fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Królestwo letniego kiczu

Letni hit to tatuaże z henny. Można sobie zamówić np. smoka, delfina albo chińskie znaki
Fotorzepa, BK Beata Kitowska
Okręt w butelce przegrywa dziś z muszelkowym etui na iPada oraz tatuażem z henny a la Doda
– Mam cycki do uciskania – śmieje się pani Małgosia, która sprzedaje letni miszmasz na jednym ze stoisk w Mielnie, pytana o gadżeciarski hit lata. – Ponoć są antystresowe, bo napięcie mija, gdy się je miętoli.
Silikonowe cycki po 8 zł sztuka swobodnie mieszczą się w dłoni i są miłe w dotyku. Pani Małgosia podkreśla, że mimo iż trzyma je na zapleczu, idą jak ciepłe bułeczki: – Zarówno panowie, jak i panie pękają ze śmiechu i kupują je dla zgrywu.
Przedmioty "dla zgrywu" zdominowały w tym roku letnie pasaże handlowe we wszystkich polskich kurortach nad morzem. – W tym roku towar musi być crazy – mówi pani Żaneta, od lat w branży pamiątkarskiej. – Inaczej nie zarobimy na życie, a trzy miesiące handlu w sezonie to nasze roczne utrzymanie.
[srodtytul]Pokażę ci, kim jestem[/srodtytul]
Lato ma kolor żarówiasty – króluje kłujący pomarańcz i niemiłosierny seledyn. Zarówno tzw. dmuchacze – dwumetrowe krokodyle, żaby, morsy, rekiny, jak i plażowe ręczniki – mają siłę rażenia. Wzory? Kiczowo-modowe. Rządzą: Shrek, Hannah Montana, auta Ferrari, czarne pantery i tęsknookie labradory.
Największym hitem są jednak gadżety z imionami. – Ludzie przychodzą całymi rodzinami i wybierają je, dokładnie czytając opisy na opakowaniu – mówi pani Joanna ze stoiska z drobnymi pamiątkami.
Z opakowania można się dowiedzieć, że np. "Józef" to dobry mąż "z którego rąk wychodzi dzieło trwałe i solidne", że imię pochodzi od "Jahwe" oraz że nosili je Beck, Piłsudski i Stalin. Imiona robią furorę na długopisach, breloczkach, podstawkach pod kubek i imitacjach rejestracji samochodowych. – Rodzice często przyczepiają tabliczki do wózka albo wkładają za szybę samochodu na modłę kierowców tirów – opowiada sprzedawczyni.
Rejestracje idą nie tylko z powodu imion. Tabliczkę z napisem "Moja fura" kupuje synowi Tomkowi pan Marek z Oleśnicy. – Przykręcisz mi do roweru, dobra? – prosi Tomek. Pan Marek kiwa głową i wyjaśnia: – Pamiątek raczej nie kupujemy, chyba że syn nas naciągnie. My z żoną wolimy pójść na rybkę. Szkoda pieniędzy na takie głupoty.
Polacy nie grają na mundialu, ale np. biało-czerwone szaliki z imieniem i napisem "Kibicujemy Polsce" – są bardzo popularne. – Kupują je głównie faceci i przyczepiają sobie w autach jako ozdobę – mówi sprzedawca.
Patriotyczny akcent tworzą też poduszki w barwach narodowych z wmontowanym szumem morza. Lepiej schodzą jednak jaśki z napisami – do wyboru: "Dzisiaj nie, kochanie" albo "Dzisiaj tak, kochanie".
[srodtytul]Co w głowie, to na koszulce [/srodtytul]
Bo to lato specjalizuje się w komunikacji niewerbalnej. Na przykład poprzez tabliczki na drzwi. Wśród najpopularniejszych, co zrozumiałe, "Szef wszystkich szefów", "Gabinet prezydenta". Ale dlaczego najlepiej sprzedaje się "Bestia", tego nikt nie umie wytłumaczyć.
Wiadomo za to, dlaczego wśród koszulek z żartobliwymi nadrukami wzięciem cieszy się "Najlepszy dziadek na świecie". – Wnuki kupują je dziadkom, bo wiedzą, że zrobią im tym frajdę – mówi Agnieszka, sprzedawczyni koszulek z hasłem.
Absolutnym hitem jest T-shirt z logo PiS i rozwinięciem: "Piwo i Sex". Furorę robią też: "Seksinstruktor – pierwsza lekcja gratis", "Żona albo zdrowie, wybór należy do ciebie", "Koszulka odchudzająca", "Mam puste konto, ale jestem fajny" oraz koszulka z butelką i napisem "Szukam drugiej połówki". Wysoką popularność z ubiegłorocznego sezonu utrzymują wdzianka z nadrukiem: "Chodzi pogłoska, że jestem boska", "Nie jestem ginekologiem, ale mogę zerknąć" czy "Życie zaczyna się po 50-ce... Wyborowej".
Trudno się też nie uśmiechnąć na widok kamizelki odblaskowej z napisem "Pogotowie seksualne", "Debeściak", "Ojciec dyrektor" czy "Reżyser scen śmiałych". Nawet damskie figi zachęcają do kupna zgrabnym hasłem, np. "Kochaj mnie", co w zestawieniu z obrazkiem jelenia wypada czytać, że kochać należy bezwarunkowo.
Letni gadżet nie musi mieć sensu. Ma bawić albo zaskakiwać. Dlatego ludzie kupują halloweenowe krwawe oczy lub silikonowe czaszki z widoczną częścią mózgu, które po naciśnięciu pokazują zielonkawe bąble. Są też megaokulary, np. z symbolem dolara, czy okulary-żaluzje. Można też zaopatrzyć się w certyfikaty. Do wyboru są m.in.: "Instrukcja obsługi żony", "Zezwolenie na palenie trawy" czy "Żółte papiery – zastępczy dowód tożsamości porąbanego".
Jeśli ktoś łasy na honory i odznaczenia, może zaopatrzyć się w złoty medal: "Dla najlepszego bzykacza na świecie", a jeśli wprost przeciwnie – w "bicze". Są "Na chłopa" i "Na babę". Najlepiej jednak idą te z napisem "Na d...".
W kolorowych perukach w Mielnie chodzą głównie mężczyźni. – Także oni najchętniej kupują świecące albo różowe "uszy" – śmieje się pani Iwona ze stoiska z pamiątkami przy głównym wejściu na plażę.
– Chcemy nie tylko odpocząć, ale też się dobrze zabawić, stąd nasze nowe włosy – mówi Krzysztof z Koronowa.
A panie? Wolą wzorki na paznokciach. – Nigdy w życiu czegoś takiego sobie nie robiłam, ale wygląda to bardzo elegancko, a ja już wyjeżdżam do domu, więc trzeba zadać szyku – opowiada Grażyna Sumara, która do Mielna przyjechała na wakacje z Cieszyna.
– Wszyscy rzucili się na tatuaże i mam coraz mniej zamówień – martwi się jednak pani Joanna, artystka od paznokci. Milimetrowe wzorki robi ręcznie. Panie najchętniej zamawiają mikrokwiatki z brokatem.
Letni hit to tatuaże z henny. – Przychodzą całe rodziny – mówi Aneta z Olsztyna, która w Mielnie zarabia na zagraniczne wakacje, malując ludziom na ciele smoki, delfinki i chińskie znaki. – Dziewczyny pytają o wzór tatuażu Dody, ale akurat takiego nie mam, proponuję więc chińskie znaki. Nikt nie wie, co znaczą, ale nawet jak coś głupiego, zmyją się po tygodniu czy dwóch.
[srodtytul]Potworki z automatu [/srodtytul]
"Najtaniej na świecie" to prawdziwe królestwo letniego kiczu. Do wielkiego białego namiotu wchodzi się z koszykiem. Pamiątki w pakietach i rzędach "Wszystko za 1 zł", "wszystko za 5 zł", "wszystko za 8 zł". Na półkach – świecące mydło, trójwymiarowy obrazek z łabędziem, kula z rafą koralową, bursztyn na nalewkę, buteleczka z morskim piaskiem i wodą z Bałtyku z wodorostami, portfeliki z brokatem, z bohaterami Mangi, z Liverpoolem i Milanem i – oczywiście – z muszelkami.
Obok namiotu ściana z automatami, które wyglądają identycznie jak te w szpitalach, gdy po wrzuceniu dwuzłotówki wyskakuje kula z foliowymi ochraniaczami na obuwie. Tu wygraną są żelowe potworki, trupie czaszki i shrekowe figurki.
Widać, że branża pamiątkarska nadąża za technologią, bo na jednym ze stoisk, oprócz klasycznych etui na komórki, są też większe – na iPhona, z muszelkową obwódką. Można też przebrać laptopa w zebrę.
Wisiorki z guziczkiem włączającym diody led i diodowe rogi zastąpiły popularne w ubiegłych sezonach "świecące patyki" królujące zwłaszcza na imprezach techno. Wciąż dobrze się sprzedają kryształowe, grawerowane pamiątkowo kostki, podświetlane od spodu. – Fajnie wyglądają w kredensie – zachęca sprzedawca.
[srodtytul]Żaglowiec odpada [/srodtytul]
- Klasyczny kicz w tym roku już na siebie nie zarobi – podkreśla pani Joanna ze stoiska z sezonowymi pamiątkami. – Wszystko, co się kurzy na półce, jest już passé. Żaglowiec czy latarnia morska na skałce z muszelek odpada. Nie ma już chętnych na pozytywki w muszelkowej szkatułce. Nie idzie już nawet bursztyn na nalewki. Ludzie chcą zabawy, zapomnienia, a nie nostalgii, listu w butelce.
Waldemar Andruszko w kapitańskiej czapce, jakiej nie chcą już kupować turyści, tylko kiwa głową. – Nic nie idzie, dosłownie nic. Maskę afrykańską to może jedną na tydzień sprzedam – mówi. A zegar w śrubie okrętowej? – Od dwóch lat wisi i nic – macha ręką pan Waldemar. – Podobnie jak te w kole sterowym. I modele żaglowców też tylko ludzie oglądają, ale żeby kupić, to nie.
Jego żona Maria, z którą od kilku lat dorabiają do emerytury, sprzedając pamiątki, dziwi się: – Jak pamiątka znad morza, to chyba musi być jakiś akcent, choćby muszelka... Przy obrazach typu okręt na wzburzonym morzu (akwarela plus drobny bursztyn) pustawo. Podobnie przy stojących w smutnym ordynku żaglowcach zatopionych w szkle. – Z nadmorskich "klasyków" sprzedają się jeszcze tzw. piaskowe obrazy, bo starsi klienci wciąż widzą w nich jakiś urok – mówi sprzedawczyni w sklepiku z "dziełami sztuki". A może to działa marketing? "Widok miękkiego opadania ziarenek piasku, tworzącego fantastyczne rysunki, wprowadza odbiorcę w stan odprężenia, relaksu i wyciszenia" – napisał producent w opisie. – "Wpływa kojąco na układ nerwowy i tym samym na stan całego naszego organizmu".
[srodtytul]Dziecięcy arsenał [/srodtytul]
Jak mają nie blaknąć okręty w butelkach i "kapitańskie fajki" z napisem "Mielno", skoro nawet dziecięce hity ubiegłych lat – dmuchane miecze rycerzy Jedi i młoty Thora obecnie smętnie popuszczają powietrze w oczekiwaniu na małego klienta. Dziś wybiera on współczesny arsenał: jest pistolet Desert Eagle, jest M-16, AK-47, a nawet bazooka. Uzupełnieniem broni może być dla malca koszulka z napisem "Mały terrorysta" albo "AD/HD", z liternictwem nawiązującym do sławnej grupy AC/DC. W ostateczności wystarczy "Król piaskownicy" albo "Człowiek demolka".
Czy klient duży czy mały, pamiątka znad morza musi zawierać pierwiastek identyfikacji z nastrojem. Nie przypadkiem pan Darek, mechanik z Bydgoszczy, przymierzając koszulkę z nadrukiem, śmieje się, gdy na jego muskularnej klatce piersiowej pręży się napis: "Pier... ę, nie robię". – A co? – kwituje pan Darek. – Mam jeszcze dwa tygodnie urlopu.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA