fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Nie wierzę w zmianę Kaczyńskiego

Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Jarosław Kaczyński na czas kampanii wyborczej zawiesił stawianie pytań o tragedię smoleńską, a być może także rzucanie oskarżeń pod adresem Donalda Tuska. Teraz tak wstrzemięźliwy już pewnie nie będzie – pisze publicysta TVN i TVN 24
Zawiesiliśmy tę sprawę w trakcie kampanii – musimy uzyskać właściwą odpowiedź w każdym wymiarze: moralnym, politycznym i tym prawnym” – tak pół godziny po zakończeniu kampanii wyborczej o smoleńskiej katastrofie mówi prezes PiS, brat bliźniak nieżyjącego prezydenta. Co mogą oznaczać te słowa?
Dla mnie to jasny sygnał: minął czas podlizywania się wyborcom, czas, gdy piarowcy mówią politykom, co mają mówić i jak się zachowywać. Teraz można być sobą, a nie wirtualną postacią, na którą powinni głosować wyborcy.
[srodtytul]Moralna wina Tuska[/srodtytul]
Otoczenie Jarosława Kaczyńskiego, nie publicznie wprawdzie, lecz w kuluarowych rozmowach nie kryło, że w moralnym wymiarze za tragedię odpowiedzialny jest Donald Tusk. To on bowiem zgodził się na propozycję strony rosyjskiej, by przyjechać do Katynia przed prezydentem Lechem Kaczyńskim i spotkać się tam z premierem Władimirem Putinem.
Gdyby premier tej propozycji nie przyjął, wszystko mogłoby wyglądać inaczej – uważają politycy PiS. Gdyby do Katynia leciały nie dwie, lecz jedna delegacja, do tego z premierem i prezydentem na pokładzie, wszystko byłoby lepiej przygotowane, bo za logistykę odpowiada przecież Kancelaria Premiera. Według tych polityków Donalda Tuska moralnie dodatkowo obciąża fakt, że zdawał on sobie sprawę z tego, iż Putin spotyka się z nim po to, by w oczach Polaków – przed zbliżającymi się wyborami prezydenckimi – wykreować go na męża stanu, z którym liczą się potężni sąsiedzi. Męża stanu, którym zawsze chciał być Lech Kaczyński i któremu nie bardzo to wychodziło.
[srodtytul]Inny człowiek w kampanii[/srodtytul]
Jarosław Kaczyński nie po raz pierwszy udowodnił, że na czas kampanii wyborczej potrafi się stać zupełnie innym człowiekiem, niż jest w rzeczywistości. Pamiętam, gdy podczas wyborów w 2007 roku zapowiadał w Radiu Maryja, że jego noga nie postanie w programie „Teraz my”. Pamiętam też, jak pod koniec kampanii, kiedy widmo przegranej zaglądało mu w oczy, przyszedł do programu i jakim był uroczym rozmówcą potrafiącym odpowiadać żartem na trudne pytania.
[wyimek]Szef PiS nie po raz pierwszy udowodnił, że na czas kampanii wyborczej potrafi się stać zupełnie innym człowiekiem, niż jest w rzeczywistości[/wyimek]
A przypomnę, że działo się to po tym, gdy wraz z Tomaszem Sekielskim nagraliśmy ukrytą kamerą Renatę Beger, która w swym hotelowym pokoju negocjowała z Adamem Lipińskim między innymi możliwość wykupienia za publiczne pieniądze weksli posłów Samoobrony. Weksle te były zabezpieczeniem, które miało uniemożliwić żołnierzom Leppera dezercję z jego armii. Lipiński zaś realizował pomysł prezesa PiS, by stworzyć Samoobronę bis – ugrupowanie popierające rząd, ale bez Leppera.
Gdy taśmy pojawiły się na antenie TVN, cała stacja i program „Teraz my” zostały okrzyknięte przez PiS wrogiem numer jeden. Padały bezpodstawne oskarżenia o współpracę z WSI.
Na potrzeby kampanii wyborczej Jarosław Kaczyński zapomniał jednak o tym i do programu przyszedł. Niedługo po zakończeniu kampanii wrócił do poprzedniej retoryki. Mojego redakcyjnego kolegę i mnie nazwał ludźmi bez honoru tylko dlatego, że pytaliśmy o finanse Porozumienia Centrum.
[srodtytul]Czy coś go powstrzyma[/srodtytul]
Per analogiam Jarosław Kaczyński na czas obecnej kampanii wyborczej zawiesił stawianie pytań, a być może także rzucanie oskarżeń pod adresem Donalda Tuska. Pytany o film „Solidarni 2010”, w którym przychodzący po katastrofie smoleńskiej przed Pałac Prezydencki ludzie formułują zarzuty pod adresem rządu, odpowiadał wymijająco.
Myślę, że teraz tak wstrzemięźliwy już jednak nie będzie. Dowodem na to mogą być słowa, jakich Jarosław Kaczyński użył w swym powyborczym przemówieniu. Mówił przecież o „poległych” w katastrofie smoleńskiej, a poległy to ktoś, kto zginął w walce.
Mówił o „męczeńskiej śmierci” pasażerów tupolewa, a tam, gdzie jest męczeństwo, powinni być też oprawcy, którzy to męczeństwo zadają. Z kim walczyli „polegli” w katastrofie politycy PiS, wiadomo – walczyli z PO. Na razie nie do końca wiadomo, kto zadał „poległym” „męczeńską śmierć”, ale tego – według polityków PiS – na pewno nie wyjaśni rosyjskie śledztwo.
Trudno mi uwierzyć, że Jarosław Kaczyński zdoła długo jeszcze powstrzymywać się od zaostrzenia tonu swoich wypowiedzi. Jedynym hamulcem może być dla niego wynik wyborczy. Pokazywanie nowej – nie groźnej, lecz dobrotliwej – twarzy dało mu 46,99 procent głosów w drugiej turze wyborów. Wynik, o którym, gdyby nie katastrofa smoleńska i nowa taktyka, nawet nie mógłby marzyć.
Jarosław Kaczyński w powyborczym przemówieniu mówił: „…przed nami kolejne wybory samorządowe, parlamentarne, musimy być nadal zmobilizowani, musimy zwyciężać”. Skoro zaś taktyka umiaru i spokoju daje wyniki, może warto nadal ją stosować?
[srodtytul]Drażnienie Palikotem[/srodtytul]
Ostatnia kampania pokazała jednak, że zręcznie stosowane zabiegi piarowskie mogą, w sprzyjających okolicznościach, zmienić wizerunek każdego człowieka, i to w niecałe dwa miesiące. Po co więc się hamować, gdy następne wybory samorządowe odbędą się pod koniec roku, a parlamentarne za rok z okładem?
Trzeba też przyznać, że polityczni przeciwnicy Jarosława Kaczyńskiego nie ułatwiają mu zadania. Wiedzą doskonale, że szef Prawa i Sprawiedliwości groźny, budzący strach to polityk słaby, z małym poparciem.
W dzień po zakończeniu wyborów prezydenckich wypuszczają więc na scenę znanego prowokatora Janusza Palikota, by drażnił prezesa PiS oskarżeniami, że prezydent Lech Kaczyński ma na rękach krew. Liczą na to, że prezes PiS da się sprowokować i wyjdzie z ram, które narzucili mu jego doradcy. W kampanii wyborczej takim prowokacjom nie ulegał, ale co będzie teraz? Wiadomo, że na punkcie brata Jarosław był zawsze bardzo czuły.
Nie można jednak wykluczyć, że przemiana Jarosława Kaczyńskiego nie jest zabiegiem piarowskim związanym z kampanią wyborczą. Śmierć najbliższej osoby – brata bliźniaka – może trwale zmienić psychikę nawet dojrzałego człowieka. Ja jednak nie wierzę w takie przemiany polityków – zarówno tych z prawej, jak i lewej strony sceny politycznej.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA