fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Klęski żywiołowe

Bronisław Komorowski zmienił zdanie?

Fotorzepa, Tomasz Jodłowski TJ Tomasz Jodłowski
W 1997 r. krytykował rząd SLD, bo nie wprowadził stanu wyjątkowego. Dziś nie widzi takiej potrzeby
– W moim przekonaniu, jeśli istnieją instrumenty prawne, które stwarzają przynajmniej szansę na to, że ludzie będą się czuli zabezpieczeni, że ktoś w sposób nadzwyczajny działa, a tego oczekiwano w Polsce, to należało z takich instrumentów skorzystać – mówił w 1997 r. Bronisław Komorowski.
– Zastanawiałem się także, skąd się bierze taka niechęć do przepisów stanu wyjątkowego. Myślę, że to jest trochę tak, że z przepisów stanu wyjątkowego na pewno by wynikało jedno: wzięcie pełnej odpowiedzialności przez administrację państwową, rząd za to, co się dzieje na terenach objętych klęską powodzi – dodawał. Komorowski krytykował działania ówczesnego rządu SLD. – Państwo polskie poniosło klęskę, i to klęskę bardzo dotkliwą. Powoływanie się na bohaterstwo i zasługi uczestników biorących udział w akcji przeciwpowodziowej nie może przesłonić ujawnionej słabości państwa – przekonywał.
W imieniu Koła Konserwatywno-Ludowego domagał się w Sejmie powołania komisji nadzwyczajnej do zbadania działalności organów państwa odpowiedzialnych za akcję antypowodziową. W trakcie obecnej powodzi Komorowski, tak jak inni politycy PO, opowiedział się przeciwko wprowadzeniu stanu klęski żywiołowej. – Nie było takiej potrzeby – przekonywał dziś marszałek, który tłumaczy, że swoich poglądów nie zmienił. – W 1997 roku była zupełnie inna sytuacja i wprowadzenie stanu wyjątkowego było potrzebne – mówił. I zaznaczył, że od tego czasu zmieniły się przepisy, dzięki czemu można było sprawniej pomagać powodzianom bez sięgania po radykalne rozwiązania. Odmiennego zdania jest opozycja, która oskarża Komorowskiego o hipokryzję. – Jak widać punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia – mówi „Rz“ Marek Wikiński z SLD. Podkreśla, że w 1997 r. by wprowadzić stan wyjątkowy należałoby się odwołać aż do zapisów o stanie wojennym. – Dziś mamy nowe przepisy, które umożliwiają wprowadzenie tylko stanu klęski żywiołowej. Podjęcie takiej decyzji wiązałoby się jednak z przesunięciem terminu wyborów. A marszałek już się czuje ich zwycięzcą, więc nie chce zwlekać – uważa Wikiński. Adam Hofman z PiS podkreśla, że w 1997 r. w trakcie powodzi Komorowski zdecydowanie krytykował rząd. – I okazuje się, że było to w porządku. A dziś, kiedy opozycja zwraca uwagę na zaniedbania rządu przed tegorocznym kataklizmem, zdaniem polityków PO jest to skandal – mówi. [ramka]Poseł Bronisław Komorowski w 1997 podczas debaty na temat powodzi (16 lipca 1997 r.) Proszę Państwa! Państwo i władza państwowa czasami przeżywają bardzo trudne momenty. Państwo i władza państwowa sprawdzają się w obliczu zagrożeń i w stanach kryzysu. Państwo polskie poniosło klęskę, i to klęskę bardzo dotkliwą. Powoływanie się na bohaterstwo i zasługi uczestników biorących udział w akcji przeciwpowodziowej nie może przesłonić ujawnionej słabości państwa. Żołnierze, policja, strażacy, którzy z ogromnym poświęceniem biorą udział w tej batalii, zgodnie ze starym porzekadłem żołnierskim mają prawo przynajmniej do jednego - mają prawo być dobrze dowodzeni i mieć poczucie, że uczestniczą w akcji sensownej, mającej choć cień szansy na sukces. Takiego przekonania ci uczestnicy, wedle mojej wiedzy, nie mieli nawet prawa mieć (...) Stoimy dzisiaj w obliczu wielkiego wyzwania, jakim jest zorganizowanie akcji pomocy rejonom poszkodowanym przez powódź. Temu, jak sądzę, powinna służyć ta debata dotycząca nowelizacji ustaw, zbudowania prawa, które ułatwiłoby działanie pozytywne, chodzi nie o likwidowanie stanu zagrożenia, ale o likwidowanie skutkow katastrofy, jaka Polską dotknęła. Stoimy dzisiaj w obliczu zadania podliczenia i usuwania skutków przegranej bitwy. Trzeba jednak zbadać przebieg tej bitwy, trzeba zbadać okoliczności, które spowodowały, że straty są niezwykle dotkliwe. Nie może być tak, jak sugeruje koalicja rządząca: rozmawiajmy i mówmy tylko o tym, co będziemy dzisiaj robili, jak będziemy sprzątali ten krajobraz po bitwie. Musimy dla dobra następnych ekip rządzących, dla dobra następnych osób, które będą dowodziły w sytuacjach kryzysowych, dokonać dzisiaj analizy przyczyn klęski, którą poniosło państwo polskie (...). Padało tutaj pytanie o stan wyjątkowy. Nie jestem entuzjastą żadnych stanów wyjątkowych, ale odnoszę wrażenie, że istniał nieuzasadniony lęk przed użyciem istniejących instrumentów prawnych ze strony koalicji rządzącej. Być może są to kompleksy stanu wojennego. W moim przekonaniu, jeśli istnieją instrumenty prawne, które stwarzają przynajmniej szansę na to, że ludzie będą się czuli zabezpieczeni, że ktoś w sposób nadzwyczajny działa, a tego oczekiwano w Polsce, to należało z takich instrumentów skorzystać. Jeśli na dodatek stwarzają one realną szansę skuteczniejszego zarządzania niektórymi obszarami, tym bardziej należało z tego skorzystać. Nie wolno się bać prawa stworzonego w innych warunkach politycznych, do innych spraw powołanego - i diabeł może nosić cegłę na budowę kościoła. W moim przekonaniu nawet wprowadzenie godziny policyjnej mogło uchronić obszary objęte ewakuacją przed grabieżą, przed szabrunkiem (...) Zastanawiałem się także, skąd się bierze taka niechęć do przepisów stanu wyjątkowego. Myślę, że to jest trochę tak, że z przepisów stanu wyjątkowego na pewno by wynikało jedno: wzięcie pełnej odpowiedzialności przez administrację państwową, rząd za to, co się dzieje na terenach objętych klęską powodzi. Bitwę przegraliśmy. Dzisiaj możemy tylko walczyć ze skutkami katastrofy. Obawiam się, że i tego rząd się boi - wzięcia pełnej odpowiedzialności. Padały tutaj sugestie o podzieleniu się odpowiedzialnością. Opozycja, jeśli chce być opozycją sensowną, konstruktywną, w takich sytuacjach nie może uchylać się od odpowiedzialności za wspólne działania zmierzające do poprawienia stanu rzeczy, uratowania tego, co się da uratować. Nie może to jednak oznaczać, że opozycja nie będzie miała prawa krytykować tego, co się wydarzyło w sposób katastrofalny w Polsce. Obawiam się, że rząd próbuje przerzucić na barki opozycji przynajmniej część odpowiedzialności za katastrofę. Opozycja jest gotowa wziąć część odpowiedzialności za walkę ze skutkami katastrofy. Polityczna odpowiedzialność za nieprzygotowanie państwa spoczywa zawsze na tych, którzy dźwigają całość odpowiedzialności za państwo, spoczywa na rządzie, prezydencie i większości parlamentarnej. [/ramka]
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA