Operacja w Afganistanie

Samobójca zabił ośmiu Amerykanów

Zamachowiec uzbrojony w kamizelkę wypełnioną materiałami wybuchowymi dostał się do amerykańskiej bazy w Afganistanie i zdetonował ładunek. Zginęło ośmiu Amerykanów.
Według jednych źródeł napastnik odpalił bombę w prowizorycznej siłowni, inne informują, że w stołówce. Nie wiadomo, jak udało mu się przedostać przez posterunki kontrolne. Władze USA podkreślają, że zabici nie byli żołnierzami. Nieoficjalnie wiadomo, że obiekt nie jest zwykłą bazą wojskową tylko placówką wywiadowczą.
– Opłakujemy ofiary. Wszelkie szczegóły ujawnimy dopiero po poinformowaniu rodzin zabitych – powiedział rzecznik Departamentu Stanu Ian Kelly. Do zamachu doszło w bazie Chapman w afgańskiej prowincji Chost na wschodzie kraju, tuż przy granicy z Pakistanem. Baza jest jedną z kilkunastu amerykańskich placówek wysuniętych daleko w głąb terytoriów, do niedawna opanowanych przez talibów. Ostatnio była celem zamachowców rok temu. W eksplozji samochodu-pułapki zginął wtedy afgański cywil, a czterech innych zostało rannych.
Od czasu rozpoczęcia interwencji w Afganistanie w 2001 roku Amerykanie stracili prawie tysiąc żołnierzy. W pojedynczym incydencie najwięcej zginęło w czerwcu 2005 roku, kiedy talibowie strącili helikopter z 16 marines na pokładzie. Z talibami i bojownikami al Kaidy walczy około 70 tys. Amerykanów i 40 tys. żołnierzy z kilkudziesięciu państw świata, uczestniczących w misji stabilizacyjnej ISAF. Prezydent Barack Obama ogłosił na początku grudnia nową strategię, która zakłada zwiększenie amerykańskiego kontyngentu o 30 tys. ludzi. 10 tysięcy dodatkowych żołnierzy mają wysłać też sojusznicy. Polska zadeklarowała zwiększenie o 600 ludzi 2-tysięcznego kontyngentu, który kontroluje prowincję Ghazni. – Chcemy Afgańczyków wzmocnić, doszkolić jeszcze trochę żołnierzy, policji po to, żeby już za dwa lata mogli zacząć przejmować odpowiedzialność za swój kraj – tłumaczył w środę szef polskiego MSZ Radosław Sikorski. Trwająca od ośmiu lat misja wywołuje coraz większą niechęć afgańskiego społeczeństwa, które nie widzi jej efektów. Wczoraj na ulicach Kabulu i Dżalalabadu setki demonstrantów skandowały „śmierć Ameryce”, kiedy lokalne władze w prowincji Kunar oskarżyły siły koalicji o zabicie dziesięciu cywilów podczas jednego z nalotów. Mimo że zdecydowana większość niewinnych ofiar ginie z rąk talibów, to Afgańczycy coraz większy gniew kierują pod adresem wojsk ISAF. Nowa strategia ma ich przekonać, że Zachód się wkrótce wycofa.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL