fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dane gospodarcze

Elektrownie ograniczają koszty

energetycy zarabiają powyżej średniej
Rzeczpospolita
W energetyce szykują się masowe odejścia. W zamian tysiące pracowników otrzymają sowite odprawy
Państwowe grupy energetyczne wymagają restrukturyzacji, a ich szefowie w mniejszym lub szerszym zakresie próbują ją wykonać. Przykłady gdańskiej Energi i największej w kraju Polskiej Grupy Energetycznej dowodzą, że bez akceptacji związków zawodowych jest to wyjątkowo trudne. W obu firmach sytuacja społeczna jest niepewna i napięta.
Na piątek związkowcy zaplanowali manifestację przed siedzibą zarządu Energi. W kilka dni potem ma się odbyć strajk. W Polskiej Grupie Energetycznej już w poniedziałek mogą zapaść decyzje o proteście. – Związki zawodowe domagają się wpływu na zarządzanie przedsiębiorstwem, a w praktyce sprowadza się to do żądania, by nie podejmować działań restrukturyzacyjnych bez zgody wszystkich organizacji związkowych – mówi „Rz” anonimowo przedstawiciel władz PGE. – Nie możemy się zgodzić na prawo weta dla organizacji związkowych. To tak jakby mogły współdecydować bez przyjmowania odpowiedzialności.
Nasz rozmówca zapewnia, że wszystkie decyzje dotyczące restrukturyzacji są konsultowane ze związkami, a załoga może liczyć na utrzymanie gwarancji zatrudnienia do 2017 r. Związkowców to jednak nie zadowala. Sposób reorganizacji i groźbę zwolnień wymieniają wśród powodów akcji protestacyjnej. – Pojawiają się informacje o zmniejszeniu zatrudnienia o 3 – 4 tys. osób w ciągu kilku lat – mówi jeden ze związkowców. W Polskiej Grupie Energetycznej nie ma porozumienia w sprawie nowych umów społecznych, podwyżek wynagrodzeń i gwarancji zatrudnienia. – Rozmawiamy o restrukturyzacji i umowach społecznych od jesieni 2009 r., praktycznie wyczerpaliśmy wszystkie możliwości prawne – mówi „Rz” Andrzej Piłat, wiceprzewodniczący zrzeszenia związków branżowych. W PGE zamiast kilkudziesięciu spółek działać ma kilka, w efekcie stare umowy społeczne mogą stracić ważność. – W żadnym nowo powoływanym koncernie nie ma umowy społecznej, trwa dialog pozorowany, więc nie należy się dziwić, że załogi mają ograniczoną cierpliwość – mówi Andrzej Piłat. – W poniedziałek spotykamy się, by zdecydować, co robić. Może się okazać, że weźmiemy przykład ze związków zawodowych Energi, choć strajk to ostateczność. Związki zawodowe bardziej skłonne są akceptować programy dobrowolnych odejść dla pracowników niż plany restrukturyzacyjne służące ograniczeniu kosztów i zatrudnienia. – Trudno przekonać do restrukturyzacji, gdy firma osiąga dobre wyniki finansowe, a polskie grupy energetyczne wykazały znaczne zyski – zauważa Paweł Smoleń, prezes Vattenfall Heat. Jego zdaniem programy dobrowolnych odejść nie załatwią wszystkich problemów. Na dodatek są ryzykowne, bo można pozbyć się pracowników, których po kilku latach od tego procesu trzeba będzie szukać na rynku. Prezes Smoleń przypomina, że ograniczenie zatrudnienia i zmiany w sektorze są konieczne, zwłaszcza wobec planów inwestycyjnych. – Inwestycji nie sfinansuje ani rząd, ani prywatny inwestor, który przyjdzie do firmy, tylko ona sama – dodaje. – Zmniejszenie kosztów jest więc przepustką do inwestycji. Szef Zrzeszenia Związków Zawodowych Energetyki Janusz Śniadecki przekonuje, że problemu zbyt dużego zatrudnienia w branży można było uniknąć. Związkowcy mają dokumenty potwierdzające, że mogłoby ono spaść nawet o 20 proc. w ciągu 15 lat w efekcie odejść pracowników na emerytury oraz gdyby zamiast przyjmowania nowych osób szkolono zatrudnionych i dokonano przesunięć kadrowych.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA