fbTrack

Publicystyka

Kłamstwo przeszczepowe

Piotr Skwieciński
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Dziś, na podstawie oficjalnych danych, można już stwierdzić, że kryzys polskiej transplantologii rozpoczął się przed objęciem władzy przez PiS. I z całą pewnością nie spowodował go minister Ziobro - pisze publicysta
[wyimek][link=http://blog.rp.pl/skwiecinski/2010/04/06/klamstwo-przeszczepowe/" "target=_blank]Weź udział w dyskusji[/link][/wyimek]
Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą". Nie sposób nie zadumać się nad trafnością tej maksymy szefa nazistowskiej propagandy, kiedy przypomnimy sobie opozycyjno-medialną kampanię lat 2005 – 2007. Kiedy zobaczymy, co po latach zostało z odpalanych wtedy z potęgą artyleryjskiego ognia zarzutów. A zwłaszcza, kiedy zdamy sobie sprawę z trwających do dziś efektów tej kampanii w świadomości społecznej. [srodtytul]Jak było naprawdę[/srodtytul]
Weźmy na przykład jedną z głównych zbrodni kaczystowskiego reżimu, którą było – jak dobrze wszyscy pamiętamy – doprowadzenie do zapaści polskiej transplantologii. Przypomnijmy – gazety pełne były dramatycznych opisów umierających chorych. Telewizje na wyścigi pokazywały zdesperowanych chirurgów z narzędziami w bezczynnych rękach, dyżurujących w ziejących pustką salach operacyjnych. Minęły lata. I przekonanie, że tak było w istocie, że CBA i minister Ziobro, zatrzymując – oczywiście najzupełniej niesłusznie i najzupełniej niewinnego – doktora G., doprowadzili do drastycznego spadku transplantacji, stało się przekonaniem powszechnym, niemal truizmem. Ostatnio – jako truizm właśnie – powróciło w filmie "Władcy marionetek" Tomasza Sekielskiego. Kamera towarzyszyła panu, który domagał się przeprosin od Zbigniewa Ziobry, bo w 2007 roku przez jakiś czas nie było dla niego wątroby. Nikt – ani media, ani politycy, ani, co trzeba odnotować bez zaskoczenia, za to ze szczególną przykrością, środowisko lekarskie – nie wykazał dotąd chęci, aby poinformować, jak było naprawdę. Bo już jest jasne – dla tych, którzy chcą wiedzieć – że było inaczej. I nie jest to jakaś wiedza tajemna, ukryta w sejfach Ministerstwa Zdrowia czy KPRM. Stosowne dane – gromadzone i upubliczniane, co oczywiste, z dużym opóźnieniem – są od dawna dostępne pod adresem [link=http://www.poltransplant.org.pl/" "target=_blank]www.poltransplant.org.pl[/link] czyli na internetowych stronach Poltransplantu – państwowego Centrum OrganizacyjnoKoordynacyjnego ds. Transplantacji. [srodtytul]Kryzys był wcześniej[/srodtytul] Przypomnijmy, że mające według antypisowskiej propagandy leżeć u podstaw załamania polskiej transplantacji aresztowanie dr. G (słynne zdanie "nikt już przez tego pana życia pozbawiony nie będzie") miało miejsce w lutym 2007 roku. I w tymże roku, istotnie, drastycznie spadła liczba dokonywanych w Polsce przeszczepów. Trudno chyba o bardziej przekonywujący związek przyczynowo-skutkowy… Tylko że dotyczący roku 2006 wstęp do biuletynu Poltransplantu z 2007 r. zaczyna się takimi alarmującymi słowami dyrektora tej instytucji, profesora Janusza Wałaszewskiego: "Po raz pierwszy od dziesięciu lat liczba zidentyfikowanych w 2006 r. zmarłych dawców narządów w Polsce wykazała tendencję spadkową. W większości województw (…) liczba zgłoszonych dawców była niższa w porównaniu z 2005 r. Zmniejszenie liczby zmarłych dawców z 14,5 na 1 mln mieszkańców w 2005 roku do 13,0 w roku ubiegłym (czyli 2006 r. – przyp. P. S.) spowodowało spadek liczby wykonanych przeszczepów o około 150. W roku 2005 przeszczep otrzymało 1400 biorców, a w 2006 r. – 1257". Powtórzmy – rok 2007, w którym to roku reżim "strasznych facetów", by użyć modnego ostatnio sformułowania, miał rzekomo Polaków od przeszczepów odstraszyć, okazuje się być już drugim z kolei rokiem spadku transplantacji. Spadku już w 2006 roku na tyle poważnego, że dyrektor Poltransplantu uznał za stosowne bić na alarm. Co więcej, to są dane ogólne. Jeśli chodzi o pewne rodzaje przeszczepów, nadchodzący kryzys widać było jeszcze wcześniej. Na przykład spadek liczby przeszczepów wątroby zaczął się istotnie dopiero w 2006 roku, ale zmniejszanie się liczby transplantacji serca – znacznie wcześniej. Ich liczba obniżała się od 121 w 2003 r. do 104 w 2004 r. i 95 w 2005 r. Rok 2006 to znów 95 transplantacji serca. Możemy więc z całą pewnością stwierdzić jedno – zapaść transplantologii zaczęła się grubo przed sprawą dr. G. Ba! – jej pierwsze objawy można było dostrzec sporo przed objęciem władzy przez PiS. Nie ma więc mowy, by to Ziobro był winien tej zapaści. [srodtytul]Chwilowy efekt[/srodtytul] Nie spowodował jej – ale może ją drastycznie pogłębił? Bo w 2007 roku istotnie trwający już wcześniej proces zmniejszania się liczby przeszczepów trwał dalej, co więcej – intensyfikował się. Statystyka nie pozostawia wątpliwości. Spadek ogólnej liczby pobrań narządów od zmarłych następował już w poprzednich latach. 2004 r. – 562 pobrania, 2005 r. – 556. Spadek drastycznie przyspieszył w roku 2006, kiedy to dokonano ich tylko 496. Ale w 2007 zintensyfikował się bardzo – w ciągu całego tego roku było ich jedynie 352.Przyjrzyjmy się jednak innym danym dotyczącym 2007 roku. Jak już przypominałem, zatrzymanie doktora G. nastąpiło w połowie lutego, następujące potem dni to czas największego szumu dookoła tej sprawy. Liczba przeszczepów w lutym istotnie spadła w stosunku do stycznia. I choć jeśli chodzi o dziedzinę, w której specjalizował się dr. G., i którą miały dotknąć szczególnie drastycznie kaczystowskie zbrodnie – transplantacje serca, paradoksalnie akurat liczba przeszczepów wtedy wzrosła (trzy w styczniu, cztery w lutym, siedem w marcu), to statystyka ogólna idzie w przeciwnym kierunku. O ile w styczniu zrealizowano 102 przeszczepy, o tyle w lutym – tylko 55. Mogłoby to wskazywać na realność tzw. efektu Ziobry. Cóż, kiedy następne miesiące komplikują ten obraz. Bo w maju liczba przeszczepów zaczyna się odbijać od dna, by w czerwcu osiągnąć liczbę niemal taką jak w styczniu – 101. Aby następnie… znów zacząć spadać. Rzecz jasna nie jestem lekarzem ani specjalistą od transplantacji. Ale wydaje mi się, iż na podstawie powyższych danych (podkreślmy jeszcze raz: wcale nie tajnych, od dawna jawnych, leżących czy raczej wiszących w Internecie na wyciągnięcie ręki każdego chętnego) można wyciągnąć wnioski ostrożne, lecz jednoznaczne. Kryzys polskiej transplantologii rozpoczął się przed objęciem władzy przez PiS. Z całą pewnością zaś można powiedzieć, że nie został spowodowany przez ministra Ziobrę. [srodtytul]Znamienne milczenie[/srodtytul] Nie da się wykluczyć, że ówczesny szef resortu sprawiedliwości miał jakiś wpływ na pogłębienie tego kryzysu, które nastąpiło na początku 2007 roku. Nawet jeżeli tak było, to był to chwilowy fenomen. Już w czerwcu ten krótkotrwały efekt przestał działać, liczba przeszczepów znów wzrosła, by znowu zacząć spadać – na skutek jakichś immanentnych, trwałych, systemowych przyczyn, które dwa, trzy lata wcześniej dały o sobie znać po raz pierwszy i duszą polską transplantologię do dzisiaj.Jakie to przyczyny? Nie wiem, to pytanie do specjalistów. Niejedyne zresztą. Przyznam, że chciałbym się też dowiedzieć, dlaczego owi specjaliści, którzy jako pierwsi musieli znać powyższe dane, nie próbowali, choćby w najbardziej oszczędnej formie, poinformować opinię, że przekonanie, iż za problemy polskiej medycyny przeszczepowej odpowiadają PiS i Zbigniew Ziobro jest – eufemistycznie mówiąc – nieco przesadzone. W wielokrotnie większej mierze pytanie to adresuję jednak do kolegów dziennikarzy. Wydawałoby się, że – niezależnie od sympatii i antypatii politycznych – zgadzamy się co do tego, że naszym głównym zadaniem jest informowanie odbiorców o faktach. Dane Poltransplantu są faktem. I nie uwierzę, że nikt z kolegów przede mną nie spojrzał dotąd na strony tej instytucji. A zatem? A zatem jest tak, jak napisałem na wstępie. "Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą". Zwłaszcza wtedy, kiedy na jego straży stoi mur milczenia. [i]Autor jest współpracownikiem "Rzeczpospolitej". Był m.in. prezesem PAP[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL