fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

MŚ 2010 - RPA

Diego pyta: macie problem?

ROL
Argentyna – Niemcy. Przed sobotnim ćwierćfinałem wojna na słowa, a w tle piękna historia i dramaty
Żeby napisać nowy rozdział tej książki, trzeba wielkiego autora. Diego Maradona wydaje się właściwym człowiekiem. Śmieje się z tego, co ludzie mówią, że niby jest kiepskim trenerem, a przecież jego drużyna do ćwierćfinału doszła tak, że na trybunach czuć było podmuch wiatru.
Maradona pamięta Niemców z finału w 1986 roku, kiedy Argentyna prowadziła 2: 0, rywalom udało się wyrównać i dopiero gol Jorge Burrachagi dał Argentynie tytuł. Cztery lata później Maradona po finale płakał jak nigdy. Niemcy wygrali po nudnym meczu i rzucie karnym w końcówce. Argentyńczycy kończyli w dziewiątkę, bo nie lubią przegrywać.
Cztery lata temu ćwierćfinał pomiędzy tymi drużynami w Berlinie zakończył się bijatyką. Po przegranym konkursie karnych dostało się Perowi Mertesackerowi i Bastianowi Schweinsteigerowi. Maradona siedział wtedy w hotelu, bo ostentacyjnie wyszedł ze stadionu, pokazując, że nie akceptuje tego, iż ochrona nie chce wpuścić na mecz jego świty. Oczywiście bez biletów.
[srodtytul]Masz problem?[/srodtytul]
Duchy tamtego meczu wróciły w poprzednim tygodniu. Kapitan reprezentacji Niemiec Philipp Lahm zaczął się głośno zastanawiać, czy Argentyńczycy nauczyli się już przegrywać, i zapowiedział, że sprawdzi to w sobotni wieczór w Kapsztadzie.
Schweinsteiger stwierdził, że sukcesy Argentyńczyków w dużej mierze wynikają z ich wpływu na sędziów. – Gestykulują, wymuszają na nich korzystne decyzje. To nie jest część gry, to brak szacunku – powiedział.
Maradonę łatwo sprowokować. Najpierw zapewnił, że jego piłkarze nie będą zwracać uwagi na głupoty opowiadane przez Niemców, po czym w trakcie wywiadu dla telewizji spojrzał w kamerę i zapytał: „Schweinsteiger, masz jakiś problem? Denerwujesz się?”.
[srodtytul]Nerwus za kierownicą[/srodtytul]
Przed mistrzostwami świata to Argentyńczycy się denerwowali, że chociaż wysyłają do RPA autobus świetnych piłkarzy, to jednak za kierownicą posadzili nerwusa, który może spowodować wypadek. Cztery mecze – zwycięstwa z Grecją, Nigerią, Koreą Południową i Meksykiem – w których Maradona podejmował czasami decyzje wbrew kolegom ze sztabu (na przykład wprowadzenie Martina Palermo, który później strzelił gola), pokazały, że aby prowadzić drużynę do sukcesów, nie trzeba być wielkim taktykiem, wystarczy po prostu przekonać do siebie piłkarzy.
– Nie tłumaczę Leo Messiemu, jak ma grać. Sam musi to wiedzieć. Mnie też nikt nigdy niczego nie musiał tłumaczyć – wyjaśnia swoją filozofię Maradona. Messi nie trenował w czwartek, lekarze zapewniają, że to tylko lekkie przeziębienie. Według argentyńskich mediów ten mecz może ostatecznie przekonać, że jest to mundial napastnika Barcelony. Do tej pory nie strzelił gola, ale tylko ci, którzy nie widzieli meczów, mogliby pomyśleć, że zawodzi.
Niemcy też mają swoje problemy, drobne kontuzje leczą Lukas Podolski i Mesut Ozil. Ten drugi na mundialu gra tak, że interesuje się już nim Barcelona. Joachim Loew, który kurtuazyjnie przyznaje, że Argentyna jest głównym faworytem do tytułu, ma w swoim kraju do udowodnienia niewiele mniej niż Maradona u siebie.
[srodtytul]Lepiej bez Ballacka[/srodtytul]
To Loew jest głównym architektem zmiany gry reprezentacji: na mundialu w RPA nikt nie może nazwać jej triumfów wymęczonymi. Widać jednak, że Niemcy ciągle się uczą, bo poza zwycięstwami 4: 0 z Australią i przede wszystkim 4: 1 z Anglią w 1/8 finału przytrafiła im się porażka 0: 1 z Serbią. Piłkarze Loewa grają atrakcyjnie, tak szybko, iż rywale nie orientują się w ich zagraniach, a do tego są tak młodzi, że ciągle nieobliczalni.
Być może na dobre wyszła drużynie kontuzja Michaela Ballacka – Schweinsteiger przejął jego rolę na boisku i poza nim, a młodzi nie boją się już podejmować ryzykownych decyzji. Loew okazał się nowoczesnym trenerem nowoczesnej drużyny. Potrafił zjednoczyć potomków imigrantów ze wszystkich stron świata w jednym celu – by uczynić Niemców mistrzami świata.
O Loewie i jego piłkarzach w ciepłych słowach wypowiedział się Pele. Zapytany o Argentynę urządził dogrywkę wojny słownej z Maradoną. Stwierdził arbitralnie, że zły sposób prowadzenia się obecnego trenera musi wpłynąć na reprezentację.
Obie drużyny marzą o ataku, ale myślą o obronie. W ostatnim tygodniu i jedni, i drudzy trenowali rzuty karne. Cztery lata temu Jens Lehmann po zakończeniu dogrywki wyjął zmiętą kartkę, na której miał zapisane instrukcje, w którą stronę powinien się rzucać po strzałach konkretnych piłkarzy. Niemcy wygrali, bo obronił uderzenia Estebana Cambiasso i Roberta Ayali.
Maradona kazał przygotować karteczkę dla Sergia Romero. To nieprawda, że nie chce się uczyć.
[i]Michał Kołodziejczyk z Port Elizabeth[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA