Publicystyka

Czy można mu zaufać?

Piotr Skwieciński
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Istnieje grupa katolików, dla której objęcie urzędu prymasa przez kapłana, mającego w przeszłości niejasne kontakty z SB jest problemem. Nie są i nie będą oni w stanie takiemu prymasowi zawierzyć. Powinien to rozumieć ojciec Dostatni. Ale przede wszystkim powinien to rozumieć arcybiskup Muszyński – pisze publicysta
Dominikanin ojciec Tomasz Dostatni postanowił na łamach „GW” zawstydzić Piotra Semkę, który poważył się skrytykować objęcie stolca prymasowskiego przez arcybiskupa Henryka Muszyńskiego.
Semka nie potrafi przejść do porządku nad faktem, że prymasem został kapłan, zarejestrowany przez SB jako tajny współpracownik, a którego tłumaczenia publicysta „Rzeczpospolitej” uważa za naiwne i niewiarygodne. To prawo Semki, tak jak prawem Dostatniego jest oczywiście ufać arcybiskupowi. Dominikanin zdaje się również uważać, że każdy, kto naprawdę przeżywa chrześcijaństwo, powinien przyjąć z ufnością interpretację wydarzeń sprzed lat, przedstawioną przez nowego prymasa. To także jego niezaprzeczalne prawo, a ja nie będę polemizował z ojcem Dostatnim na gruncie religijnym.
Ale zakonnik (skądinąd współautor wydanego w 2000 roku wywiadu-rzeki z arcybiskupem) w swojej argumentacji idzie dalej. Przenosi spór z płaszczyzny religijnej na całkowicie już świecką. [srodtytul]To nie jest sąd [/srodtytul] „Zdumiał mnie fakt, że w demokratycznym państwie dziennikarz piszący w niebrukowym przecież piśmie nie przyjmuje oświadczenia obywatela Henryka Muszyńskiego do wiadomości. Przecież gdy ktoś coś mówi publicznie, to tak długo, jak nie udowodniono mu, że kłamie, przyjmuje się jego słowa za prawdziwe” – pisze o. Dostatni. A ja nie wiem, czy to naiwność prawdziwa, czy chwyt erystyczny. Jeśli jednak to pierwsze, to należałoby wyjaśnić dominikaninowi, że procedura procesu karnego nie jest tożsama z oceną społeczną, publicystyczną czy polityczną. Rygorystycznie stosowana zasada domniemania niewinności potrzebna jest właśnie w procesie karnym, dla zabezpieczenia tej właśnie sfery, w której efekty ewentualnej pomyłki mogą być dla podsądnego najbardziej dramatyczne, a wręcz tragiczne. Dlatego uznano, że tu – ale właśnie tylko tu – potrzebna jest nierównowaga na rzecz osoby o coś oskarżanej. W innych sferach taka zasada już nie obowiązuje. I bardzo dobrze, prowadziłoby to bowiem do patologii i zagrożeń, których efekty byłyby znacznie gorsze. Jest prawem człowieka mieć gwarancję nie zostania skazanym za przynależność do mafii, jeśli prokuratura nie jest w stanie przedstawić sądowi wystarczających dowodów winy. Jest jednak prawem decydentów – czyli sprawujących władzę polityków albo wyborców – nie powoływać tego samego człowieka na jakieś stanowisko w sytuacji, w której utrzymują się wokół niego wątpliwości. Jest również prawem publicysty przypominać o takich wątpliwościach. [srodtytul]But is he kosher? [/srodtytul] W slangu amerykańskich służb specjalnych istnieje, zapożyczone z jidisch, słowo „kosher”. Używane jest w sytuacji np. takiej: ktoś ma być użyty do szczególnie wrażliwej misji, związanej z dużym prawdopodobieństwem rozmaitego rodzaju podejść ze strony przeciwnika. Grupa oficerów sprawdza, czy temu komuś można ufać. W końcu pada konkluzja: he is clean, jest czysty, nic na niego nie mamy, nie wiadomo nam o niczym złym z nim związanym. I wtedy ktoś mówi: OK., he`s clean, but is he kosher? „Kosher” w tym rozumieniu to więcej niż „clean”. „Kosher” to nie tylko brak świadectw o czymś tę osobę kompromitującym (tym mniej: sytuacja, w której takie świadectwa są, tylko niewystarczające w sensie sądowym). „Kosher” to stan pozytywnej pewności, że nie tylko nie mamy takich świadectw, ale że ich być nie może, że będący przedmiotem procedury człowiek z całą pewnością nic takiego nie popełnił i nie popełni w przyszłości. Procedura „kosher” jest więc w sensie swej filozofii odwrotnością procedury, kierującej się zasadą domniemania niewinności. Stosowana jest wobec bardzo ograniczonej liczby osób i stanowisk. Czy stanowisko prymasa Polski powinno być objęte procedurą „kosher”? Czy jest na tyle istotne, czy z jego sprawowaniem związana jest tak daleko idąca możliwość czy to stania się obiektem czyichś zakulisowych nacisków i szantaży, czy też choćby konfliktu interesów, kierowania się w swoich decyzjach dawnymi własnymi uwikłaniami, a bodaj tylko własną o nich pamięcią? Jeśli jednak na powyższe pytanie odpowiemy negatywnie, to jest jeszcze jeden problem, związany z objęciem prymasowskiej posługi przez abpa Muszyńskiego. [srodtytul]A co z zawierzeniem? [/srodtytul] Semka pisze, że w niektórych zgromadzeniach zakonnych przeszkodą dla uzyskania święceń kapłańskich może być sytuacja, w której „kandydat do zakonu był wplątany w jakiś drastyczny, ale trudny do szybkiego rozstrzygnięcia spór”. O. Dostatni polemizuje z Semką i twierdzi, że prawo kanoniczne nie zawiera takich rozstrzygnięć. Na prawie kanonicznym nie znam się i nie wiem, kto z polemistów ma rację. Wydaje mi się jednak, że rozumiem logikę, stojącą za cytowanym przez Semkę zapisem. I akurat do stanowiska prymasa Polski ten wymóg – wydaje mi się – pasuje. Otóż są stanowiska, są role społeczne, których sprawowanie i których odgrywanie związane jest z koniecznością pewnej akceptacji czy – mówiąc językiem kościelnym – pewnego zawierzenia ze strony wszystkich liczących się grup czy to wyznawców, czy członków danej organizacji. Bez tego zawierzenia, bez pewnego stopnia zaufania efektywność sprawowania takiego stanowiska czy pozytywny efekt odgrywania danej roli społecznej stają się problematyczne. A istnieje licząca się grupa katolików – nie wiem, czy większościowa, ale jak wydarzenia ostatnich lat wskazują, liczna i ważna – dla której objęcie stolca prymasa przez kapłana, mającego w przeszłości niejasne kontakty z SB jest problemem. Której uczestnicy nie są i nie będą w stanie takiemu prymasowi zawierzyć. Dlatego pełnienie akurat takiej funkcji przez akurat takiego kapłana może – z punktu widzenia Kościoła – przynieść więcej szkody, niż pożytku. Powinien to rozumieć ojciec Dostatni. Ale przede wszystkim powinien to rozumieć arcybiskup Muszyński.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL