Sądownictwo

Zleceniodawca kradzieży znany

Policjanci prowadzą piątego aresztowanego
Fotorzepa, Pio Piotr Guzik
Krakowska prokuratura ma już informacje wystarczające do ustalenia tożsamości cudzoziemca, który zlecił kradzież
W poszukiwaniach tej osoby śledczym pomogły podsłuchy, które założyli pięciu zatrzymanym mężczyznom, podejrzanym o kradzież.
Prokuratorzy ustalają teraz, czy cudzoziemiec miał być ostatecznym odbiorcą napisu "Arbeit macht frei", czy tylko pośrednikiem działającym na kolejne zamówienie. Wniosek o udzielenie pomocy prawnej w tej sprawie powinien trafić wkrótce do jednego z europejskich krajów. Media spekulowały, że zleceniodawca kradzieży mieszka w Szwecji. Szwedzka policja nie otrzymała dotąd prośby od polskich śledczych o pomoc. Niewykluczone więc, że polska policja i prokuratura, które nie potwierdzają oficjalnie, iż zleceniodawca mieszka w tym kraju, zastosowały przeciek kontrolowany ze śledztwa, a faktyczny zleceniodawca pochodzi z innego kraju. Krakowski sąd zdecydował też w środę o aresztowaniu na trzy miesiące piątego z podejrzanych, Marcina A., uważanego za organizatora kradzieży. We wtorek postanowił o areszcie dla czterech złodziei.
Choć Marcin A. początkowo odmawiał składania zeznań, zmienił zdanie. I zaczął przekazywać interesujące dla śledczych wyjaśnienia. To ważne, bo prawdopodobnie tylko on miał już od wiosny kontakt z zagranicznym zleceniodawcą. Według jego relacji przebieg akcji znacznie odbiega od zeznań trzech złodziei, którzy od początku współpracują z policją i prokuraturą – dowiedzieliśmy się nieoficjalnie. Jednak – jak poinformował "Rz" Janusz Hnatko z Prokuratury Okręgowej w Krakowie – nie przyznaje się do winy. W przeciwieństwie do pozostałej czwórki. Wszystkim aresztowanym grozi dziesięć lat więzienia za kradzież dobra o szczególnym znaczeniu dla kultury. Krakowska Prokuratura Okręgowa zarzuciła Muzeum Auschwitz-Birkenau, że dawny obóz nie był należycie chroniony i zapowiedziała postępowanie w tej sprawie, muzeum zaś odpiera zarzuty. W oświadczeniu przekazanym mediom rzecznik placówki podkreśla, że w muzeum działa elektroniczny system kontroli pracy wartowników w terenie, a wszystkie procedury były uzgodnione z małopolską policją. Tymczasem minister kultury Bogdan Zdrojewski zapowiedział w środę wyciągnięcie konsekwencji wobec odpowiedzialnych za ochronę muzeum. Tablicę złodzieje zdjęli bowiem między północą a pierwszą w nocy z czwartku na piątek, a strażnicy jej brak zauważyli dopiero około piątej rano. Szef resortu kultury stwierdził jednak, że do samego dyrektora placówki nie ma zastrzeżeń. Ujawnił też, że dyrektor zawiesił zmianę, która pełniła służbę w czasie kradzieży napisu.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL