Muzyka

Dobra muzyka pod choinką

Barbra Streisand „Love Is the Answer” Sony Music, 2009
sony music
Zamiast przereklamowanych przebojów sezonu, lepiej podarować wartościowe nowości
O muzyczną wpadkę łatwo. Wiele najgłośniejszych nagrań tego roku, to tylko sprytnie opakowana porażka. Podpowiadamy, których albumów unikać i czym je zastąpić
[srodtytul] Po pierwsze: Barbra Streisand zamiast Susan Boyle [/srodtytul]
Standardy muzyki rozrywkowej w orkiestrowych aranżacjach, to świetny prezent. Pod warunkiem, że nie zostały użyte jako trampolina do sławy. Susan Boyle, laureatka telewizyjnego konkursu dla domorosłych talentów, umie zaśpiewać czysto i poprawnie, ale nie ma pojęcia, jak wypełnić muzykę uczuciami. Słuchając jej wersji „Cry Me a River” czy „Wild Horses” można umrzeć z nudów. Natomiast doświadczona Barbra Streisand bierze się za kamienie milowe muzyki po to, by przyprawić o dreszcze i łzy. Jej wykonanie „Smoke Gets In Your Eyes” czy „Here’s to Life” będziemy kochać i za sto lat, o Susan Boyle zapomnimy już jutro. [b]Tak[/b] Barbra Streisand „Love Is the Answer” Sony Music, 2009 [b] Nie [/b] Susan Boyle “I Dream a Dream”, Sony Music, 2009 [srodtytul]Po drugie: Jamie Cullum zamiast Michaela Bublé [/srodtytul] Nie wystarczy kopiować Franka Sinatrę, by wielbicielki męskiej piosenki i fani jazzu stracili głowę. Michael Bublé nieźle wygląda i nieźle śpiewa, ale jest zwykłym muzycznym bublem. Grzecznym uczniakiem, którego nie interesuje odkrywanie utworów na nowo, tylko zarabianie pieniędzy na pozbawionych fantazji powtórkach. Na szczęście jest Jamie Cullum – szalony, odważny artysta, który składa hołd mistrzom, ale szuka własnej ścieżki i eksperymentuje. Nawet z piosenek Rihanny umie zrobić dzieło sztuki. Jeśli szukacie Sinatry XXI wieku, to właśnie ten chłopak. [b] Tak[/b] Jamie Cullum „The Pursuit”, Universal Music, 2009 [b]Nie[/b] Michael Bublé “Crazy Love”, Warner Music, 2009 [srodtytul]Po trzecie: Calvin Harris zamiast Black Eyed Peas[/srodtytul] Muzyka taneczna to znacznie więcej niż ostry rytm przypominający walenie młotkiem po głowie. I więcej, niż zredukowane do kilku tonów syntezatory. Grupa Black Eyed Peas króluje na listach, bo stosuje prymitywne tricki i żeruje na naiwności nastolatków, którzy szpanują efektownymi dzwonkami w komórkach. Ale wymagający słuchacze będą zniesmaczeni. Skuteczną odtrutkę przygotował Calvin Harris, rozkwitająca gwiazda wysublimowanego dance. Porywa na parkiet, zapewniając pełnowartościowe muzyczne doznania, różnorodne brzmienia i świetne melodie. [b] Tak [/b] Calvin Harris „Ready for the Weekend”, Sony Music, 2009 [b] Nie [/b] Black Eyed Peas, “The E.N.D.”, Universal Music, 2009 [srodtytul]Po czwarte: Mika Urbaniak zamiast Kayah[/srodtytul] Kayah pozostaje jedną z najlepszych polskich piosenkarek, niestety zostaje też w tyle za niezwykłymi i świeżymi tendencjami w popie. Jej nowe melancholijne ballady i utwory inspirowane klasycznym funkiem, to nieco znoszony kostium, w którym występuje od lat. Natomiast Mika Urbaniak ożywiła nasze fale radiowe mieszanką chwytliwych motywów, nietypowymi aranżacjami i oryginalnymi rytmami. Jej muzyka jest inspirowana tzw. czarnym brzmieniem i jazzem, ale wymyka się schematom, wydaje się nieuchwytna, lekka i osobista. Mika Urbaniak uciekła z wielkiej amerykańskiej wytwórni, by pozostać sobą nad Wisłą. [b]Tak [/b] Mika Urbaniak, „Closer”, Sony Music, 2009 [b]Nie [/b] Kayah, „Skała”, Kayax, 2009 [srodtytul] Po piąte: Jay-Z zamiast 50-Centa [/srodtytul] Podczas gdy 50-Cent robi, co może, by utrzymać przy życiu toporny gangsta rap, Jay-Z katapultował hip-hop w przyszłość. W świecie 50 Centa niewiele się zmienia: rytm pozostał niespieszny, refreny – chwytliwe, rymy – nieskomplikowane. Jego utwory wciąż przypominają groźne pohukiwanie na wyimaginowanych rywali, wymachiwanie spluwą przed oczyma rzekomo zazdrosnych typów. Ale temu muzykowi nie ma już czego zazdrościć, można tylko współczuć, że jego czas minął. Natomiast Jay-Z w wielkim stylu wyprzedza hiphopowy peleton: uciekł w świat instrumentalnych brzmień, zadziwiających świeżością wersów i optymistycznych treści. To muzyka dla zwycięzców, zrodzona nie z rasowych kompleksów, ale autentycznego talentu i wiary w siebie. [b]Tak [/b] Jay-Z, „The Blueprint III”, Warner Music, 2009 [b] Nie [/b] 50-Cent „Before I Self Destruct”, Universal, 2009 [link=http://www.facebook.com/pages/Serwis-Kulturalny-rppl/140157390741]Komentuj na Facebooku[/link]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL