fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Wyrok w sprawie kalendarium

Fotorzepa, Pio Piotr Guzik
Sąd swoim wyrokiem w sprawie książki Zyzaka zakwestionował prawo do kontynuowania badań konkretnego wycinka historii. Uznał, że ów wycinek ma na zawsze pozostać interpretowany tak, a nie inaczej – pisze historyk, redaktor wydawnictwa Arcana
Wydawnictwo Arcana wydało dotychczas, w ciągu 16 lat swej działalności, nieco ponad 250 książek. Wśród nich, od 1999 roku, serię „Arcana historii”. Seria ta, w której publikowali tacy badacze, jak m.in. Richard Pipes (Harvard University), Piotr Wandycz (Yale), Roman Szporluk (Harvard), a także wielu wybitnych historyków krajowych, zawiera głównie niskonakładowe monografie naukowe. [wyimek]Dla małego wydawnictwa kara całostronicowego ogłoszenia w najdroższym dzienniku może być niszcząca. I może o to chodzi[/wyimek]
Spotykały się one na ogół z uznaniem fachowej krytyki. Takie choćby książki, jak Antoniego Dudka „Reglamentowana rewolucja”, Marka Kornata „Polska szkoła sowietologiczna”, Jana Jacka Bruskiego „Petlurowcy”, Włodzimierza Marciniaka „Rozgrabione Imperium (Upadek Związku Sowieckiego i powstanie Federacji Rosyjskiej)”, Jacka Bartyzela „Umierać, ale powoli! (O monarchistycznej i katolickiej kontrrewolucji w krajach romańskich 1815 – 2000)”, Henryka Głębockiego „Fatalna sprawa (Kwestia polska w rosyjskiej myśli politycznej: 1856 – 1866)”, czy Jakuba Polita „Pod wiatr (Czang Kaj-szek 1887 –1975)” – stały się pozycjami klasycznymi w dorobku polskiej historiografii ostatniego 20-lecia.
Na 62 tytuły wydane dotąd w ciągu 11 lat w tej serii dwie zdobyły tytuł najlepszej monografii naukowej roku (nagroda KLIO, przyznawana przez jury w składzie: prof. Tomasz Szarota, Jan Kieniewicz, Henryk Samsonowicz, Janusz Tazbir), cztery inne zostały wyróżnione tymiż nagrodami II i III stopnia; dwie książki zdobyły Nagrody „Przeglądu Wschodniego” przyznane (przez jury z udziałem prof. Juliusza Bardacha, Andrzeja Ajnenkiela, Adolfa Juzwenki) dla najlepszej monografii historycznej poświęconej tematyce wschodnioeuropejskiej; jeszcze inna książka z tej serii wyróżniona została wreszcie Nagrodą im. Jerzego Giedroycia (jury pod przewodnictwem prof. Krzysztofa Pomiana).
Na początku 2009 roku w tej serii wydana została (po trzech recenzjach) książka Pawła Zyzaka „Lech Wałęsa: idea i historia. Biografia polityczna legendarnego przywódcy „Solidarności” do 1988 roku” – 624 strony, ok. 1900 przypisów. Przeciw książce podniosła się burza. Wydawnictwo stało się natychmiast obiektem medialno-politycznej nagonki. Nie mnie oceniać tutaj, czy słusznej. Na pewno dotkliwej. Zdarza się.
[srodtytul]Czy historycy wyjaśnią[/srodtytul]
Sytuacja się zmieniła, gdy do akcji przeciw książce wciągnięty został wymiar sprawiedliwości. Zapadł właśnie wyrok sądu pierwszej instancji. Sąd krakowski orzekł, że autor książki nie uwzględnił w swojej pracy wyroku sądu lustracyjnego z 2000 roku uwalniającego Lecha Wałęsę z zarzutu współpracy z SB.
Wydawnictwo nie dopilnowało, by autor wprowadził ten wyrok do swej monografii – zatem musi teraz ponieść odpowiedzialność: przeprosić stronę pozywającą (córkę Lecha Wałęsy) całostronicowym ogłoszeniem płatnym w „Gazecie Wyborczej”, a także dopilnować usunięcia z książki (w następnych wydaniach) wzmianki z zamieszczonego w niej kalendarium, w której podane są daty rejestracji przez SB (29 XII 1970) oraz wyrejestrowania (19 VI 1976) Lecha Wałęsy jako tajnego współpracownika.
Tylko tyle – i aż tyle. Dla małego wydawnictwa bezprecedensowa kara ogłoszenia całostronicowego w najdroższym dzienniku (czy ktoś widział kiedyś takie całostronicowe przeprosiny w jakiejkolwiek sprawie?) może być finansowo całkowicie niszcząca. Może też o to właśnie chodzi.
W istocie jednak wyrok ten nie dotyczy tylko jednej książki i jednego wydawnictwa. Sąd zakwestionował prawo do kontynuowania badań konkretnego wycinka historycznej rzeczywistości po wydaniu prawomocnego orzeczenia stwierdzającego – autorytetem sądu lustracyjnego w tym wypadku – że ów wycinek ma na zawsze pozostać interpretowany tak, a nie inaczej.
W książce Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii” z 2008 roku została zebrana bardzo obszerna dokumentacja obalająca argumentację historyczną orzeczenia sądu lustracyjnego z 2000 roku. Nikt z historyków nie podważył z kolei argumentów przytoczonych w tej konkretnej kwestii przez Cenckiewicza i Gontarczyka. Paweł Zyzak w swojej pracy oparł się na tych argumentach, uzupełniając je w tejże sprawie nowymi, pozyskanymi przez siebie świadectwami.
Sędzia Krzysztof Kauba, występujący z Urzędu Rzecznika Interesu Publicznego w 2000 roku w sądzie lustracyjnym w sprawie Lecha Wałęsy, po odrzuceniu przez sąd przedstawionego przezeń materiału dowodowego stwierdził, iż nie widzi w tej sytuacji szans wznowienia postępowania w tej kwestii. Dodał jednak, że będą mogli przecież dalej wyjaśniać ją historycy.
Wyrok z 19 marca 2010 roku przekreśla stanowczo tę możliwość.
[srodtytul]Z Sokratesa[/srodtytul]
Kiedy wysłuchałem tego wyroku, przyszedł mi zaraz na myśl przerabiany właśnie ze studentami w ramach wykładów z historii myśli politycznej dialog Platona i postawione w nim, fundamentalnie ważne pytanie. Otóż w dialogu „Polityk” Platon rozważa następujące zagadnienie: czy zawsze, w każdej dziedzinie należy uznać najwyższy autorytet prawa. Co będzie, jeśli jakiś wyrok zabroni zdobywać nową wiedzę w dziedzinie medycyny czy nawigacji, a ktoś dojdzie do nowych ustaleń w tych dziedzinach?
Jeden z protagonistów dialogu, Przybysz z Elei, stwierdza, że w takim wypadku, kiedy poszerzający wiedzę wykroczy przeciw wyrokowi prawa, powinien być bezwzględnie ukarany: „Bo nic nie powinno być mądrzejsze od prawa”. Co będzie jednak, jeśli ta zasada zostanie rozciągnięta na wszystkie obszary ludzkiej aktywności poznawczej? Drugi z protagonistów Sokrates Młodszy stwierdza wtedy z nutą melancholii: „Przepadłyby nam wszystkie umiejętności i już by się nawet nigdy odrodzić nie mogły, bo to prawo zabraniałoby badań. Życie już i teraz ciężkie zrobiłoby się w ogóle nie do wytrzymania” („Polityk”, 299e).
Oczywiście Sokrates Młodszy przesadza. Są ludzie, którym żyłoby się lepiej, wygodniej z takim wyrokiem. Ci na przykład, którzy wzywają do mielenia lub palenia książek. Albo ci, którzy chętnie by się schowali za zasłoną z dymu palonych kartek.
[srodtytul]Z Aleksandra Wata[/srodtytul]
Czy książka może aż tak uwierać, aż tak przeszkadzać? Dlaczego? Znów – zamiast odpowiedzi – przyszło do mnie skojarzenie literackie. Przypomniał mi się wiersz Aleksandra Wata „Z notatnika oborskiego”:
[…] Zapytano raz Igreka:
czy wierzy w obiektywne istnienie Parzoty?
– Wierzyć w obiektywne istnienie Parzoty – to zalatuje mistyką,
a ja, stary, wicie, zakamieniały jestem
racjonalista –odrzekł Igrek.
Ciekawszy był ciąg dalszy.
Igrek uparł się nie wierzyć w obiektywne istnienie Parzoty.
Który to Parzota wtrącił go do lochu, poddał torturom.
Przecie wszystko byłoby w zupełnym porządku,
gdyby nie jedna smutna okoliczność:
głupi racjonalista zawziął się. Umarł w lochu.
Biedny Parzota! Już nigdy się nie dowie,
skazany na wątpienie wiekuiste,
czy istniał obiektywnie?
[srodtytul]Problem despoty[/srodtytul]
Tak, to chyba właśnie ten egzystencjalny problem despoty jest tutaj stawką. Despotą może być jeden człowiek, może zbiorową tyranię sprawować grupa („trzymająca władzę” – np. w mediach). Pojawia się wtedy pokusa, by zapanować nie tylko nad teraźniejszością, ale także nad przeszłością, a nawet nad przyszłością. Nad swoim obrazem – w przeszłości i na przyszłość. „Parzota” chciałby uwierzyć, że jest obiektywnie bez skazy. I zawsze był, i będzie. Chciałby nakazać tę wiarę wszystkim jego władzy poddanym.
Dziś nie grożą, oczywiście, tortury ani śmierć w lochu. Ale można zagrozić prawomocnym wyrokiem, który zakaże dalszych badań, zakaże wątpliwości. Jeśli się uda – „Parzota” może w końcu uwierzy naprawdę, że jest bez skazy. Dopóki zakaz nie jest skuteczny, „Parzotę” męczą czasem te wątpliwości. Nie ma tej ostatecznej pewności, jaką jego „racji” może dać tylko skwapliwe jej uznanie przez wszystkich.
Być może wydawnictwo Arcana zostanie zmuszone przez prawo do ogłoszenia, że „Parzota” obiektywnie istnieje. Mam jednak nadzieję, że nie przestraszy to „upartych racjonalistów”, którzy uznają możliwość dochodzenia w badaniu historycznym do prawdy o przeszłości. Dochodzenia, które kieruje się innymi regułami aniżeli dochodzenie sądowe.
Dlatego także mam nadzieję, że historycy zdecydują się w tym krytycznym momencie zabrać głos: głos w obronie zagrożonej wolności badań. Jeśli argumentacja zebrana w książkach Cenckiewicza i Gontarczyka oraz Zyzaka w kwestii, w której wydał wyrok sąd krakowski 19 marca 2010 roku, ich nie przekonuje – zawsze mogą napisać swoje, lepsze, podważające ją prace. Żaden jednak badacz przeszłości nie powinien przejść obojętnie wobec wyzwania, jakie rzuca – nie tylko chyba naszej profesji – wyrok z 19 marca.
[i]Autor jest profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego i szefem czasopisma „Arcana”, redaktorem serii „Arcana historii”[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA