Społeczeństwo

Polityczne bon moty 2009 roku

ROL
„Na 90 procent Rysiu, że załatwimy” czy „Ratujcie, biją mnie Niemcy” – tak politycy wzbogacali polszczyznę
Kilka sentencji wygłoszonych w tym roku przez polityków ma szansę wejść na dłużej do naszego języka. Niestety, najczęściej nie są to przemyślane polityczne bon moty, tylko efekty uboczne afer lub skandali.
[srodtytul]Ratujcie mnieee!!![/srodtytul] Koszulki, gry internetowe, bijące rekordy popularności filmiki na YouTube – tę niezwykłą popularność zapewnił Janowi Rokicie piskliwy krzyk w samolocie Lufthansy. 10 lutego były lider PO został zatrzymany przez policję za awanturowanie się na pokładzie. Zaczęło się banalnie – od dyskusji ze stewardesą o to, gdzie położyć płaszcz. Kiedy policja przyjechała go uspokoić, krzyczał: „Ratujcie mnieeee, biją mnie Niemcy (...) Ratujcie mnie! Ratujcie mnie! Ratujcie mnieee!!! (...) Proszę państwa, jesteście Polakami, ratujcie mnie! (...)”.
Ale rodacy zamiast ratować, nagrali jego krzyki i przekazali je mediom, dzięki czemu jeszcze tego samego dnia Rokitę mogła usłyszeć cała Polska. W obronie męża stanęła posłanka PiS Nelli Rokita. Tłumaczyła: „Każdy, kto zna mojego męża, wie, że on nie lubi nawet dotykać obcych ludzi, a co dopiero ich popychać”. Kiedy policja zabrała go do aresztu, mówiła: „Zaczęłam ich wypytywać, czy mąż będzie mógł czytać książki i czy będzie miał do dyspozycji papier i coś do pisania. Wytłumaczyłam im, że to wystarczy, bo mąż jest intelektualistą”. Nie wiadomo jeszcze, jak skończy się sprawa Jana Rokity, który opiera się przed zapłaceniem grzywny. Grozi mu więc pobyt w niemieckim więzieniu. Ale zwrot „Biją mnie Niemcy” trafi prawdopodobnie do zaktualizowanej wersji „Słownika polszczyzny politycznej po 1989 roku” (pierwsze wydanie kończy się na 2008 r.). – Wypowiedź Rokity wykorzystuje stereotyp złego Niemca – wyjaśnia Rafał Zimny, współautor słownika. – Dlatego nie jest to tylko cytat dokumentujący groteskowe wydarzenie, ale może być tzw. słowem skrzydlatym – funkcjonować samodzielnie jako nośnik całej sfery znaczeń związanych choćby z naszym strachem przed Niemcami. [srodtytul]Rozmowy na cmentarzu [/srodtytul] Podobnie do potocznej polszczyzny może trafić wyrażenie „rozmowy na cmentarzu”. To tam miało się odbyć słynne spotkanie byłego szefa Klubu PO Zbigniewa Chlebowskiego z biznesmenem Ryszardem Sobiesiakiem, który chciał usunąć z ustawy zapis niekorzystny dla branży hazardowej. Telefoniczne rozmowy polityków PO z lobbystami nagrane przez CBA ujawniła „Rzeczpospolita”. Chlebowski zapewniał w nich: „na 90 procent Rysiu, że załatwimy”. Z kolei na konferencji prasowej pytany o Mirka i Grześka, którzy pojawiali się w stenogramach nagrań, stwierdził: „Mam wielu kolegów Mirków i Grześków, w samym klubie nawet”. – Które ze stwierdzeń związanych z aferą hazardową wejdą na dłużej do naszego języka, trudno dziś przewidzieć. Upłynęło za mało czasu. Ale na pewno „jednoręcy bandyci” zagoszczą w naszej mowie na dłużej – jako symbol niejasnych działań lobbingowych – uważa Zimny. [srodtytul]Państwo od orzeszków[/srodtytul] Zimny zwraca uwagę na inne słowo, które mogłoby być uznane za skrzydlate, bo przez kilka tygodni królowało w Internecie i komentarzach polityków – „Gabon” Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS stwierdził, że premier Donald Tusk niepotrzebnie straszy Polaków, iż kraje strefy euro wypuszczą obligacje, które położą naszą gospodarkę. „Pan premier sobie wymyślił sposób straszenia Polaków. Równie dobrze można powiedzieć, że Gabon Polskę zaatakuje, później uzyskać informację, że jednak nie, i stwierdzić, że to jest wielki sukces” – porównywał Kaczyński. Przez kilka tygodni wszyscy mówili o afrykańskim kraju. Stefan Niesiołowski (PO) zarzucił nawet prezesowi PiS, że ten obraził republikę Gabonu. Jarosław Kaczyński tłumaczył więc dalej: „Chciałem dać przykład państwa, które w niczym nie zagraża Polsce. (...) Mogłem równie dobrze powiedzieć o ataku Marsjan. Ale oczywiście Gabon jest realnym krajem. Jeśli ktoś w Gabonie poczuł się urażony, to przepraszam. Ale nie sądzę, aby tak było, bo równie dobrze polityk gaboński mógłby powiedzieć, że Polska zaatakuje Gabon”. I powiedział, że Gabon to niezbyt wielkie państwo afrykańskie, gdzie poważną rolę odgrywają orzeszki ziemne. To wywołało kolejną falę zainteresowania Gabonem. Niektóre telewizje przygotowywały nawet materiały o tym kraju, z których wynikało, że orzeszki nie są podstawą jego gospodarki. [srodtytul]Prawie jak król[/srodtytul] Do innej kategorii należą wymuskane wypowiedzi podczas wielkich partyjnych lub rządowych uroczystości. Podczas konferencji podsumowującej dwa lata rządu Tusk nawiązał nawet do króla Kazimierza Wielkiego, który zastał Polskę drewnianą, a pozostawił murowaną, mówiąc „zastaliśmy Polskę analogową, a zostawimy cyfrową”. – To stwierdzenie dotyczące Kazimierza Wielkiego jest tu słowem skrzydlatym, do którego inni się doczepiają – mówi językoznawca profesor UW Mirosław Bańko. Podobne doczepienie zastosował były prezydent Aleksander Kwaśniewski, który, nawiązując m.in. do wypowiedzi Martina Luthera Kinga, powiedział na ostatnim kongresie SLD: „Miałem sen, w którym ludzie lewicy są razem. Sen o tym, że syn marnotrawny, który odszedł, wraca do rodziny, a syn zbyt gadatliwy mówi znowu do rzeczy”. W ten sposób witał ponownie w partii byłych premierów Leszka Millera i Józefa Oleksego. – Takie doczepienia mają jednak małą szansę na samodzielne funkcjonowanie – mówi Bańko. [srodtytul]Co przyniosą kampanie[/srodtytul] Niekwestionowaną pozycję zajęły już natomiast z pewnością słowa posła PO Sebastiana Karpiniuka: „prawda jest tylko jedna i prawda leży zawsze tam, gdzie leży”, które padły podczas sejmowej debaty nad powołaniem komisji śledczej ds. afery hazardowej. Nie pomogło tłumaczenie, że autorem tych słów jest prof. Władysław Bartoszewski, internauci nie zostawili na Karpiniuku suchej nitki. Jednak zdaniem językoznawców wysyp chwytliwych powiedzonek właśnie przed nami. – Rok wyborczy, ostra walka międzypartyjna przynoszą zazwyczaj bardzo dużo skrzydlatych słów – mówi Zimny. W poprzednich kampaniach w atmosferze walki międzypartyjnej powstały słynne „łże-elity” czy „bulterier Kaczyńskich” (o Jacku Kurskim). Zimny podkreśla, że to przede wszystkim media wpływają na to, jakie słowa trafią na dłużej do języka. A jak trafić ze swoją puentą do mediów? Można szukać recepty w słowach Stanisława Żelichowskiego, szefa Klubu PSL. Gdy inny ludowiec Eugeniusz Kłopotek po raz kolejny straszył PO możliwością „rozjechania się koalicji”, Żelichowski stwierdził: „Jak mój kolega mówi coś mądrego, to media go nie cytują”. [i]masz pytanie, wyślij e-mail do autorki [mail=k.borowska@rp.pl]k.borowska@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL