fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sylwetki

Komisarz do wzięcia

Już ponad miesiąc komitet etyczny KE bada, czy angaż Güntera Verheugena do instytucji finansowych nie prowadzi do konfliktu interesów z jego poprzednią pracą jako komisarza ds. przemysłu i przedsiębiorczości
Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Unijny komisarz to łakomy kąsek dla biznesu. Nie zawsze z powodu kwalifikacji czy doświadczenia. Bezcenne są jego kontakty
Nie ma dużej firmy, której los nie zależałby od decyzji podejmowanych w Brukseli. A tam były komisarz zostawia sieć znajomych, podwładnych, kontrahentów. Dla tych, którzy nie chcą wracać do polityki, biznes otwiera drzwi i kusi apanażami.
Ostatnie miesiące to wysyp informacji o nowych stanowiskach dla komisarzy, którzy na początku lutego zakończyli kadencję w Brukseli.
[srodtytul]Verheugen zapomniał[/srodtytul]
Aż trudno uwierzyć, że tak doświadczony komisarz jak Günter Verheugen, który w Brukseli urzędował przez dwie pięcioletnie kadencje – jako komisarz ds. rozszerzenia Unii oraz ds. przemysłu i przedsiębiorczości – nie zna kodeksu postępowania komisarzy. A jednak zapomniał poinformować Komisję Europejską o swoich planach zawodowych podejmowanych w ciągu roku od odejścia ze stanowiska komisarza, choć wymagane jest to w kodeksie postępowania.
W Brukseli o nominacji Niemca stało się głośno, gdy ogłosił to jego nowy pracodawca – Royal Bank of Scotland (RBS). Verheugen ma tam być doradcą i wiceszefem odpowiedzialnym za bankowość globalną oraz rynki Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki. Ostatecznie wystąpił z wnioskiem o zgodę Komisji, ale dopiero, gdy sprawę ujawniono.
Jego przypadek musi się wydawać dość skomplikowany, bo komitet etyczny radzi nad nim już od ponad miesiąca. – Komitet musi przeanalizować wiele informacji. Chodzi o zgodność z przepisami nie tylko planów zatrudnienia w RBS, ale także planowanego angażu w niemieckiej federacji banków spółdzielczych, organizacji zajmującej się problematyką Turcji oraz w firmie public relations – wyjaśnia „Rz” Michael Mann, rzecznik KE.
Krytycy zapowiadają, że skierują sprawę do unijnego ombudsmana (europejskiego rzecznika praw obywatelskich), jeśli decyzja Brukseli okaże się korzystna dla Niemca.
– Komisja Europejska nie powinna zgadzać się na jego zatrudnienie w RBS. To przypadek ewidentnego konfliktu interesów, gdy były komisarz zatrudniany jest tylko po to, żeby wykorzystywać swoje polityczne kontakty, w tym w unijnych instytucjach – argumentuje w rozmowie z „Rz” Paul De Clerck z organizacji Alter EU, będącej wspólną inicjatywą kilku stowarzyszeń działających na rzecz jawności działań w Unii. Szkocki bank zresztą tego nie ukrywa. – Jego (Verheugena) doświadczenie w europejskiej polityce oraz sieć kontaktów narodowych i międzynarodowych są dla RBS bardzo wartościowe – oświadczyła prezes banku Ingrid Herman.
Wątpliwości De Clercka budzi też planowane przejście Megleny Kunevy, byłej bułgarskiej komisarz ds. ochrony konsumenta, do francuskiego banku BNP Paribas. – Regulacje bankowe to dziś najważniejszy temat w Komisji Europejskiej, najbardziej lobbowany. Właśnie dla tego lobbingu bank ją wynajął – uważa De Clerck.
Głośnym echem w mediach odbił się także angaż Irlandczyka Charliego McCreevy’ego do Ryanaira. Werdykt Komisji Europejskiej był pozytywny, bo McCreevy odpowiadał za rynek wewnętrzny, a Ryanair toczył spory i zależał od decyzji podejmowanych przez komisarzy ds. transportu oraz ds. konkurencji.
– To słaby argument. Przecież Almunia, komisarz ds. konkurencji, to jego były kolega – uważa Paul De Clerck.
Do firmy FIPRA zajmującej się public relations odszedł Joe Borg, były maltański komisarz ds. rybołówstwa. Jedyny warunek – nie będzie angażował się w projekty związane z jego dawną teką.
[srodtytul]Rok to za mało[/srodtytul]
Organizacje pozarządowe stawiają Komisji Europejskiej trzy główne zarzuty.
Po pierwsze okres zakazu angażowania się komisarzy w biznes mogący rodzić podejrzenie konfliktu interesów trwa zbyt krótko, bo tylko rok. Zdaniem ekspertów powinien wynosić dwa lata, co jest zresztą okresem stosowanym w wielu legislacjach narodowych wobec wysokich urzędników administracji publicznej, na przykład w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Korei czy Turcji. Co ciekawe, sama Komisja stosuje taki okres wobec swoich urzędników, ale komisarzy traktuje łagodniej.
Po drugie zdaniem np. organizacji Transparency International kryteria oceny, czy ewentualny angaż rodzi konflikt interesów czy nie, są nieznane. W praktyce komitet etyczny sprawdza, czy komisarz nie podejmował decyzji z zakresu działalności firmy, do której przechodzi.
Czyli np. komisarz odpowiedzialny za rynki finansowe nie powinien zatrudniać się w firmie ubezpieczeniowej. Ale już komisarz odpowiedzialna za politykę zagraniczną Benita Ferrero-Waldner bez problemu (nawet bez konieczności wydania opinii przez komitet etyczny) dostała zgodę na angaż w Munich Re. Podobnie jak Louis Michel, były belgijski komisarz ds. polityki rozwojowej, który przeszedł do belgijskiego banku Credit Nord. Choć, jak przekonują eksperci, dla potencjalnego pracodawcy liczy się przecież sieć kontaktów w KE, znajomości wśród wysokich rangą urzędników i innych komisarzy. – Dokładne i publicznie ogłoszone kryteria oceny zmniejszyłyby znacząco obszar konfliktu interesów – uważa Jana Mittermaier z Transparency International.
Trzeci wreszcie zarzut dotyczy ograniczonych sankcji w sytuacji, gdy były komisarz mimo braku zgody swojego byłego pracodawcy przyjmie jednak angaż grożący konfliktem interesów. Ciekawy model stosuje się w Hiszpanii, gdzie ukarana może zostać firma. Jeśli zatrudni byłego polityka lub wysokiego urzędnika w okresie potencjalnego konfliktu interesów, to na ten czas wykluczana jest ze wszystkich przetargów publicznych.
Krytycy zarzucają Brukseli, że zbyt łagodne traktowanie planów zawodowych byłych komisarzy pogarsza wizerunek instytucji. Doniesienia o kolejnych osobach przechodzących szybko na wysokie i świetnie płatne stanowiska w korporacjach mogą potwierdzać podejrzenia, że Komisja ma zbyt ścisłe związki z biznesem i tworzy przepisy pod jego dyktando. Takie obawy są też w innych regionach. Dlatego na przykład prezydent USA Barack Obama na początku urzędowania ogłosił nowe zasady dotyczące odchodzących wysokich urzędników przez niego zatrudnionych. Mają zakaz podejmowania pracy lobbysty do końca kadencji obecnej administracji.
[srodtytul]Niekontrowersyjna polityka [/srodtytul]
Kodeks postępowania komisarzy przewiduje, że odchodzący ze swojego stanowiska przez rok będą musieli informować Komisję Europejską o planowanym zatrudnieniu i czekać na zgodę. Często zgoda jest automatyczna, bo komisarz pozostaje w polityce lub w innych sferach niezwiązanych z biznesem. Np. Paweł Samecki został doradcą polskiego ministra spraw zagranicznych, Leon Orban wrócił do Rumunii jako doradca prezydenta, Jacques Barrot będzie we Francji członkiem komisji konstytucyjnej, a Mariann Fischer Boel (była duńska komisarz rolnictwa) będzie działać w organizacji charytatywnej na rzecz rozwoju.
Wątpliwości KE nie budzą również nominacje w biznesie, pod warunkiem że nie mają związku z teką byłego komisarza, jak wspomniani już Ferrero-Waldner i Michel, którzy zajmowali się w Komisji sprawami politycznymi. Mniej jasne sytuacje, jak przypadek Kunevy, McCreevy’ego czy Verheugena, wędrują do komitetu etycznego.
To gremium składa się z byłego szefa serwisu prawnego jednej z unijnych instytucji, byłego eurodeputowanego oraz byłego sędziego Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Nie ma w jego składzie urzędników Komisji Europejskiej. Opinia komitetu jest brana pod uwagę – choć nie jako wiążąca – przy podejmowaniu ostatecznej decyzji przez Komisję Europejską.
[srodtytul]Ronaldo Telefoniki[/srodtytul]
Komisja Europejska do dziś musi się tłumaczyć z afery Bangemanna. Jako komisarz Martin Bangemann słynął z częstych nieobecności na posiedzeniach Komisji, z pobierania sowitych wynagrodzeń za gościnne wykłady o polityce unijnej oraz z luksusowych nawyków, jak choćby polecenie wydane kierowcy samochodu służbowego, żeby przyjechał zabrać komisarza z jego jachtu w porcie południowej Francji.
Jednak prawdziwą furię mediów polityk wywodzący się z niemieckiej partii liberalnej FDP wywołał w lipcu 1999 roku, gdy ogłosił – w czasie swojej kadencji – że odchodzi z Komisji, bo zamierza przyjąć posadę doradcy hiszpańskiej Telefoniki. A jako komisarz ds. przemysłu podejmował wcześniej decyzje dotyczące tej i innych spółek branży telekomunikacyjnej.
Pojawiły się podejrzenia, że Bagemann już wtedy mógł rozmawiać z Telefoniką o ewentualnym angażu. Ale też wątpliwości, że będzie potem ujawniał hiszpańskiej spółce tajemnice jej konkurentów. Prezes Telefoniki, chwaląc się angażem Bangemanna, nazwał go wtedy „naszym Ronaldo”. Pod naporem krytyki Komisja Europejska postanowiła pozwać polityka do sądu, ale ostatecznie doszło do ugody, gdy Bangemann obiecał, że umowę z Telefoniką podpisze dopiero w 2001 roku.
Bruksela zna jednak przypadki komisarzy, którzy sami sobie stawiają poprzeczkę wyżej niż poziom wynikający z formalnego kodeksu postępowania.
Neelie Kroes, gdy obejmowała w 2004 roku stanowisko komisarza ds. konkurencji, była krytykowana za swoje wcześniejsze zaangażowanie w biznesie i potencjalny konflikt interesów. Nigdy jednak nie dała podstaw do stwierdzenia, że konflikt faktycznie miał miejsce, i z góry zapowiedziała, że po odejściu z Komisji nie podejmie żadnej pracy w biznesie. Na razie obietnica ta nie została zweryfikowana, bo Kroes została mianowana na kolejną pięcioletnią kadencję w Brukseli jako komisarz ds. społeczeństwa informacyjnego.
[ramka][srodtytul]Biznesowe drogi szefów rządów[/srodtytul]
Najgłośniejszym i najbardziej kontrowersyjnym przypadkiem przejścia polityka do biznesu był angaż Gerharda Schrödera do spółki z udziałem Gazpromu. Jeszcze jako kanclerz Niemiec, w ostatnich tygodniach urzędowania, podpisał z Rosją umowę o budowie gazociągu północnego po dnie Morza Bałtyckiego, tłoczącego gaz z pominięciem krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Po ustąpieniu ze stanowiska został przewodniczącym komitetu akcjonariuszy spółki Nord Stream, odpowiedzialnej za tę inwestycję. Jej udziałowcami, oprócz rosyjskiego Gazpromu, są niemieckie spółki E.ON i BASF.
Ostatnio fala krytyki dotknęła też Tony’ego Blaira, byłego premiera W. Brytanii, obecnie specjalnego wysłannika ds. pokoju na Bliskim Wschodzie. Niektóre media zarzucają mu związki biznesowe z firmami libijskimi. Niczego nie udowodniono, ale niepokój pozostał, bo otoczenie libijskiego przywódcy przechwala się przyjaźnią Kadafiego z Blairem. Wątpliwości budzi też jego doradztwo na rzecz koncernów naftowych.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA