Świat

Nie ma partii bez czarnych kas?

AFP
Skandale finansowe z udziałem partii politycznych nikogo już w Niemczech nie dziwią. Wyrok w sprawie czarnej kasy partyjnej FDP, ugrupowania wicekanclerza Guida Westerwellego, przeszedł niemal bez echa
Partia Wolnych Demokratów (FDP) już nie protestuje. Gotowa jest zapłacić 3,5 mln kary nałożonej na nią przez Bundestag za fałszowanie ksiąg partyjnych oraz przekręty z darowiznami. Zmusił ją do tego Sąd Administracyjny w Berlinie, bezlitosny w tępieniu politycznej korupcji. – Nie jest to suma, która położy na łopatki tak bogate ugrupowanie – oceniły zgodnie niemieckie media. Równie zgodnie doszły do wniosku, że cała sprawa nie zaszkodzi wizerunkowi Westerwellego, chociaż to on był szefem partii i przyjacielem bohatera skandalu sprzed lat, który teraz znalazł epilog w sądzie.
[srodtytul]Westerwelle i jego przyjaciel[/srodtytul] Był nim nieżyjący już Jürgen Möllemann, wicekanclerz i minister gospodarki w rządzie Helmuta Kohla. Gdy wybuchła afera z czarną kasą partyjną FDP, kierował organizacją wolnych liberałów w Nadrenii Północnej-Westfalii. To on wpadł na pomysł zorganizowania spektakularnej kampanii wyborczej FDP w 2002 roku. Westerwelle był już wtedy szefem liberałów, mających wyjątkowo niskie notowania w sondażach wyborczych. Zaplanowana z rozmachem kampania miała zmienić ten stan rzeczy. FDP mianowała swego szefa kandydatem na kanclerza i zafundowała mu wielki autobus w barwach partyjnych z napisem „Guidomobile”, którym przemierzał Niemcy. Nosił krawaty z „18” – taki procent głosów miała zdobyć jego partia.
Möllemann postanowił także zdobyć dla FDP głosy czteromilionowej rzeszy niemieckich muzułmanów. Wydrukował sterty ulotek krytykujących Izrael i rozsyłał je na prywatne adresy wyznawców islamu. Wybuchł skandal, bo nikt w Niemczech nie odważył się dotąd wykorzystać antysemityzmu w polityce. Nikt nie wiedział, skąd Möllemann wziął pieniądze na sfinansowanie całej akcji. Dopiero po wyborach, w których FDP zdobyła połowę z zamierzonych 18 proc. głosów, okazało się, że zorganizował czarną kasę partyjną, do której wpływały nielegalne dotacje. Ile i skąd pochodziły – nie wiadomo do dziś. Krążyły pogłoski, że korzystał z pieniędzy państw arabskich. Rok po wyborach Möllemann popełnił samobójstwo. W czasie skoków nie otworzył spadochronu. – Westerwelle wyszedł z afery obronną ręką, a całe odium spadło na Möllemanna i organizację FDP w Nadrenii – twierdzi znany niemiecki dziennikarz śledczy Hans Leyendecker. Tak czy owak FDP dołączyła do grona ugrupowań, których nie ominęły skandale finansowe. CDU zasłynęła z czarnych kas partyjnych kanclerza Helmuta Kohla. Bawarska CSU korzystała z pieniędzy aferzysty. SPD w Kolonii wzięła milionowe łapówki za pomoc w budowie spalarni śmieci. Postkomuniści nie rozliczyli się z „zaginionych” milionów, które miały pochodzić z kas SED, partii komunistycznej NRD, której są spadkobiercami. Ze wszystkich reprezentowanych w Bundestagu ugrupowań jedynie Zieloni mają na sumieniu tylko niewielkie nadużycia. [srodtytul] Kogo pogrąży Schreiber [/srodtytul] Bohaterem największego skandalu jest bez wątpienia Kohl. Miał czarną kasę, do której wpływały miliony od przyjaciół kanclerza z kręgów przemysłowych. Kohl nigdy nie ujawnił nazwisk ofiarodawców, a proces sądowy zakończył się ugodą. Były kanclerz zapłacił 300 tys. marek (ok. 150 tys. euro) grzywny i sprawę zamknięto. Ta afera otworzyła drzwi do wielkiej kariery Angeli Merkel jako jedynej z kierownictwa CDU, która nie maczała rąk w podejrzanych interesach. – Bez tej afery Angela Merkel nie byłaby w stanie zdobyć stanowiska szefowej CDU. Niewykluczone, że kanclerzem byłby dzisiaj Wolfgang Schäuble – ocenia Gerd Langguth, biograf Merkel. Ale Schäuble, obecny minister finansów, sam przyjął swego czasu 100 tys. marek od aferzysty Karlheinza Schreibera, który czeka teraz na proces w Monachium. – Nie należy się spodziewać wielkich rewelacji – mówi politolog Ulrich von Alemann. Te już były. Schreiber utrzymywał, że ma w kieszeni wielu polityków bawarskiej CSU z najbliższego otoczenia byłego premiera Franza Josefa Straussa. Podejrzany był nawet jego następca Edmund Stoiber. Schreiber daje do zrozumienia, że nie powiedział jeszcze wszystkiego. Proces odbędzie się w przyszłym roku.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL