyle poprzednich sukcesów hiszpańskich klubów. Najlepsza drużyna została mistrzem świata. Pierwszą drużyną z Europy, która zwyciężyła poza Europą. Pierwszą, która przegrała pierwszy mecz, a zdobyła puchar. Można mieć wiele zastrzeżeń do sędziowania w finale, wspominać szanse, które zmarnował Arjen Robben, ale wątpliwości co do Hiszpanów nie będzie.
To oni w finale chcieli grać w piłkę, jakoś utorować dla niej drogę między holenderskimi wślizgami i kłótniami z sędzią. Nie tylko wygrali mecz, ale i walkę o dobry futbol. O to, żeby przez cztery lata nie wspominać z niesmakiem tego przeciętnego mundialu i kuriozalnego finału, podczas którego częściej było słychać gwizdy niż oklaski. Zaczęło się od wtargnięcia kibica, który próbował się dostać do Pucharu Świata, potem wygwizdano szefa FIFA Seppa Blattera za całokształt, Holendrów za to, jak brutalnie grali, a na koniec Howarda Webba za sędziowanie.
[srodtytul]Każdy w swoim kolorze[/srodtytul]
Łatwiej było Hiszpanom zdobyć Puchar Świata niż podrzucić Vicente del Bosque. Piłkarze poddali się po dwóch próbach, trener nie nalegał. Wolał patrzeć, jak oni się cieszyli. Jak Casillas, tyle razy ratujący Hiszpanię, również w finale, rozpłakał się i zakrył twarz rękawicami już po bramce Andresa Iniesty. Jak piłkarze włożyli przygotowane wcześniej koszulki ze złotą gwiazdką dla mistrzów świata. Potem wciągnęli na siebie kolejne, z napisem „Campeones del mundo“ i każdy świętował, jak chciał.
[wyimek]Hiszpania nie ma jednego lidera. Puchar Świata naprawdę należy do wszystkich [/wyimek]
Carles Puyol i Xavi biegali z flagą Katalonii, były barwy Asturii i Andaluzji. Andres Iniesta po golu pokazał podkoszulek z napisem „Dani Jarque, zawsze z nami“, żeby przypomnieć o swoim zmarłym niedawno przyjacielu z drugiej strony Barcelony, z Espanyolu.
To naprawdę jest „Drużyna wszystkich“, napis ze ścianki, na tle której Hiszpanie siadali na konferencjach prasowych, nie pozostał pustym sloganem. Każdy może świętować w takich kolorach, w jakich chce, bo nikt tego sukcesu nie ma na własność. Nie ma jednego lidera, nie ma podziałów. Puchar należy tak samo do Casillasa i Iniesty jak i do Joana Capdevili, najrzadziej wspominanego, może najmniej pasującego do zespołu, jeśli chodzi o umiejętności, ale to przecież jest również reprezentacja walki, nie tylko piękna. Capdevila, dobry duch reprezentacji, młody ojciec, wczoraj wziął puchar i zaczął go kołysać na ramieniu. Może powtórzyć tak jak wiele razy wcześniej, od wygranego finału Euro 2008: – Jestem kaczorem między delfinami, ale zostałem mistrzem.
[srodtytul]Wielcy rezerwowi[/srodtytul]
To była siła Hiszpanii. Wspólne zabawy w pokoju Capdevili w ich kwaterze w Potchefstroom, wspólne narady na pobliskim stadionie krykietowym, gdy mistrzostwa źle się układały. I rezerwowi ze złota, wcześniej w turnieju m.in. Pedro i Fernando Llorente, a w finale – Jesus Navas i Cesc Fabregas. Bez nich nie byłoby tego zwycięstwa, już czwartego z rzędu 1:0. To Navas, gdy dogrywka dogasała, uparł się, że spróbuje jeszcze raz. Przebiegł z piłką pół boiska, oddał ją Fabregasowi, a ten zobaczył, że Iniesta za chwilę może być sam przed bramkarzem.
Znalazł się przed nim z piłką i strzelił obok Maartena Stekelenburga. Była 116. minuta dogrywki, do końca nie zdarzyło się już nic wartego uwagi. Poza frustracją Holendrów, którzy jeszcze wtedy, gdy Hiszpanie świętowali z pucharem, próbowali uregulować rachunki z Webbem. Potem siedzieli załamani, z poczuciem, że ktoś im ukradł zwycięstwo. Ale gdy ochłoną, a najlepiej – obejrzą mecz, zrozumieją, jak trudno było tego wieczoru być z nimi, inaczej niż w poprzednich przegranych finałach w 1974 i 1978.
Wiedzieli, że wybijanie Hiszpanii z rytmu to jedyny sposób, by ją zatrzymać. Pierwsze dziesięć minut, w których mistrzowie Europy mogli strzelić trzy gole – Sergio Ramos, Pique i David Villa – ostatecznie ich do tego przekonało. Jeśli do tej pory piłkarze Berta van Marwijka pokazywali w turnieju coś, co Guus Hiddink nazwał niemieckim realizmem, to w finale przeszli do holenderskiego brutalizmu.
Nawet w słynnej wojnie z Portugalią w poprzednim mundialu więcej było z ich strony futbolu. Wczoraj rywali, którzy do tej pory mieli średnio po sześć fauli w meczu i potrafili zagrać półfinał bez jednej kartki, Holendrzy wciągnęli w bitwę, w której kartek było aż 14. Sami kończyli finał w dziesięciu. Zdumiewające, że na wyrzucenie kogoś z boiska trzeba było czekać aż do 109. minuty, i że sędzia wyciągnął czerwoną kartkę akurat za taktyczne popchnięcie Iniesty przez Johna Heitingę, jako drugą żółtą.
Tyle było w tym meczu sytuacji, w których można było pokazać czerwoną kartkę od razu, przede wszystkim wtedy, gdy Nigel de Jong w pierwszej połowie w wyskoku wbił Xabiemu Alonso korki w klatkę piersiową. Śmieszny jest przepis o karze za zdjęcie koszulki, jeśli Iniestę za uczczenie pamięci przyjaciela spotyka to samo co de Jonga za głupotę pomieszaną z brawurą.
[srodtytul]Im łatwiej, tym gorzej[/srodtytul]
Ale i holenderskie pretensje do Webba były uzasadnione. Zwłaszcza za sytuację, w której Arjen Robben w drugiej połowie przegrał drugi pojedynek z Casillasem. Znalazł się przed nim, choć najpierw próbował go staranować Puyol, potem Pique. Robben sytuację zmarnował, ale Webb powinien Puyolowi pokazać żółtą kartkę. A wtedy to Hiszpanie pierwsi graliby w dziesięciu.
Przede wszystkim jednak ta Holandia, może najbrzydsza, jaką kiedykolwiek oglądaliśmy, już wtedy powinna prowadzić. Wcześniej w drugiej połowie Robben po podaniu Sneijdera biegł sam na bramkę przez 20 metrów. To jest jednak jeden z tych piłkarzy, dla których im łatwiej, tym gorzej. Gdyby miał przedryblować jeszcze pięciu rywali albo strzelał z woleja, pewnie zdobyłby gola. A tak myślał długo, wybrał nawet dobry róg, Casillas rzucił się w przeciwny, ale wyhamował, zostawił stopę i odbił nią piłkę.
Hiszpanie też mieli potem swoje znakomite sytuacje. Gdy Sergio Ramos uderzał głową, David Villa z kilku metrów trafił w wyciągniętą stopę Heitingi. Aż wreszcie Iniesta dostał podanie, które Hiszpanię koronowało na mistrza świata i Europy, a jego na bohatera mundialu. Tak jest po prostu sprawiedliwie.
[ramka][srodtytul]Finał[/srodtytul]
[b]Hiszpania - Holandia 1:0 po dogrywce [/b]
Bramka: A. Iniesta (116).
Żółte kartki: C. Puyol, S. Ramos, J. Capdevilla, A. Iniesta, Xavi (Hiszpania); R. van Persie, M. van Bommel, N. de Jong, G. van Bronckhorst, J. Heitinga, A. Robben, G. van der Wiel, J. Mathijsen (Holandia). Czerwona kartka (za drugą żółtą): J. Heitinga (109, Holandia).
Sędziował Howard Webb (Anglia). Widzów 84 490.
[b]Hiszpania:[/b] Casillas - Ramos, Pique, Puyol, Capdevila - Busquets, Xabi Alonso (87, Fabregas) - Iniesta, Xavi, Pedro (60, Navas) - Villa (106, Torres).
[b]Holandia:[/b] Stekelenburg - van der Wiel, Heitinga, Mathijsen, van Bronckhorst (105, Braafheid) - van Bommel, de Jong (99, van der Vaart) - Robben, Sneijder, Kuyt (71, Elia) - van Persie.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA