fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Ściąganie, czyli oszustwo

Dopóki ściągania, w tym kopiowania, całych prac magisterskich lub ich fragmentów nie zaczniemy nazywać – po prostu – oszustwem, pozostanie ono nadal ściąganiem, czyli właściwie czym? Niewinnym wybrykiem? Czymś, co można łatwo usprawiedliwić i przejść nad tym do porządku dziennego? No właśnie.
[link=http://blog.rp.pl/gabryel/2010/03/20/sciaganie-czyli-oszustwo/]Skomentuj na blogu [/link]
Tak czy owak choroba ta przybiera ostatnio rozmiary epidemii, w czym swój niekwestionowany udział ma Internet. To nie tylko narzędzie wprost wymarzone dla złodziei treści, ale też kultura, która w wątpliwość podaje prawo własności; w tym wypadku własności intelektualnej.
Z badań prof. Mariusza Jędrzejki wynika, że przybywa studentów, którzy wykorzystują w swoich pracach licencjackich i magisterskich fragmenty cudzych rozpraw dyplomowych bez powołania się na źródło. Rośnie też liczba studentów, którzy spotkali się z ofertą kupna pracy dyplomowej, i tych, którzy znają internetowe strony, na których można je nabyć. Wreszcie, powiększa się odsetek akademików, którzy deklarują, że znają studentów, którzy kupili pracę dyplomową.
I wcale mnie nie uspokajają informacje, że problem ten dotyczy nie tylko Polski, że proceder kradzieży zawartości prac dyplomowych kwitnie również w innych krajach. Wręcz przeciwnie – to powoduje, że zagrożenie jest jeszcze większe.
Na szczęście Internet to idealne narzędzie nie tylko do oszukiwania, ale też do tropienia oszustów. A coraz doskonalszych programów antyplagiatowych przybywa z każdy rokiem. Niestety, nie przybywa równie szybko w naszym kraju uczelni, które z powodzeniem ich używają.
Dobrym wzorem dla Polski mogłaby być pod tym względem Wielka Brytania. Tam rząd nie tylko wydał szkołom zalecenie badania wszystkich prac za pomocą programów antyplagiatowych, ale też finansowo wsparł powstanie takiego systemu.
Jeśli polskie uczelnie – ze wsparciem rządu lub bez, na własną rękę – czym prędzej nie pójdą tym śladem, zrobi to za nie rynek. Tyle tylko, że wówczas, gdy już tytuł magistra zdobyty na polskiej uczelni będzie synonimem www.nic-nie-wart-magister.pl, za zepsucie tej marki zapłacą wszyscy. Wszyscy polscy magistrowie i ich bardziej utytułowani nauczyciele.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA