Sztuka

Pracoholicy i desperaci

materiały prasowe
W „Solaninie” młodzi ludzie udręczeni rutyną codziennej pracy desperacko próbują artystycznych karier
Co wybrać – wolny zawód czy wyrobnictwo w kapitalistycznej machinie? Ryzykować biedę czy kontentować się skromną pensją? Takie dylematy męczą Maiko i Naruo, dwudziestoczterolatków z prowincji, którym udało się zakotwiczyć w Tokio. Są parą od pięciu lat, mieszkają razem od roku.
Łączy ich coś na kształt miłości – miło im ze sobą, mają wspólne zainteresowania. Jednak ich uczucie jest dziwnie letnie. Żyją chwilą, nie snują planów na przyszłość. W dodatku to na dziewczynie spoczywają finansowe obciążenia. Ona też gotuje, pierze, robi porządki. Chłopak zarabia grosze jako ilustrator-podwykonawca w mało znaczącej gazecie, której szef bezwzględnie go eksploatuje. Wykończony fizycznie i psychicznie Naruo nie widzi przyszłości w niewolniczej pracy, jednak boi się ją porzucić.
Jedyną odtrutką na podły los jest dlań amatorski zespół muzyczny, założony jeszcze podczas studiów. Jednak trzyosobowy band spotyka się coraz rzadziej, bardziej z potrzeb towarzyskich, niż twórczych. Wiadomo, że na dłuższą metę układ Meiko i Naruo nie ma szans. I rzeczywiście. Panna decyduje się na manewr rozpaczliwy: rzuca znienawidzoną pracę i postanawia żyć z oszczędności. Wie, że starczy ich najwyżej na rok. Lecz co tam, raz się żyje! Poczucie wolności uderza jej do głowy. Nakłania partnera, by poszedł w jej ślady. Niech zostawi beznadziejną dłubaninę przy cudzych rysunkach i na serio zajmie się muzyką. Może naprawdę ma talent? I tak oto Maiko i Naruo stają się parą bezrobotnych z twórczymi aspiracjami. Kres ich fanfaronady nadchodzi szybciej, niż się spodziewali. Niespodziewany zwrot wydarzeń zmienia ich losy. W jaki sposób, nie zdradzę. Komiksowi „Solanin” daleko do klasy mistrzowskiej, acz widać, że autor Inio Asano ma coś do powiedzenia. Jest prawie w wieku swych bohaterów (rocznik 1980), identyfikuje się z nimi i stać go na szczerość. Bez upiększeń oddaje mozół życia, frustracje i ograniczenia wielu japońskich rówieśników. To kraj, w którym pracoholizm zderzony z rygorystyczną tradycją zbierają najtragiczniejsze na świecie żniwo, w postaci rekordowej liczby samobójstw – ponad 30 tysięcy rocznie. Statystyki z 2008 roku podawały, że w Kraju Kwitnącej Wiśni co kwadrans ktoś odbiera sobie życie. Te dramatyczne dane decydują o nastroju niejednego komiksu. Nawet jeśli w fabule nie dochodzi do ostatecznych rozwiązań, gdzieś w dalszych planach czai się depresja. Nawet młodzi ludzie nie cieszą się życiem; są bierni i apatyczni albo agresywni, wyzuci z uczuć. W „Solaninie” młodzi usiłują wyrwać się z kieratu. Przestają pracować, bo nie wytrzymują monotonii codzienności. Mają nadzieję, że jakoś to będzie. Przypominają bohaterów powieści Murakamiego, którzy beztrosko zrywają kontrakty z pracodawcami i ruszają gdzieś hen, w poszukiwaniu ptaka-nakręcacza czy owcy z gwiazdą na grzbiecie. Ale u pisarza rzeczywiste wątki zazwyczaj przeobrażają się w fantazje. Tymczasem komiks od początku do końca uczepiony jest realiów. Asano opowiada historię gorzką i smutną, choć dotyczy ludzi, przed którymi teoretycznie jeszcze całe życie. Jedno, co mnie drażni w „Solaninie”, to szata graficzna. Nie lubię mangi w infantylnym stylu (w „Solaninie” młodzi mają aparycję kilkuletnich dzieci, a główna kobieca postać przypomina elfa). Nie podoba mi się również przesadne zagęszczenie plansz. Brak powietrza, odejścia, zmian planów. Źle się ogląda, choć widać, ze autor sprawnie rysuje. Ale jak jego postaci – nie potrafi dokonać konsekwentnego wyboru. [i]Inio Asano, scenariusz i rysunki Solanin Tłum. Radosław Bolałek Hanami, Warszawa 2009[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL