fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Gdybym został prezydentem

Janusz Palikot w swojej karierze politycznej świadomie posługuje się skandalem. Na zdjęciu w ubiegłym roku w Szczecinie
Fotorzepa, Dariusz Gorajski
Eliza Olczyk
Jędrzej Bielecki
Jestem gnojem, który użyźnia politykę – mówi Janusz Palikot. Paweł Wypych, prezydencki minister: – Zgadzam się z pierwszą częścią tego zdania
Janusz Palikot, ekscentryczny milioner, który z producenta tanich win i wódek przedzierzgnął się w polityka, dzięki kontrowersyjnym wypowiedziom stał się najbardziej rozpoznawalnym politykiem PO. Teraz zamierza to zdyskontować. Podczas majowego kongresu partii chce zdobyć funkcję wiceprzewodniczącego Platformy lub sekretarza generalnego. Po co? Żeby wejść do elitarnego grona osób, które będą miały wpływ na formowanie rządu w 2011 roku.
- Wiadomo, że tylko dwie, trzy osoby będą o tym decydowały i chcę być jedną z nich – powiedział "Rz" Palikot. – Nie wykluczam też, że mógłbym objąć funkcję wicepremiera, ale nie jest to dla mnie najważniejsze.
[srodtytul]Przeklinam publicznie[/srodtytul]
Palikota uprawianie polityki sprowadza się do wykonywania magicznych sztuczek. Wierzy, że jeżeli repertuar sztukmistrza jest ciekawy, jego popularność rośnie. Od początku kariery świadomie posługuje się skandalem i wcale tego nie ukrywa. Podczas jednej z rozmów w "Kropce nad i" wyznał szczerze "przeklinam tylko publicznie". Dlaczego? Bo przeklinający polityk bulwersuje i trafia na usta wszystkich.
Portale internetowe piszą: "Palikot wątpi w heteroseksualizm szefa PiS", "Palikot drwi z choroby Lecha Kaczyńskiego", "Palikot zachęca do pędzenia bimbru", "Palikot wprowadza w Polsce eutanazję", "Palikot: "kupmy prezydentowi lalkę"".
Obraża wszystkich bez wyjątku, ale najchętniej polityków PiS. O Zycie Gilowskiej, byłej koleżance z lubelskiego PO, powiedział, że jest jak mumia, która wyskakuje z grobowca "i biega po kongresach PiS i telewizorach". Grażynę Gęsicką oskarżył o prostytucję polityczną. Zaatakował Zbigniewa Ziobrę, mówiąc, że "to zimny drań związany z Rydzykiem, a Rydzyk to jest człowiek służący interesom rosyjskim". Ale przytyków nie szczędzi też partyjnym kolegom. O Grzegorzu Schetynie, szefie Klubu PO, powiedział "Polsce", że tylko wtedy da sobie radę, gdy krew i sperma pociekną mu po twarzy. Z tego też wywiadu pochodzi szokujące wyznanie Palikota, że jest gnojem, który użyźnia polską politykę (na co od razu zareagował prezydencki minister Paweł Wypych ostrym komentarzem, że zgadza się z pierwszą połową tej wypowiedzi).
Media uwielbiają cytować takie wypowiedzi, a popularność Palikota rośnie. – W połowie ubiegłego roku partia zamówiła sondaż dotyczący elektoratu PO i okazało się, że prawie 15 proc. wyborców Platformy to prywatny elektorat Palikota – mówi partyjny kolega lubelskiego posła.
Eryk Mistewicz, specjalista od marketingu politycznego, wielokrotnie z niekłamanym uznaniem wypowiadał się o doradcach Janusza Palikota od komunikacji społecznej, podkreślając, że bardzo dobrze go prowadzą.
Owym utalentowanym doradcą jest Jacek Prześluga, który nie kryje, że jeden z najbogatszych posłów PO korzysta z jego porad.
– Prześluga spotykał się z Palikotem już w 2005 roku, gdy prowadził kampanię Lewicy i Demokratów – mówi Piotr Mościcki, były rzecznik prasowy LiD. – Nie mogą o nim powiedzieć jednego dobrego słowa. Odnosiłem wrażenie, że jego pomysł na naszą kampanię zasadzał się wyłącznie na skandalu i unikaniu jakichkolwiek treści merytorycznych. Byłoby najlepiej, gdyby któryś z naszych polityków biegał w stringach po Warszawie, bo trąbiłyby o tym wszystkie media.
[srodtytul]Świński łeb[/srodtytul]
Ta charakterystyka jak ulał pasuje do medialnych wyczynów Palikota. Wszyscy pamiętają, jak na konferencji prasowej wystąpił ze sztucznym penisem, a do telewizji przyniósł świński łeb. Niewiele się to różni od biegania po mieście w bieliźnie. Na konferencję poświęconą pracy komisji "Przyjazne Państwo" Palikot przyniósł plik wydrukowanych ustaw tylko po to, żeby na nich stanąć i w ten sposób zademonstrować dorobek komisji. – Pytałem go, Janusz, dlaczego to robisz, przecież narażasz się na zarzut, że depczesz polskie prawo – opowiada Paweł Poncyljusz z PiS, członek tej komisji. – Odpowiedział mi, że musi to robić, bo inaczej media nie pokazałyby tej konferencji.
[srodtytul]Galopada ustaw [/srodtytul]
Komisja "Przyjazne Państwo", którą Palikot wymyślił i wypromował, jest jednym ze środków do zaistnienia w mediach. Głównym jej celem było eliminowanie przepisów utrudniających życie przedsiębiorcom. Palikot na samym wstępie zapowiedział, że komisja będzie pracowała jak burza, w ciągu 100 posiedzeń przyjmie 100 ustaw. I przyjmowała jak burza, co było tym łatwiejsze, że – jak można usłyszeć w PO – przewodniczący miał nieograniczony dostęp do premiera i mógł z nim wszystko na bieżąco omawiać.
– To nie była praca, tylko galopada, a w takim klimacie łatwo o błędy – mówi Poncyljusz. – Zanim się zorientowaliśmy, że coś jest nie w porządku, ustawa już była uchwalona. I kilka wpadek komisja zaliczyła. Zaczęły się też pojawiać głosy, że działa pod dyktando lobbystów. Palikot twierdził, że to nic złego, ale partia uznała inaczej. Premier przyjmował go coraz rzadziej i mniej chętnie, co lubelski poseł dotkliwie odczuł. A gdy z powodu nieustannego obrażania prezydenta Lecha Kaczyńskiego kierownictwo partii postanowiło go ukarać, odbierając mu przewodnictwo w komisji, Palikot był niepocieszony. W PO opowiadają, że nie mógł się pogodzić z utratą funkcji i ostatecznie zmusił swojego następcę Mirosława Sekułę, by zgłosił go na stanowisko wiceprzewodniczącego komisji, co wcale nie było po myśli kierownictwa Platformy.
Bezpośredni dostęp do ucha premiera miał jednak również swoje złe strony.
- Na owe 100 dni pracy wybieraliśmy ustawy, które powinny być uchwalane również pod kątem zainteresowania mediów – opowiada Poncyljusz. – Powiedziałem wtedy: Janusz, pamiętasz piekarza z Legnicy, który miał zapłacić VAT od pieczywa oddawanego do instytucji dobroczynnych? Uchwalmy ustawę zwalniającą z VAT żywność przekazywaną na cele charytatywne. Na to Palikot rozejrzał się niepewnie i odparł: nie możemy, Tusk się nie zgadza, bo mówi, że to jest antyliberalne.
[srodtytul] Dwór pije, Palikot płaci[/srodtytul]
Pieniądze są ważnym elementem politycznego planu Palikota. Używa ich do osiągnięcia określonych celów i epatuje nimi, żeby zrobić wrażenie na wyborcach i mniej zamożnych kolegach. Jego wejście na scenę polityczną poprzedziło sfinansowanie książki Donalda Tuska na temat Gdańska.
Na Wiejskiej można usłyszeć anegdotę, jak to świeżo upieczony poseł przesiadywał w restauracji nieopodal Sejmu z tzw. dworem, czyli najbliższymi współpracownikami Tuska: Schetyną, Mirosławem Drzewieckim, Pawłem Grasiem i Sławomirem Nowakiem. Przy czym oni pili i układali polityczne scenariusze, a Palikot płacił rachunki.
Izabella Sierakowska, lubelska posłanka SdPl, uważa, że wiceprzewodniczący Klubu PO byłby cennym politykiem, gdyby cokolwiek zrobił dla miasta. – Ale on nie robi absolutnie nic poza obnoszeniem się ze swoimi pieniędzmi – irytuje się Sierakowska. I przypomina historię, gdy miasto ogłosiło konkurs na projekt dotyczący dokończenia teatru, którego budowa ciągnęła się od 30 lat.
– A Palikot natychmiast ogłosił, że wyłoży własne pieniądze na dodatkową nagrodę – opowiada posłanka. – Zawsze tak robi, bo jedyne, co potrafi, to wydać pieniądze. I wcale nie chodzi mu o miasto, tylko o siebie. Zawsze tylko ja, ja, ja.
Jako lider lubelskiej PO Palikot wypromował obecnego prezydenta Lublina Adama Wasilewskiego, którego Sierakowska uważa za najgorszego prezydenta miasta od lat. – Lublinianie z rozrzewnieniem wspominają jego poprzednika z PiS – wzdycha Sierakowska.
Opinię lewicowej posłanki podziela wielu mieszkańców miasta. "Gazeta Wyborcza Lublin" zleciła w 2008 r. sondaż na temat poparcia dla Wasilewskiego. Jedynie co czwarty z badanych zadeklarował, że zagłosowałby na niego, gdyby walczył o reelekcję. Pieniądze są też źródłem problemów posła. Najpierw była żona oskarżyła go o ukrycie majątku za granicą. Później tygodnik "Newsweek" wykrył, że studenci i emeryci masowo wpłacali pieniądze na jego kampanię wyborczą. Dziennikarze postawili tezę, że to sam poseł wpłacał na swoją kampanię, omijając prawo.
[srodtytul]Pułapka błazeństw[/srodtytul]
Co jest głównym politycznym celem Janusza Palikota? – Wysyła do swojego otoczenia sygnały, że chce wystartować w wyborach prezydenckich w 2015 roku – mówi polityk z władz PO.
Inny z naszych rozmówców mówi: – Najpierw chce trafić do ścisłej czołówki PO, decydującej o losach partii, a potem piąć się coraz wyżej.
Na razie, korzystając z przetasowań po aferze hazardowej, poseł objął stanowisko wiceprzewodniczącego klubu i wyraźnie ustawia się na kontrze do szefa klubu Grzegorza Schetyny. – Na każdym kroku stara się podkopać pozycję Grzegorza – opowiada jeden z polityków PO.
Jaskrawym przykładem takiego zachowania była sprawa odwołania polityków PiS z hazardowej komisji śledczej. Palikot jako pierwszy skrytykował publicznie wyrzucenie posłów i twierdził, że premier jest "wściekły". – Chciał zrzucić cała winę na Schetynę, sugerując, że to on stoi za tą sprawą i z tylnego siedzenia kieruje komisją – mówi rozmówca "Rz".
Niestety, dla swoich ambitnych planów Palikot nie ma w klubie większego zaplecza, poza kilkoma posłami z Lubelszczyzny. – Ludzie szybko się do niego zrażają, bo co prawda na początku znajomości jest uroczy, ale później zaczyna traktować swoje otoczenie instrumentalnie – mówi koleżanka z klubu.
No i ciąży na nim odium błazna. – Janusz stał się niewolnikiem mediów. Cytuje się go tylko, gdy powie coś kontrowersyjnego, a jego poważne wypowiedzi o istotnych sprawach są pomijane – ocenia senator Tomasz Misiak, niegdyś w PO.
Czy Palikotowi uda się zmienić wizerunek i zająć wysokie stanowisko? – Stańczyk nigdy nie został królem, mimo że był mądrzejszy od niejednego z nich – konkluduje Andrzej Biernat, szef łódzkiej Platformy.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA