Sport

Sen boksera

Tej historii nikt nie wymyślił. Zdarzyła się naprawdę. Jej bohater Kassim Ouma miał zaledwie pięć lat, gdy został porwany przez rebeliantów w Ugandzie.
Po latach beznamiętnym tonem opowie o tym, jak zabił pierwszy raz, jak na jego oczach odrąbywano mężczyznom maczetami nogi i ręce. – Od tego czasu popalam trawkę, by upiory przepadły – powiedział w jednym z wywiadów już jako mistrz zawodowego boksu. Gdyby nie jego sukcesy w ringu, prawdopodobnie nikt nie poznałby jego prawdziwej historii, znacznie krwawszej i okrutnej niż najbardziej brutalne bokserskie walki.
Takich chłopców jak Kassim było i wciąż jest w Afryce dziesiątki tysięcy. Musieli zabijać, by przeżyć. Zmuszani przez dowódców do niewyobrażalnych okrucieństw byli jednocześnie sprawcami i ofiarami. Tak jak Ouma, później mistrz świata zawodowego boksu, wtedy chłopak z małej wioski Magamaga oddalonej o trzy godziny drogi od stolicy Ugandy Kampali. On miał więcej szczęścia od innych. Kiedy odkrył, że w armii – która w międzyczasie z partyzanckiej stała się rządową – jest bokserska drużyna, zrozumiał, że sport może być przepustką do wolności. Po kilku latach treningów i walk (na ringu i z karabinem w ręku) wykorzystał wyjazd do USA z narodową reprezentacją swojego kraju i tam poprosił o azyl. Miał za sobą 65 amatorskich walk i tylko trzy porażki. W 1996 roku walczył o prawo startu w igrzyskach olimpijskich w Atlancie, ale nie przystąpił do decydującego pojedynku z powodu kłopotów finansowych.
Dziś Kassim Ouma ma 31 lat, dom w Palm Beach na Florydzie i wiele sukcesów na zawodowym ringu. Pięć lat temu pokonał w Las Vegas Vernona Phillipsa i zdobył tytuł mistrza świata organizacji IBF w wadze junior średniej. Stracił go rok później i nigdy nie odzyskał, ale ma swoje miejsce w historii tej dyscypliny. Pięć sióstr i trzech braci straciło życie w Ugandzie. Czterech przeżyło. Ojca zabili żołnierze. Zabawne, gdy Kassim był w armii, kule go omijały, ale już na Florydzie, w grudniu 2002 roku ktoś do niego strzelał i dwie go trafiły, ale na szczęście nie śmiertelnie. Ma partnerkę, czwórkę dzieci (dwóch synów i dwie córki), z Ugandy ściągnął matkę, która teraz z nimi mieszka. Ma też pieniądze, kolorowy piękny świat dookoła i koszmarne wspomnienia, które nie pozwalają mu spokojnie zasnąć. O tym jest właśnie dokumentalny film Kiefa Davidsona „Kassim – The Dream" zrealizowany rok temu i obsypany nagrodami. Będzie można go obejrzeć w Planete w Wigilię o godz. 22.25.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL