Przestępczość

Meksyk: śmierć ojca chrzestnego

Arturo Beltran Leyva
Fotorzepa
Nie żyje bandyta poszukiwany listem gończym przez policje USA i Meksyku, za którego głowę wyznaczono 2,4 mln dolarów nagrody
Mówiono na niego „Śmierć”, „Białe Buty”, „Szef Szefów”. 48-letni Arturo Beltran Leyva był czołową postacią kartelu narkotykowego z Sinaloa. W nocy ze środy na czwartek piechota morska przypuściła – z ziemi i z powietrza – szturm na posiadłość w liczącej 350 tysięcy mieszkańców Cuernavace (60 km od stolicy), gdzie przebywał. Bandyta został śmiertelnie postrzelony. Zginęło czterech z jego goryli. Piąty popełnił samobójstwo. Życie straciło także sześciu z ponad 500 żołnierzy biorących udział w trwającej dobrych pięć godzin akcji. Mieszkańcy Cuernavaki przeżyli chwile grozy, słysząc wybuchy granatów i salwy z karabinów.
Cała operacja rozpoczęła się przed sześcioma dniami. Beltran Leyva ukrywał się w różnych posiadłościach, zawsze udawało mu się uciec, nim dopadło go wojsko. Dom, w którym został w końcu okrążony i zabity, znajduje się 500 metrów od rezydencji gubernatora stanu Morelos. – Od lat mieliśmy go na celowniku, jednak zawsze udawało mu sie uciec – mówi „Rz” admirał José Luis Vergara z Ministerstwa Marynarki.
– W ostatnim tygodniu byliśmy już bliscy zatrzymania go, jednak się nam to nie udało. Szczęście dopisało nam w środę: zlokalizowaliśmy go i już nie wypuściliśmy – dodaje. Podkreśla, że zabity bandyta był jedną z dwóch osób najbardziej poszukiwanych w Meksyku. – Beltran miał w ręku wielu policjantów w mieście Meksyk, dlatego czuł się bezpieczny w Cuernavace – mówi nam pracownik MSW, który woli pozostać anonimowy. – Od dawna to podejrzewaliśmy, bo zawsze się nam wymykał. Dlatego użyliśmy wojska, a nie policji i była to najlepsza decyzja, jaką mogliśmy podjąć. O naszych działaniach nie poinformowaliśmy nikogo z lokalnej policji. Na szczęście wojsko nie jest jeszcze w zasięgu narcos, jak policja, która, niestety, przestała być wiarygodna. Całą akcję uważa za wielkie zwycięstwo prezydenta Felipe Calderona, który w 2006 roku wypowiedział wojnę kartelom narkotykowym. Dodaje jednak, że „gdy jeden kartel opuszcza jakiś region kraju, natychmiast zadomawia się w nim inny”. – Jeśli z czasem kartel z Sinaloa będzie chciał odbić regiony, z których został wyparty, może to spowodować kolejny rozlew krwi. Jednak walka z narcos, to jedyna metoda, by zapewnić Meksykanom spokój i dobre warunki życia – zapewnia. Od 2006 roku w wyniku operacji przeciw kartelom i krwawej wojny o kontrolę handlu narkotykami zginęło w Meksyku ponad 15 tysięcy ludzi.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL