Społeczeństwo

"Nie mamy nic do stracenia"

Fotorzepa, Dominik Pisarek Dominik Pisarek
Przed Ministerstwem Gospodarki oraz Kancelarią Szefa Rady Ministrów odbyła się kilkutysięczna manifestacja "Solidarności". Uczestnicy domagali się od rządu działań, które uratują ich zakłady
Gmach ministerstwa był od godziny 12.00 obrzucany petardami. Stojący po drugiej stronie ulicy demonstranci mieli ze sobą wielki transparent, na którym wypisali swoje postulaty, między innymi "Chcemy pracy i chleba".
Krzysztof Fidura z "Solidarności" Stoczni Szczecińskiej powiedział, że związkowcy przyjechali do Warszawy, bo są w bardzo trudnej sytuacji. - Nie mamy środków na utrzymanie, nie mamy pracy, nie mamy żadnych świadczeń - powiedział związkowiec.
- Rząd zostawił nas. Po wielu nieudanych próbach uruchomienia majątku po stoczni, co było nam obiecane, od stycznia nie mamy za co żyć - dodał Fidura. Stoczniowcy są rozżaleni. Nie mają pracy, a szkolenia, które miały im pomóc znaleźć zatrudnienie, nie przyniosły rezultatów. Sprzed Ministerstwa Gospodarki manifestanci przeszli pod Kancelarię Premiera, gdzie wręczyli petycję szefowi rządu. Przed gmachem siedziby premiera zapłonęły opony. W wyniku zamieszek dwóch policjantów odniosło lekkie obrażenia. Policja nie podaje, czy po stronie związkowców są poszkodowani.
Źródło: Polskie Radio

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL