fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

Banki po kryzysie

PARKIET, Szymon Łaszewski Szymon Łaszewski
- Sektor finansowy czeka istotne zaostrzenie regulacji. Jednak trzeba przy tym pamiętać o ryzyku nadmiernego rozdęcia kontroli - pisze Mariusz Grendowicz, prezes BRE Banku
Mijający kryzys finansowy wywołał globalną dyskusję o niedoskonałości dotychczasowych form nadzoru bankowego. Niecałe dwa lata po upadku Lehman Brothers branża finansowa jest wprost zalewana propozycjami nowych rozwiązań nadzorczych.
Z jednej strony sami regulatorzy wychodzą na rynek z nowymi pomysłami, z drugiej zaś widoczna jest presja polityczna, aby rozliczyć sektor z kosztów pomocy udzielonej niektórym uczestnikom rynku i odciążyć tym samym napięte budżety państwowe.
Tak czy inaczej sektor finansowy czeka istotne zaostrzenie regulacji. Instytucje finansowe, które jako główni zainteresowani uczestniczą w procesie przygotowywania nowych regulacji, coraz częściej zwracają jednak uwagę na ryzyko przeregulowania sektora.
W ostatniej dekadzie zdecydowanie przyspieszył rozwój innowacji finansowych. Gwałtownie wzrosła popularność niektórych instrumentów. Warunkiem skutecznego nadzoru jest posiadanie rzetelnej wiedzy o monitorowanej działalności. Tymczasem popularyzowane instrumenty finansowe osiągnęły poziom skomplikowania, który w znacznym stopniu uniemożliwiał nadzorcom prawidłową ocenę związanego z nimi ryzyka.
Ewolucja działalności sektora bankowego, poza rozwojem inżynierii finansowej, ma jeszcze drugi aspekt. Globalizacja rynku finansowego powoduje rozrost skali działalności instytucji finansowych w ujęciu geograficznym. Przejrzystość globalnej działalności grup finansowych w konfrontacji z narodowym charakterem nadzorców zostaje w ten sposób istotnie ograniczona.
Rozrost instytucji finansowych powoduje, że w pewnym momencie monitoring działalności międzynarodowych grup bankowych staje się istotnie utrudniony. Dodatkowo skala działalności i system powiązań takich instytucji z pozostałymi graczami skutkuje wzrostem ich znaczenia z punktu widzenia ryzyka systemowego, tzn. ich znaczenie jest tak duże, że potencjalne bankructwo grozi załamaniem stabilności całego sektora finansowego (too-big-to-fail). Miniony kryzys unaocznił, w jak istotny sposób problemy jednego podmiotu przekładają się na destabilizację sektora.
Powyższe argumenty pokazują, jak ważne jest całościowe spojrzenie na sektor zarówno w aspekcie geograficznym, jak i aspekcie przedmiotu działalności. Zrozumienie powiązań między podmiotami oraz ewoluującego charakteru działalności wydaje się kluczowe dla bezpieczeństwa systemu finansowego w skali globalnej. Takiego spojrzenia brakowało w dotychczasowej polityce nadzorczej.
[srodtytul]Nowe rozwiązania[/srodtytul]
Spośród pomysłów na nowe regulacje dla sektora finansowego na szczególną uwagę zasługuje koncepcja rozwiązań dla europejskiego sektora bankowego przedstawiona w grudniu 2009 roku przez Bazylejski Komitet Nadzoru Bankowego (tzw. Bazylea III).
Komitet przedstawił szeroką gamę nowych wymogów dla banków, których szczegóły będą jeszcze przedmiotem analiz. Nowe regulacje miały wejść w życie przed końcem 2012 roku, aczkolwiek trudności w dojściu do porozumienia przez kraje grupy G20 wskazują na późniejszy termin wprowadzenia nowych regulacji.
Podczas gdy obecne uregulowania, czyli tzw. Bazylea II (zaproponowane przez Komitet Bazylejski, a wprowadzone w życie unijną dyrektywą), koncentrują się jedynie na wymogu kapitałowym, nowe rozwiązania wdrażają również wymogi związane z aspektami płynnościowymi oraz mechanizmy polityki antycyklicznej.
[srodtytul]Wymogi kapitałowe[/srodtytul]
Doświadczenia minionego kryzysu pokazały, że wymogi kapitałowe nie uchroniły sektora finansowego przed destabilizacją. Pięć największych ratunkowo przejętych instytucji finansowych w USA oraz upadły Lehman Brothers miało współczynniki wypłacalności między 12,3 proc. a 16,1 proc.
Nie oznacza to, że podwyższenie wymogów kapitałowych nie jest dobrym rozwiązaniem. Proponuje się mianowicie zawężenie definicji wskaźnika kapitałowego oraz ustalenie odrębnego minimum dla relacji kapitału Tier1 do aktywów ważonych ryzykiem. Wzrost wymogów należy ocenić pozytywnie, gdyż bez wątpienia stabilizują system bankowy i uodparniają przed klasycznym typem wstrząsów bankowych związanych z absorpcją strat.
Ważne jest jednak, aby nie przywiązywać zbyt wielkiej wagi wyłącznie do wskaźników kapitałowych. Przy okazji warto zaznaczyć, że z punktu widzenia banków w Polsce proponowane zawężenie definicji kapitału do wyliczania współczynnika wypłacalności nie stanowi problemu.
W kontekście niskiej skuteczności wskaźników kapitałowych jako miernika diagnozującego z wyprzedzeniem stabilność systemu pozytywnie należy ocenić próbę standaryzacji wskaźników płynnościowych w perspektywie krótkookresowej oraz w perspektywie długookresowej (wskaźnik stabilnego finansowania netto). To właśnie problemy płynnościowe wymusiły działania ratujące banki w minionym kryzysie.
[srodtytul]Standaryzacja wskaźników[/srodtytul]
W odniesieniu do propozycji wskaźnika pokrycia płynności problematyczna może się okazać definicja środków o wysokiej płynności przyjęta na poziomie europejskim. Wprowadzenie sztywnej definicji skutkować będzie brakiem elastyczności przy pomiarze ryzyka płynności. Należy przy tym zauważyć, że wzrost zapotrzebowania na kwalifikowane aktywa płynne może się przełożyć na wzrost kosztów płynności, które paradoksalnie mogą zwiększyć skłonność banków do podejmowania bardziej ryzykownych transakcji (o wyższej stopie zwrotu), kompensujących wyższy koszt.
Kryzys sektora finansowego wiązał się przede wszystkim z niedopasowaniem źródeł finansowania do prowadzonej ekspansji po stronie aktywów. Okazało się, że przy obecnej skali działania banków model „maturity transformation” bazujący na finansowaniu długoterminowych aktywów przez krótkoterminowe pasywa, w tym krótkie depozyty i krótkoterminowe finansowanie na międzybankowym rynku hurtowym, nie sprawdził się.
Kryzys zaufania szybko zachwiał stabilnością finansowania działalności bankowej. To właśnie niedopasowanie struktury terminowej aktywów i pasywów bankowych stanowi dzisiaj kluczowe wyzwanie dla sektora. Komitet Bazylejski proponuje wprowadzenie wskaźnika stabilnego finansowania netto, którego ideą jest właśnie zapewnienie wzrostu aktywów w oparciu o bezpieczne, odpowiednio skomponowane finansowanie długoterminowe (powyżej jednego roku), a nie w oparciu o krótkoterminowe finansowanie hurtowe.
Co ważne, proponowane rozwiązanie nie ogranicza się jedynie do pozycji bilansowych, ale sugeruje uwzględnienie również pozycji pozabilansowych. Pomysł, choć nowatorski i ciekawy, wiąże się podobnie jak w przypadku wskaźnika pokrycia płynności z problemem uniwersalnej definicji, tym razem odnośnie do zdefiniowania stabilności źródeł finansowania, która w znacznym stopniu zależy od specyfiki rynków lokalnych.
W Polsce rynek finansowania długoterminowego jest mocno ograniczony – brakuje regulacji umożliwiających rozwój sekurytyzacji, do emisji listów zastawnych uprawnione są jedynie banki hipoteczne, których znaczenie w rozwoju akcji kredytowej jest znikome, a podstawowe źródło finansowania działalności bankowej, tj. depozyty klientowskie, charakteryzują się istotnie krótszymi terminami, niż ma to miejsce w rozwiniętych gospodarkach krajów Europy Zachodniej. Podczas gdy w strefie euro depozyty terminowe o okresie zapadalności powyżej dwóch lat stanowią ponad jedną piątą wolumenu depozytów, w Polsce analogiczny wskaźnik to zaledwie 1 proc.
Tak więc wydaje się, że najbardziej rozsądna formą byłoby wprowadzenie regulacji płynnościowych uwzględniających specyfikę lokalnych rynków. Ten postulat zresztą dotyczy również wielu pozostałych regulacji.
[srodtytul]Nowe zabezpieczenia[/srodtytul]
Propozycja wprowadzenia mechanizmów polityki antycyklicznej stanowi ważny krok w odniesieniu do bezpieczeństwa sektora bankowego, szczególnie, że dotychczasowe działania regulatorów miały raczej charakter procykliczny. Mechanizmy te miałyby obejmować dwa aspekty: (i) tworzenie rezerw na podstawie modeli oczekiwanych strat, jakie mogą powstać w pełnym cyklu życia portfela; (ii) tworzenie bufora kapitałowego w okresie „nadmiernego” wzrostu akcji kredytowej w gospodarce, jako próba zwiększenia możliwości absorpcji strat w sektorze w okresie kryzysu. Istotnie, amplituda wahań odpisów w sektorze bankowym była dotychczas znacząca – w Polsce wartość utworzonych rezerw i odpisów w 2007 r. stanowiła zaledwie 4 proc. wyniku z działalności bankowej, podczas gdy w 2009 r. rezerwy i odpisy pochłonęły prawie jedną czwartą wyniku z działalności bankowej.
Największe obawy polskiego sektora bankowego budzi jednak ryzyko uniwersalnej definicji „nadmiernego” wzrostu akcji kredytowej, jako poziomu, powyżej którego banki miałyby akumulować dodatkowy kapitał. Taki teoretyczny poziom różni się istotnie w porównaniu z Europą Zachodnią. Polska należy do grupy krajów, w których potencjał wzrostu sektora bankowego wciąż jest bardzo duży, a zbyt restrykcyjne ograniczanie wzrostu kredytów nie pozostanie bez echa z punktu widzenia wzrostu gospodarczego. Propozycje w tym zakresie powinny uwzględniać m.in. takie czynniki, jak skala „ubankowienia” gospodarki, relacje kredytów do PKB, jak również potencjalne tempo rozwoju gospodarki.
Na etapie prac nad nowelizacją dyrektywy Capital Requirement Directive (CRD) Komisja Europejska zaproponowała zwiększenie wymogów kapitałowych ze względu na ryzyko walutowe kredytów hipotecznych (drastyczne zwiększenie wag ryzyka w odniesieniu do detalicznych kredytów hipotecznych w walucie obcej). Propozycja wiązałaby się z ograniczeniem wzrostu akcji kredytowej w segmencie mieszkaniowym.
Z punktu widzenia banków ryzyko walutowe jest jedynie jednym z wielu ryzyk produktowych, a skupianie się tylko na nim może zamykać oczy na inne ryzyka, np. stopy procentowej. Ponadto w Polsce ryzyko walutowe wydaje się być dobrze zarządzane, a jakość portfela walutowych kredytów hipotecznych jest zdecydowanie lepsza niż kredytów złotowych.
Wydaje się, że ostateczny kształt większości nowych regulacji sektora bankowego poznamy w perspektywie najbliższego roku. Pozostaje pytanie, czy dodatkowe obostrzenia, nawet zakładając logiczne przesłanki ich wprowadzenia – w tym koncentrację na przedmiocie działalności, a nie na konkretnych instytucjach – będą w stanie zapewnić stabilność systemu finansowego na świecie w kolejnych dekadach.
Zasadna wydaje się również troska o wpływ nowych regulacji na rynek bankowy w Polsce. W związku z istotnymi różnicami w stosunku do większości rynków nowe regulacje mogą się okazać mniej dopasowane do ryzyk polskiego sektora bankowego. Co więcej, nowe regulacje mogą w istotny sposób ograniczyć wsparcie sektora bankowego dla wychodzącej z kryzysu gospodarki.
[i]Autor jest prezesem BRE Banku[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA