Historia

Już jedzie mój sherman

Dowódca 10. Brygady Kawalerii (Zmot.) płk Maczek, szef sztabu mjr Skibiński i żołnierze przed przejściem granicy węgierskiej na Przełęczy Tatarskiej, wrzesień 1939 r.
Archiwum „Mówią Wieki
">Grzegorz Łyś
Niebo nad Podhalem i Orawą rozświetlają łuny pożarów. Ze wzgórza Naprawa dowódca 10. Brygady Kawalerii, pierwszej polskiej jednostki pancerno-motorowej, płk Stanisław Maczek i jego szef sztabu mjr Franciszek Skibiński widzą grzbiet góry Wysoka i płonącą Rabkę.
Po całym dniu walki wieczorem 2 września 1939 r. na stokach Wysokiej dymi prawie 50 wraków niemieckich czołgów. Obsługi polskich dział ppanc. biły tutaj do ostatka. Dzięki ich poświęceniu brygadzie udało się zatrzymać Niemców na linii Skawy i obronić Jordanów i Chabówkę.
W ciągu następnych czterech dni Schwarze Brigade – jak nazwali ją Niemcy, od czarnych skórzanych kurtek, jakie nosili jej oficerowie i podoficerowie – powstrzymuje w beskidzkich dolinach natarcie 2. Dywizji Pancernej i 4. lekkiej z XXII korpusu gen. von Kleista. Zapobiega to okrążeniu od południa Armii „Kraków”. Później broni linii Wisłoki i Sanu. Osłania odwrót piechoty pod Nowym Wiśniczem i Łańcutem. Broni Lwowa, atakując bawarską 1. Dywizję Górską. Kiedy po trzech tygodniach walk obronnych przekracza granicę węgierską, liczy mniej niż połowę stanu, ale wciąż jest zdolna do walki. Niemała w tym zasługa mjr. Skibińskiego, żołnierza rzutkiego i dzielnego oraz wysokiej klasy sztabowca. W pokoleniu Franciszka Skibińskiego każdy niemal uczniak planował zostać ułanem. Ale niewielu dążyło do tego celu z tak niezachwianą konsekwencją jak Skibiński. Urodzony w 1899 r. w Monachium, gdzie jego ojciec Władysław studiował w Akademii Sztuk Pięknych, zaraz po maturze w Kijowie zaciągnął się do ułanów w I Korpusie Polskim Dowbora-Muśnickiego. Na przełomie 1918/1919 r. jako podoficer 1. Pułku Ułanów Krechowieckich bronił Lwowa. W wojnie polsko-bolszewickiej dowodził plutonem, a potem szwadronem w 14. Pułku Ułanów Jazłowieckich. Podczas marszu na Kijów z pistoletem w ręku poprowadził swych ułanów do brawurowego ataku w bitwie o węzeł kolejowy Koziatyń, a potem powstrzymywał z nimi zagony kozaków Budionnego.
Po 1920 r. wytrwale się kształcił, był słuchaczem, a potem wykładowcą w Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu. Choć już w owych czasach zaczął zyskiwać renomę zdolnego teoretyka wojskowości – w 1935 r. ukończył Wyższą Szkołę Wojenną – był przede wszystkim kawalerzystą. Lepiej niż za biurkiem czuł się w kasynie, przy kielichu, na polowaniu. I w siodle – do chwili, gdy po raz ostatni dosiadł konia w połowie sierpnia 1939 r. Oficerowie kawalerii, których brygady planowano przekształcić w jednostki motorowe, mieli prawo odmówić przydziału do nowej broni. Skibiński nie miał wątpliwości, że w przyszłej wojnie decydować będą czołgi i oddziały zmotoryzowane. Jako szef sztabu odegrał ważną rolę w formowaniu na nowo – jako jednostki pancerno-motorowej – 10. Brygady Kawalerii. W czerwcu 1940 r. we Francji objął stanowisko szefa sztabu w 10. Brygadzie Kawalerii Pancernej, która pod dowództwem gen. Maczka wyróżniła się m.in. w bitwach o Champaubert i Montbard nad Kanałem Burgundzkim. W sierpniu 1944 r. wraz z żołnierzami 1. Dywizji Pancernej stanął na normandzkiej plaży. W ostatniej fazie bitwy pod Falaise dowodził 10. Pułkiem Strzelców Konnych. Z 3. Brygadą Strzelców 1. Dpanc zdobywał Bredę i ujście Mozy. W styczniu 1945 r. objął dowodzenie nad pancerną pięścią dywizji, 10. Brygadą Kawalerii Pancernej. W początkach kwietnia po 250 km marszu brygada wkracza do Niemiec. Pułkownik Skibiński z wysokiego wzgórza dogląda polskich czołgów pokonujących most na Renie. Jego sztabowcy intonują wspólnie ułożoną okolicznościową pieśń: „Hej za Ren, hej precz/Już jedzie mój sherman/ niech zmyka zły German/ shermanie się wlecz”. Kilka tygodni później brygadier Skibiński przyjmuje kapitulację miasta Jever w ufortyfikowanym rejonie Wilhelmshaven. Pułkownik Skibiński, jeden z niewielu polskich oficerów mających bogate doświadczenia wojenne w dowodzeniu związkami pancerno-motorowymi, liczył na objęcie po Maczku dowództwa 1. Dpanc. Nie doczekał się. Jak twierdzili jego koledzy i podwładni, z których wielu po wojnie się od niego odwróciło, to właśnie było głównym powodem, który skłonił tego kawalerzystę, nigdy wcześniej nieokazującego sympatii lewicowych, do powrotu do kraju w 1947 r. W powojennej Polsce był wykładowcą ASG. Aresztowany w 1951 r. i skazany na karę śmierci za rzekomą konspirację w wojsku, przez 21 miesięcy oczekiwał na jej wykonanie. Po 1956 r., mianowany generałem, był szefem Biura Studiów MON, autorem poczytnych wspomnień („Pierwsza Pancerna”) i rozpraw wojskowych. W swych wyborach – choć w poufnych opiniach określano go w PRL jako „politycznie obcego” – był konsekwentny. W stanie wojennym wspierał WRON. Zmarł w Warszawie w 1991 r. [i]Franciszek Idkowiak, „Franciszek Skibiński: żołnierz, teoretyk i historyk wojskowy”[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL