Finanse

Afryka domaga się rozliczenia Kioto

Przedstawiciele krajów afrykańskich protestują przeciwko stawianiu im wymogów przez kraje bogate, które same mają problemy z redukcją emisji CO2 zgodnie z protokołem z Kioto
Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski Krzysztof Skłodowski
Frustracja biednych państw afrykańskich na szczycie sięgnęła apogeum. Żądają, by bogaci wywiązali się ze zobowiązań
Państwa rozwinięte powinny się rozliczyć z protokołu z Kioto – uważają najbiedniejsze kraje. Wczoraj w Kopenhadze grupa 53 państw afrykańskich opuściła główną sesję plenarną konwencji klimatycznej ONZ w proteście przeciwko spychaniu negocjacji w sprawie Kioto na drugi plan. Wraz z nimi obrady zbojkotowała najliczniejsza G77, której ton nadają Chiny.
– G77 uważa, że kraje rozwinięte łamią ducha konwencji klimatycznej, bo próbują nałożyć na biedne państwa zobowiązania do redukcji emisji. Jednocześnie G77 zarzuca im, że za mało zredukowały swoje emisje – komentuje Jacek Mizak z Ministerstwa Środowiska, członek polskiej delegacji na COP15. Kraje afrykańskie domagają się specjalnej sesji poświęconej rozliczeniu protokołu z Kioto. W jego ramach państwa rozwinięte zobowiązały się do ogólnej redukcji emisji gazów cieplarnia-nych o 5,2 proc. do 2012 r. (w porównaniu z 1990 r.). Za niewypełnienie zobowiązań powinny zapłacić inwestycjami i transferem funduszy. Z kolei kraje afrykańskie domagają się pieniędzy na adaptację do zmian klimatu. – Już teraz w Afryce są klimatyczni uchodźcy. Spójrzcie na susze we wschodniej Afryce – przekonywał Victor Ayodeji Fodeke, reprezentant Nigerii.
– Polska także powinna się domagać rozliczenia protokołu z Kioto. Mamy ogromne osiągnięcia i nadwyżkę praw do emisji. Gdyby grupa biednych państw o tym nie przypomniała, nikt by się nie upomniał o rozlicznie protokołu z Kioto – komentuje prof. Jan Szyszko. Problem w tym, że Stany Zjednoczone nie przystąpiły do protokołu z Kioto i nie zamierzają tego robić. Dlatego też Unia Europejska chce się skupić na nowym porozumieniu, które po 2012 r. obejmie wszystkie kraje. W efekcie wytworzył się impas. Przewodnicząca konwencji klimatycznej, duńska minister Connie Hedegaard, proponuje przyjąć jeszcze w Kopenhadze zmiany do protokołu z Kioto. Wtedy zobowiązania dla krajów rozwiniętych nie wygasałyby po 2012 r., ale ustalono by nowe cele redukcji emisji. Jednocześnie w Kopenhadze muszą zostać stworzone ramy dla nowego porozumienia ochrony klimatu do 2050 r., pod którymi podpiszą się Stany Zjednoczone i kraje rozwijające się, w tym Chiny. Jeśli ten kompromis zostanie przyjęty, to będzie oznaczał bardzo korzystne rozwiązanie dla Polski. W ramach protokołu z Kioto nasz kraj dysponuje ogromną nadwyżką praw do emisji CO2, które może sprzedać innym państwom. Pula 500 mln ton CO2 warta jest przynajmniej 2 mld euro, ale nie zdążymy jej spieniężyć do 2012 r. Korzystnym dla Polski rozwiązaniem jest też utrzymanie 1988 roku jako daty, od której liczy się redukcję emisji. Mieliśmy wtedy bardzo wysokie emisje gazów cieplarnianych. W czwartek do Kopenhagi na ostatnie dwa dni negocjacji przyjadą przywódcy z ponad 100 państw. Premier Wielkiej Brytanii Gordon Brown na wieść o bojkocie państw afrykańskich zapowiedział przyspieszenie swojej wizyty. Najbardziej oczekiwany jest prezydent USA Barack Obama. Na COP15 wybiera się też prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew. W swoim blogu zapowiedział wczoraj, że do 2020 roku Rosja jest gotowa obniżyć emisję gazów cieplarnianych o 25 proc. w porównaniu z początkiem lat 90. Do podobnego kroku zachęcił też czołowe gospodarki świata: USA, Chiny, Indie, Brazylię. [i]jpr[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL