Katastrofa smoleńska

Kochali nie tylko lotnictwo

Natalia Januszko
Siły Zbrojne
Kim byli? Zapaleni narciarze, muzyk rockowy, obrończyni zwierząt. I Miss Politechniki Warszawskiej. Zginęli pod Smoleńskiem.
Niedziela, 24 stycznia 2010 r. Nocą na warszawskim lotnisku wojskowym ląduje rządowy Tu-154. Za sterami siedzi kpt. pil. Arkadiusz Protasiuk. Jest nerwowo, bo kilka godzin wcześniej maszyna lecąca z Haiti – dokąd po trzęsieniu ziemi zawiozła pomoc humanitarną – miała awarię. Zepsuł się blok sterowania.
– Wtedy się udało – opowiada pilot z 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego, które obsługuje rządowe maszyny. Kpt. Protasiuk bezpiecznie posadził na Okęciu „tutkę” – tę samą, która w ostatnią sobotę, również pilotowana przez niego, rozbiła się pod Smoleńskiem. [srodtytul]Byli jeszcze tacy młodzi[/srodtytul]
[wyimek][b][link=http://www.rp.pl/temat/460202.html]Raport "Rz": Tragedia narodowa[/link][/b][/wyimek] Kpt. Protasiuk miał zaledwie 36 lat. Zostawił żonę i dwójkę dzieci. Koledzy piloci, wspominając go, nie kryją wzruszenia. – Był fantastycznym, doskonałym pilotem i wspaniałym człowiekiem. Przyjacielski, zawsze uśmiechnięty – mówią. Choć raczej drobnej postury, był jednocześnie silny i wysportowany. – Jego pasją poza lataniem były narty – opowiada płk. Grzegorz Kułakowski, zastępca dowódcy 36. pułku i przyjaciel kapitana. – Dwa lata temu razem szusowaliśmy na stokach w Białce. Zdradza, że kapitan pasję narciarską dzielił z mjr. pil. Robertem Grzywną, drugim pilotem w czasie feralnego lotu do Rosji. – Byli w tym samym wieku i trochę rywalizowali – mówi ich przełożony. – Była to jednak taka przyjacielska rywalizacja. Ale trzeba przyznać, że Robert lepiej jeździł na nartach. Trudno się zresztą dziwić, był góralem ze Szklarskiej Poręby – opowiada płk. Kułakowski. Grzywnę dobrze znał płk. Wiesław Grzegorzewski, dziś szef Departamentu Prasowo-Informacyjnego MON, który wcześniej wiele lat służył w Siłach Powietrznych. – Robert był o rok młodszy. Spotkaliśmy się, gdy on był w ostatniej klasie liceum lotniczego, a ja już na studiach w dęblińskiej szkole orląt – opowiada. – Założyliśmy wtedy zespół rockowy. Nazywał się URES od nazwy najtrudniejszego przedmiotu, jaki musieli przejść przyszli lotnicy, czyli urządzenia radio-elektroniczne samolotu. Robert był klawiszowcem, a ja wokalistą. Graliśmy razem trzy lata – wspomina płk Grzegorzewski. W katastrofie pod Smoleńskiem zginął też trzeci pilot, por. Artur Karol Ziętek. – Trochę młodszy, 31-letni, ale bardzo ambitny, zawsze dobrze przygotowany do zadań – wspomina go płk. Kułakowski. W 2001 r. skończył Wyższą Szkołę Sił Powietrznych. Zostawił żonę i dwoje dzieci. Na pokładzie rozbitej maszyny był również technik pokładowy, 36-letni chor. Andrzej Michalik. Jak opowiadają znajomi, samolot znał jak mało kto. – Długo obsługiwał Tu-154 na ziemi, a niedawno zaczął latać jako technik pokładowy – opowiada znajomy chorążego. – Niezwykle skromny i miły człowiek. Bardzo będzie mi go brakować. [srodtytul]„Tak jej zazdrościłam”[/srodtytul] Pasażerów rządowej maszyny Tu-154 obsługiwały trzy stewardesy z 36 pułku. – Świetne dziewczyny – mówią lotnicy. Natalia Januszko była najmłodszą ofiarą katastrofy. Miała 23 lata. Studiowała na trzecim roku zootechniki w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Kierunku studiów nie wybrała przypadkowo. Jej znajomi mówią, że kochała zwierzęta. Walczyła o ich prawa. – Kiedy na jedno z naszych ostatnich wspólnych zajęć przyniosłem gołębia, tylko ona się nim zainteresowała– mówi Kamil, kolega z roku Natalii.  Z parą prezydencką poleciała w zastępstwie za koleżankę. – Bardzo lubiła swoją pracę. Dużo opowiadała o swoich podróżach. Tak bardzo jej tego zazdrościłam – mówi Justyna, również studentka zootechniki.   Tuż po katastrofie przyjaciel Natalii zmontował film z jej zdjęć i umieścił na Youtube. Zaledwie w ciągu dwóch dni obejrzało go ponad 70 tys. osób.  Latanie było całym życiem dla Justyny Moniuszko. W lipcu skończyłaby 25 lat. W rodzinnym Białymstoku należała do aeroklubu. Była spadochroniarką. Pierwszy raz skoczyła jeszcze jako nastolatka. – Zgłosiła się do nas w 2004 roku. Miała wówczas za sobą już 13 skoków. W klubie skoczyła ok. 220 razy – mówi Jerzy Płonowski, szef sekcji spadochronowej w aeroklubie. – Ponad 30 skoków wykonała też w klubie w Warszawie, do którego przeniosła się w zeszłym roku. Była też pilotem szybowca. Nie wybrała studiów na Politechnice Białostockiej, ponieważ nie ma tam wydziału lotnictwa. Dlatego przyjechała do stolicy. Studiowała na Wydziale Mechanicznym Energetyki i Lotnictwa.  W 2006 roku wybrana została pierwszą w historii Miss Politechniki Warszawskiej. „Początkowo bałam się, że koledzy nie najlepiej zareagują na mój udział w tym wydarzeniu. Obawy jednak ustąpiły, gdy okazało się, że znajomi szczerze mnie dopingują” – mówiła w wywiadzie dla miesięcznika „Dzień Politechniki Warszawskiej”. Z Natalią i Justyną leciała ich bardziej doświadczona koleżanka, 29-letnia Barbara Maciejczyk. – Miała ogromne doświadczenie, dlatego latała w najważniejszych lotach, m.in. w tym – mówi pilot. – Na pokładzie była przełożoną stewardes. – Załoga tego samolotu to była bardzo zgrana ekipa ludzi – opowiada płk. Kułakowski. – Nawzajem się wspierali. Śmiało mogę powiedzieć, że dla mnie byli autorytetami.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL