Świat

Republika z odsłoniętą twarzą

Fotorzepa, Seweryn Sołtys Seweryn Sołtys
Rząd Francji zamierza wprowadzić zakaz noszenia burki w urzędach. Posłowie rządzącej Unii na rzecz Ruchu Ludowego (UMP) chcą pójść o krok dalej i zakazać muzułmankom zasłaniania twarzy na ulicy.
Debata nad zakazem noszenia burki toczy się nad Sekwaną od ponad pół roku. Wczoraj zakończyła prace specjalna komisja parlamentarna powołana do rozpatrzenia tej kwestii. Jej raport ma zostać ogłoszony pod koniec stycznia. Już teraz jednak wiadomo, że rządząca centroprawica chce, by burka całkowicie zniknęła z ulic francuskich miast. Według szefa klubu parlamentarnego UMP Jeana-Francois Cope „strój ten nie da się pogodzić z życiem w społeczeństwie i wartościami republiki”.
Rząd nie chce się zgodzić na tak radykalny krok. Według ministra pracy Xaviera Darcosa Francja powinna być „republiką z odsłoniętą twarzą”, ale nie kosztem wolności religijnej. Jego zdaniem ulica należy do sfery prywatnej, w którą władze nie mogą się wtrącać. – Całkowity zakaz noszenia burki byłby trudny do obrony przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka – powiedział jeden z doradców rządu dziennikowi „Le Figaro”. Zasłanianie się od stóp do głów ma być zakazane wyłącznie w urzędach, na przykład w merostwach, prefekturach i na posterunkach policji. Burka ma być także przeszkodą w uzyskaniu francuskiego obywatelstwa. Posłów partii rządzącej niepokoi nie tylko kwestia burki. Podczas obrad komisji parlamentarnej ekspert ds. zarządzania zasobami ludzkimi Carl Pincemin przedstawił raport o wymaganiach, które muzułmańscy pracownicy stawiają pracodawcom. Według Pincemina muzułmanie szantażują firmy, domagają się coraz to nowych przywilejów, grożąc oskarżeniem ich o dyskryminację religijną.
– Najpierw chcieli, by w stołówkach były potrawy z mięsa zwierząt ubitych zgodnie z islamskim rytuałem, teraz domagają się oddzielnych stołówek, bo nie chcą spożywać posiłków razem z osobami jedzącymi wieprzowinę – powiedział Pincemin. Innym przeszkadza, że posiłki podaje im kobieta, i żądają, by pracownice stołówek nosiły długie rękawy. Podobnie napięta jest sytuacja w szpitalach. Muzułmanie domagają się, by ich żony lub córki badały kobiety. Jeśli ich życzenia nie są spełniane, stają się agresywni. Tydzień temu w szpitalu w Lyonie muzułmanin ciężko pobił położnego, który próbował ratować jego żonę. Mężczyzna był reanimowany przez ponad pół godziny. Na muzułmanów skarżą się władze lokalne. Według stowarzyszenia merów „Miasto i przedmieścia” muzułmanie awanturują się w szkolnych stołówkach, bo serwuje się w nich wieprzowinę, i nie godzą się, by ich córki chodziły na basen czy uczestniczyły w lekcjach gimnastyki. Debata na temat integracji muzułmanów rozgorzała ponownie kilka dni temu, po tym jak sekretarz stanu ds. rodziny Nadine Morano poradziła muzułmanom, by nauczyli się mówić poprawnie po francusku, znaleźli pracę i nie ubierali się „jak emigranci z getta”. Została za tę wypowiedź ostro skrytykowana przez wszystkie frakcje polityczne. Pani minister broniła się, podkreślając, że nadszedł czas, by młodzi muzułmanie przestali być kojarzeni z „bejsbolówką, bezrobociem i językiem ulicy”, jeśli chcą stać się pełnowartościowymi Francuzami.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL