Banki

Kierunek Genewa

Obciążenie bankowych premii wysokim podatkiem zachęca część bankierów do ucieczki z Londynu
Fotorzepa, Filip Frydrykiewicz F.F. Filip Frydrykiewicz
Bankierzy z Londynu, by uniknąć płacenia podatków, przenoszą się do Szwajcarii. Wszystko przez 50-proc. podatek od bonusów wprowadzony w Wielkiej Brytanii i Francji. Lokalizacji nie zmienią największe instytucje
Najlepiej zarabiający bankierzy nie mają czasu kupować prezentów pod choinkę. Większość z nich szuka ofert sprzedaży nieruchomości w Szwajcarii.
Francuzi, których też nie brak wśród kupujących, mają łatwiej, bo ich kraj graniczy ze Szwajcarią. Powód tych pospiesznych wycieczek jest jeden: jeśli masz w Szwajcarii dom, możesz się ubiegać o pozwolenie płacenia tutaj podatków. Płacący podatki w Szwajcarii ma szansę uniknięcia karnego 50-proc. haraczu, jaki nałożyły na bankierskie bonusy rządy Wielkiej Brytanii i Francji, kiedy wartość bonusu przekroczy 25 tys. funtów lub 27 tys. euro. Podobną decyzję zamierza podjąć rząd niemiecki. Z tych wypłat zrezygnował już zarząd Goldmana Sachsa oraz prezes Morgana Stanleya. Londynowi grozi wyludnienie – alarmują ekonomiści. – Nic takiego się nie stanie. Londyn pozostanie centrum światowej bankowości – mówi„Rz” Norbert Walter, główny ekonomista Deutsche Banku. To ten bank jako pierwszy zdecydował, że 50- -proc. podatek od bonusów zapłacą nie tylko pracujący w Wielkiej Brytanii i Francji, ale wszyscy pracownicy DB.
– No i bardzo dobrze – stwierdził w wywiadzie dla BBC Andy Haldane, członek zarządu Bank of England, odpowiadający w tej instytucji za stabilizację finansową Wielkiej Brytanii. Jego zdaniem to dobrze, bo banki stały się zbyt duże, nie mówiąc o tym, że ich pracownicy pozwalają sobie na nadmierne ryzyko w przekonaniu, że podatnicy i tak ich uratują w razie kłopotów. – Gdyby się rzeczywiście okazało, że najlepsze banki wyprowadzą się z Londynu, byłoby to niekorzystne, ale jeśli weźmiemy pod uwagę koszty utrzymania tak rozdętego systemu finansowego, może i warto tę cenę zapłacić – dodał Haldane. Nieruchomości w Szwajcarii są mniej więcej w tej samej cenie co w Wielkiej Brytanii po kryzysowej korekcie. Tyle że sama Genewa nie jest światową metropolią. Blisko stamtąd na narty – do Megeve, Chamonix oraz innych kurortów szwajcarskich i francuskich. Życie jest tu drogie, ale na poważne zakupy można pojechać do pobliskiego Lyonu, bo tam jest taniej. W samej Genewie mieszka ok. 200 tys. osób, a 65 tys. dojeżdża codziennie do pracy z Francji, bo tam nieruchomości są znacznie tańsze. Tyle że banki mające tam swoje centrale zarządzają 10 proc. prywatnych funduszy inwestycyjnych. Jest więc mało prawdopodobne, by do Genewy przeprowadziły się tak wielkie instytucje jak HSBC czy Barclays, ale banki szwajcarskie, takie jak UBS i Credit Suisse, nie mają żadnego problemu z przeniesieniem działalności z Londynu do Genewy. Wczoraj genewskie portale firm zajmujących się pośrednictwem w handlu nieruchomościami oferowały niespełna setkę wolnych posiadłości. Średnia cena domu z trzema sypialniami w Genewie lub na jej przedmieściach to 1,65 mln dol. Za takie samo mieszkanie w Londynie trzeba zapłacić 1,3 – 1,5 mln dol. [i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: [mail=d.walewska@rp.pl]d.walewska@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL