Kraj

Śledczy, ale wyjątkowo niechętny

Fotorzepa
Franciszek Stefaniuk - gdyby został na posiedzeniu komisji śledczej, nie byłoby sporu o Kempę i Wassermanna.
To nieobecność posła Polskiego Stronnictwa Ludowego Franciszka Stefaniuka zdecydowała o tym, że posłowie PiS zostali wykluczeni z komisji hazardowej. Gdyby był wtedy w sali, stanąłby pewnie za Beatą Kempą i Zbigniewem Wassermannem – sam mówił o tym w mediach. I Prezydium Sejmu nie musiałoby szukać wyjścia z patowej sytuacji.
[srodtytul]Część szerszej strategii[/srodtytul] – Stefaniuk jest usprawiedliwiony, bo tego głosowania nie było w porządku obrad – powiedział w rozmowie z „Rzeczpospolitą” wicepremier i szef PSL Waldemar Pawlak.
Sam Stefaniuk też nie ma sobie w tej sprawie nic do zarzucenia. – Nie ja byłem autorem tego wniosku – wyjaśnia. I choć zapewnia, że jego nieobecność była spowodowana umówionym wcześniej spotkaniem, a nie żadnymi politycznymi kalkulacjami, to wielu polityków jest przekonanych, że nie był to czysty przypadek. – Nie chciał uczestniczyć w tej awanturze, bo zawsze starał się unikać konfliktów. Ale niechcący doprowadził do jednego z poważniejszych kryzysów politycznych ostatnich tygodni – zwraca uwagę jego kolega ze Stronnictwa. [wyimek]To nie jest pies gończy, tylko ciepły, serdeczny człowiek Eugeniusz Kłopotek poseł PSL[/wyimek] Dr Wojciech Jabłoński, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego, uważa jednak, że zachowanie Stefaniuka jest częścią szerszej strategii PSL. – Ludowcy chcą się dystansować od wszelkich afer, by dzięki temu wzmocnić swą pozycję w koalicji, a jednocześnie nie zamykać sobie na przyszłość drogi do ewentualnej koalicji z PiS – podkreśla. [srodtytul]Przede wszystkim życzliwość [/srodtytul] Franciszek Stefaniuk w Sejmie zasiada nieprzerwanie od 1989 roku. Do tej pory udawało mu się nie tylko unikać wszelkich poważniejszych konfliktów, ale też pierwszych stron gazet. Choć z dziennikarzami rozmawia chętnie. – Kiedy był wicemarszałkiem Sejmu, zakazał pisać, że chętnie angażuje się w akcje charytatywne – wspomina jeden z dziennikarzy. – Tłuma- czył, że pomaga nie po to, by się o tym rozpisywać w gazetach. W dowolnym momencie można było do niego wpaść na pogawędkę. Zawsze miał dla gości cukierki z alkoholowym nadzieniem. Nie zdradzał tajnych informacji. Najczęściej ubolewał, że politycy nie umieją się porozumieć. Zdaniem posła Wiesława Wody z PSL wynika to z tego, że jest po prostu państwowcem. Sam Stefaniuk tłumaczy, że taka jest jego recepta na funkcjonowanie w parlamencie: życzliwość dla wszystkich ludzi, niezależnie od ich poglądów politycznych. – To przyzwoity człowiek o wysokim morale, bardzo wrażliwy. Jest bardzo lubiany przez posłów, niezależnie od opcji politycznej – przyznaje Jerzy Budnik z PO. – Jako śledczy wziął jednak na siebie zadanie, które go przerasta. To nie jest człowiek walki, nie lubi wrzawy, konfliktu. Zdziwiłem się, że zgodził się na pracę w komisji śledczej. – To wcale nie było takie proste – przyznaje szef Klubu PSL Stanisław Żelichowski. – Stefaniuk nie chciał iść do komisji. Uważa, że posłowie powinni stanowić prawo, a nie zajmować się śledztwami. Zgodził się w końcu, gdy dostał polecenie partyjne. Inny polityk PSL dodaje, że niechęć Stefaniuka wynika też z urazu, jaki został mu po tragedii Józefa Gruszki z PSL, który stał na czele komisji śledczej ds. Orlenu. Zaangażowany w wyjaśnienie sprawy Gruszka nagle dostał wylewu. [srodtytul]Żaden fighter [/srodtytul] – Stefaniuk jest przekonany, że to nie był przypadek. Mam wrażenie, że wręcz fizycznie boi się o swoje bezpieczeństwo. Jest przekonany, że tak jak mafia paliwowa załatwiła Gruszkę, tak hazardowa może zagrozić jemu. Dlatego nie angażuje się w prace komisji – tłumaczy jeden z jej członków. – Zajmujemy się aferą hazardową, a ona ma znikome znaczenie dla ludzi. Sejm pracuje nad przyszłorocznym budżetem, który jest o wiele ważniejszy i tym jakoś nikt się nie interesuje – tak swoją niechęć do komisji tłumaczy sam Stefaniuk. Dodaje, że jeśli istnienie komisji ma jakiś sens, to jedynie taki, by określić, gdzie przebiega granica między nielegalnym lobbingiem a zwykłymi konsultacjami. Stefaniuk od początku pracy w komisji pokazywał zresztą, że nie będzie w niej fighterem. Zrezygnował z objęcia funkcji w prezydium. – Wiceprzewodniczącym powinien być ktoś z opozycji – wyjaśniał. Koledzy z klubu mówią wprost: śledczy to nie rola dla niego. – To nie jest pies gończy, tylko ciepły, serdeczny człowiek – twierdzi Eugeniusz Kłopotek. A inny poseł PSL, Mieczysław Kasprzak, zwraca uwagę na światopogląd Stefaniuka: – Pochodzi z rodziny katolickiej, te wartości są mu zawsze bliskie. [srodtytul]Serce poety [/srodtytul] Stefaniuk od zawsze stawał po stronie Kościoła. Był orędownikiem konkordatu. A w 1993 r. walczył ze zwolennikami łagodzenia przepisów dotyczących aborcji. Podarł nawet projekt w tej sprawie z podpisami ludowców. – Najważniejszym wydarzeniem w parlamencie po 1989 r. była wizyta Jana Pawła II. On przekazał nam wtedy prawdziwą konstytucję politycznego postępowania – uważa Stefaniuk. Zawsze miał też dobre relacje z Radiem Maryja. Ale słynny jest jego występ w innej stacji – w publicznej Jedynce. W 1996 r. przedstawił program ludowców w słuchowisku „W Jezioranach”. Z propagandy PSL musiało się później tłumaczyć mediom kierownictwo radia. Inną niekonwencjonalną metodą docierania do wyborców są wiersze. W 1995 r. wydał tomik „Rytm ziemi, rytm serca”. O wyborze Pawlaka na premiera w 1992 r. pisał: „kłos tak piękny zostanie premierem (...) błogo się zrobiło w chłopskim świecie, w wiejskich ogródkach cieszyło się kwiecie”. – Jak tylko coś nowego napisze, recytuje swoje limeryki w klubie – mówi jeden z posłów PSL. O hazardowej komisji śledczej limeryku jeszcze nie napisał. – Może napiszę, gdy zakończy prace – zapowiada. Masz pytanie,wyślij e-mail do autorów [mail=k.borowska@rp.pl]k.borowska@rp.pl[/mail], [mail=k.manys@rp.pl]k.manys@rp.pl[/mail] [ramka][b]Dziś decyzja, kiedy wezwanie[/b] Dziś ma się odbyć posiedzenie hazardowej komisji śledczej, które będzie rozstrzygać, kiedy będą przesłuchani Beata Kempa i Zbigniew Wassermann. Wczoraj Prezydium Sejmu uznało, że najlepszym wyjściem z pata, w jakim znalazła się komisja po wykluczeniu ze swojego grona posłów PiS, będzie jak najszybsze ich przesłuchanie. I jeśli okaże się to możliwe, ponowny ich wybór do komisji. Klub PiS już zresztą zapowiada, że na swoich przedstawi- cieli do komisji ponownie zgłosi Kempę i Wassermanna.Zdaniem wiceszefa komisji Bartosza Arłukowicza (Lewica) do przesłuchania powinno dojść jeszcze w tym tygodniu. Jej szef Mirosław Sekuła (PO) podkreśla zaś, że będzie to możliwe, jeśli tylko posłowie PiS się na to zgodzą. Jako świadkowie powinni bowiem być uprzedzeni o przesłuchaniu z minimum tygodniowym wyprzedzeniem. —mns[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL