fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tenis

Zderzenie z Yaniną

Agnieszka Radwańska
Fotorzepa, Bosiacki Roman Bos Roman Bosiacki
Yanina Wickmayer wygrała oba mecze z Polkami, Kirsten Flipkens dołożyła decydujący punkt
Belgia zagra o Grupę Światową, Polska o utrzymanie się w grupie II.
Legendę wydarzeń w Bydgoszczy stworzył niedzielny trzygodzinny mecz Agnieszki Radwańskiej z Wickmayer. Długo będzie się wspominać i wzdychać: pierwszy set 6:1 dla Polki, potem Agnieszka prowadziła 3:0, ale meczu nie wygrała. Nawet wtedy, gdy w tie-breaku świetlna tablica pokazywała 6-3, tenisistka z Krakowa zmarnowała wszystkie szanse. Tylko ostatnią z tych piłek los podarował Belgijce, chyba w zamian za upokorzenia na początku gry.
Trzeci set to historia pościgu od 4:2 dla Wickmayer do 5:4 dla Radwańskiej oraz kilka piłek, po których kapitanowie szli z pretensjami do sędziującej, pani Lynn Welch. Amerykańska sędzina była nieugięta, rozstrzygała w słynnym półfinale Sereny Williams z Kim Clijsters w US Open 2009, więc trudno było ją przestraszyć. Polka jeszcze raz witała się ze zwycięstwem, nadzieja na krótko wróciła, ale miało być inaczej – to Belgijka doprowadziła do piłek meczowych i wykorzystała czwartą z nich.
Pytanie, skąd te wszystkie zwroty akcji i falowanie emocji. Można to tradycyjnie tłumaczyć magią rozgrywek, ale nie wszyscy w to wierzą. Odpowiedź Belgijki była prosta. – W drugim secie przegrywałam 0:3 i 15:40, miałam wtedy dwa asy, wreszcie byłam z siebie zadowolona, poczułam, że pewność ręki wróciła. Znów zaczęłam myśleć pozytywnie, znów miałam w głowie zwycięstwo – powiedziała.
Polski kapitan odmówił wyjaśnień. Agnieszka Radwańska zrzuciła porażkę na brak szczęścia, ale nie tylko. – W tie-breaku na pewno trochę zawaliłam. Tak, to bardziej ja przegrałam, niż rywalka wygrała. Zadecydowały umiejętności serwisowe Yaniny, zwłaszcza w kluczowych chwilach. Parę podobnych meczów pamiętam, dwa lata temu pokonała mnie tak Lucie Safarova, po czterech obronionych meczbolach.
Belgijscy dziennikarze dodali od siebie, że Yanina po raz pierwszy wygrała z tenisistką z pierwszej dziesiątki rankingu światowego, co polskich nastrojów nie podniosło. Agnieszka próbowała być dzielna, zapewniała, że zagra w deblu, jeśli będzie trzeba (– Zawsze jestem gotowa. Mogę grać nawet siedem godzin – mówiła Belgom), ale jej poświęcenie nie było potrzebne, debel nie miał znaczenia. Flipkens, choć trochę obolała po upadku w sobotę, wyszła na kort przeciw Marcie Domachowskiej i zrobiła swoje.
Wobec wyników drugiego dnia rywalizacji wydarzenia z soboty szybko zblakły, niewiele osób zapamiętało, że Marta Domachowska wygrała pierwszego seta z Wickmayer, że Flipkens wyglądała na ciężko kontuzjowaną po upadku na szarostalową nawierzchnię kortu i oczami wyobraźni można było widzieć punkty tracone przez jej zastępczynię.
24 i 25 kwietnia Polki zagrają o utrzymanie się wśród drużyn z miejsc 9. – 16. na świecie. Oznaczać to może mecz ze Szwecją, Słowenią, Japonią lub Kanadą.
Na razie wracają do turniejowej prozy. Agnieszka Radwańska w środę leci na wielki turniej WTA do Dubaju, Marta Domachowska rusza do USA na znacznie skromniejsze imprezy w Midland i Memphis.
[ramka][b]>Grupa Światowa II[/b]
• Polska – Belgia 2:3
Sobota: M. Domachowska – Y. Wickmayer 6:4, 1:6, 3:6; A. Radwańska
– K. Flipkens 6:2, 7:6 (7-5);
Niedziela: Radwańska – Wickmayer 6:1, 6:7 (6-8), 5:7; Domachowska – Flipkens 3:6, 6:7 (6-8); K. Jans, A. Rosolska – S. Oyen i A.S. Mestach 6:3, 3:6, 6:1[/ramka]
[ramka][b]>Kubot i Marach: sukces nr 4[/b]
Łukasz Kubot i Oliver Marach wygrali deblowy turniej ATP w Santiago. W finale pokonali Włocha Potito Starace i Argentyńczyka Horacio Zeballosa 6:4, 6:0, to był najłatwiejszy z czterech meczów Polaka i Austriaka w Chile.
Wspólny sukces odnieśli po raz czwarty, wszystkie poprzednie oglądano w ubiegłym sezonie: w Belgradzie i Casablance na kortach ziemnych oraz w hali w Wiedniu. Kubot i jego partner zostają w Ameryce Południowej – od poniedziałku wzięli na cel turniej w Costa Do Sauipe (442,5 tys. dol.) w Brazylii. W singlu Kubot zaczyna od meczu z Oscarem Hernandezem (Hiszpania). Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski mają inne plany – jadą w tym tygodniu na większy (1,45 mln dol.) turniej do Rotterdamu.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA